- Co takiego?! - huknął pan Gąsowski.- Mało to dwóch zagadek, znalazła się na pociechę trzecia mówił zatroskany profesor. - Któż ją zdoła odgadnąć?- Jak to: kto? - zawołała panna Wanda, niemal ze zgorszeniem. - Pan Adaś!Adaś spojrzał na nią, jakby się przed nim niebo otwarło, a ona siedziała na chmurze.- Coraz bardziej jestem przekonany - rzekł - że napoleoński oficer niezbyt dobrze rozumiał, co czyni. Chociaż, czy ja wiem? Dotąd wszystko było nad podziw ostrożne i bardzo dowcipnie ukryte. Te malowane brody wymyślił doskonale. Musiał jednak bardzo wierzyć w domyślność swego brata, skoro go tak wodził po bezdrożach .Może być, że dla Francuza byłoby to łatwe. Ja przyznam się, że nie umiem myśleć tak lotnie. Panie profesorze, co pan myśli o tej nowej zagadce?- Myślę, że jest ze wszystkich najtrudniejsza. Łatwiej było się domyślić cytaty z Danta i przy tak wspaniałej przemyślności jak twoja odnaleźć dwie brody. Ale teraz ani w ząb!Wielka troska jak czarny ptak przelatywała z czoła na czoło, a wszystkie były zmarszczone. Dobra pani Gąsowska nie zajmowała się jednak rozwiązaniem zagadki; ją trapiło co innego.- Żeby tylko Adaś nie rozchorował się z wysiłku - mówiła do córki. - Mnie pękłaby głowa.- Jemu nie pęknie! - odpowiedziała panna Wanda w zamyśleniu i nagle nie zapowiedziawszy "wielkiej sceny" rzuciła się matce na szyję. - Och, mamusiu, mamusiu! - 'szeptała równocześnie gorąco i łzawo.