- Hyclówki! - powtórzył z uporem chory. - Poznał nas pan! - zadźwięczał metalicznie głos Zofii. - Jak to dobrze!... Właśnie pan Paweł mówił, że pan leży chory... Przyszłyśmy odwiedzić... zapytać o zdrowie... Ale pan się nie gniewa na... nas!... Nie?- Gniewać?!... Ja!... Pamiętałyście...- Ja zawsze! - wtrąciła żywo druga hyclówka. - Choć nie pokazywałyśmy się w aptece...bo...- Miciu! - upomniała siostrę Zofia, - Zawsze trzepałkowska! Jakże pan się czuje?.. Może czego potrzeba?... Pan pozwoli się odwiedzać?... Prawda?...- Odwiedzać?!... Tak!... Proszę... bardzo... często mnie odwiedzajcie... tam!... dobrze mi było z wami... stało się... Hela... ciągle Hela!... Tylko... panno Zofio... cicho, cicho... bo ja bym chciał spać!... Lubicie spacerować... ale... cicho!...- Turek! - ozwał się nagle Pracki - Przynieść wam pomarańczy?... To was orzeźwi!... Chory przecząco kiwnął głową i, chwyciwszy zbolałą piersią powietrza, rzekł tonem błagalnej prośby: