Zosia odnalazła go po kilku dniach. Wiedziała, że ostro leci, wszyscy wiedzieli, więc do jej uszu też to w końcu doszło. Namawiała, żeby się leczył, prosiła, żeby mieszkał u niej, póki nie znajdzie ośrodka. Wyszło na to, że tym radykalnym powrotem do permanentnego i ostrego grzania wyszantażował jej bliskość. Bolesne odtrucie przed wyjazdem do Głoskowa przechodził jednak u jednego z przyjaciół. Zosia nie pokazywała się tam, on, podłączony do kroplówki, usiłował zapomnieć o heroinie i o niej. Nie chciał zaczynać nowego życia z brzemieniem tego związku i w jakimś samoobronnym odruchu szybko wymazywał ją z serca.Ostatniej nocy przed wyjazdem do ośrodka zadzwoniła do niego. Z Maxem była dawna przyjaciółka, a tymczasem Zosia płakała w słuchawkę. Nic konkretnego nie mówiła. W każdym razie w momencie, kiedy chciał wreszcie o niej zapomnieć-ona nagle zaczęła coś czuć. "Byłem zły i nawrzeszczałem na nią". Upiorna to była noc. Ona co chwilę dzwoniła, a on nie chciał odbierać.W Głoskowie mówił o Zosi jako o byłej narzeczonej, i tak chciał ją traktować. Kiedy napisała do niego, że jednak kocha - rzucił się na to światełko w tunelu jak wygłodniały. Niczego nie zapomniał, nic nie wymazał. Pisali do siebie co tydzień, co niedzielę rozmawiali przez telefon. Spotykali się na jego przepustkach w mieście. Żyli marzeniami o przyszłości. Teraz, kiedy byli w końcu razem, w wymarzonej podróży, bańka prysła. Rzeczywistość była przygnębiająca.