O nic.ROBERTPosłuchaj... To się robi jakieś bez sensu. Staram się. Przyszedłem wczoraj wieczorem. Zabrałem cię ze sobą... A ty co?IWONADla Edyty szampan był za ciepły, to dla ciebie też. A od kiedy jesteś takim znawcą szampana?ROBERT patrzy na nią zdziwiony.IWONAPoza tym...ROBERTTo właśnie jest dla ciebie typowe. Narozrabiasz, a potem się obrażasz. Gratulacje.IWONAJa? To ty się nabzdyczyłeś na kelnera.ROBERTJa tylko stwierdziłem fakt, że szampan był za ciepły. Podobnie, jak stwierdziłem fakt, że okłamałaś mnie z mieszkaniem. A ty się zachowujesz jakbym to ja ciebie oszukiwał.IWONA patrzy na niego.IWONA(po chwili)Przepraszam...ROBERTPodobało ci się pole? Czy może go nie zauważyłaś?IWONA(po chwili uśmiecha się)Podobało. Ale jeszcze bardziej by mi się podobało, gdybyśmy poszli do mnie. Zrobiłabym obiad. Kolację. A nawet śniadanie...ROBERT patrzy na nią.TAJEMNICZY OGRÓD. WN. DZIEŃ.KAROL patrzy na MICHAŁA. Stojący w drzwiach biura MICHAŁ patrzy z kolei na butelkę whisky, którą KAROL ma w ręce.MICHAŁJuż wiadomo?KAROLNie. Ale od rana czekam na telefon od Anety. I chcę, żebyś był pierwszym, z którym wypiję za nasze dziecko.