Lekarka miała się lepiej, ale nie zdążyła jeszcze podreperować swojego wyglądu. Przystupa od progu zauważyła siwe odrosty, białe włosy w brwiach i policzki pozbawione wsparcia sztucznej szczęki. Dopiero gdy umilkł ryk odkurzacza, Lekarka stanęła w progu, uśmiechając się kompletem zębów. Tylko do tego mogła ich teraz używać, bo dieta zmusiła ją do żywienia się produktami półpłynnymi i papkami.Lekarka usiadła w kuchni. Pogrzebała w zastygającej na kamień błyskawicznej kaszy, patrząc spod oka, jak Przystupa podlewa kwiaty, a kiedy ta skończyła, usadziła ją obok siebie i rozłożyła na stole album. Na zdjęciach sprzed trzydziestu lat dmuchała dymem spod czarno połyskującej grzywki. Nie wyglądała wtedy na czterdzieści lat, najwyżej na trzydzieści.– To przez miłość – wyjaśniła, układając usta jak na zdjęciu, choć teraz nie miała czego wydąć. – Wtedy ją poznałam...Po raz pierwszy w życiu rozważała, czy nie zostawić męża, tego dobrego, kochanego człowieka, który był dla niej przyjacielem, matką, ojcem, bratem i dzieckiem. Kochanka przesłoniła wszystko – wciąż czuła na ustach jej wilgotny dotyk, a w ciele dreszcz. Mąż jednak postawił ultimatum: wyjechał do Szwecji, załatwił jej pracę w szpitalu i czekał.– Wybrałam jego. Był moim przyjacielem, a przyjaźni się nie zdradza. Przyjechałam tutaj, już nigdy jej nie spotkałam. Teraz coraz częściej mi się śni, drobna, wąska w biodrach, z jasną twarzą, profilem w półksiężyc. Taka... podobna do ciebie.