9. Zniknięcie i wycofanie poezji z życia przeciętnego człowieka byłoby nie zauważone.Wybranych zostało dziewięć zarzutów, bo dziewięć jest planet w naszym układzie słonecznym. Trudno jest odeprzeć argumenty Gombrowicza, choć nasz największy gracz w literaturze polskiej nie był wolny od niesprawiedliwych ocen. Potraktowanie języka poetów jako najmniej ciekawego ze wszystkich możliwych języków to gruba przesada, a nawet głupstwo, no bo z całą siłą krytycznych sądów uderzył Gombrowicz w tych, co na to nie zasługują. O wiele bardziej odrażającym językiem od poetów posługują się politycy, którzy gadają – i nie do rzeczy i nie po ludzku. O wiele bardziej koszmarnym językiem od poetów posługują się lekarze, gdy przychodzi nam odczytać bazgroły na receptach. O wiele większą nudą zajeżdża z pism prawniczych, niż z najgorszego poematu, bo z tego przynamniej można się pośmiać. O wiele bardziej strasznym jest język chamowatych „inteligentów”, którzy nie czytają, nie piszą, a chcą pouczać. Dlaczego tak wyraźnych różnic nie dostrzegł W. Gombrowicz, pisząc swój esej?Czy autor „Ferdydurke” zamierzał świadomie skazać poezję na literacki niebyt, bo sam jej nie tworzył? Nie jest to do końca prawdą. Okazuje się, że W. Gombrowicz był sezonowym poetą, a właściwie jego bohater, sztuki „Ślub”, Henryk, który w „przygnębiającym, beznadziejnym krajobrazie” wypowiada takie o to poetyckie frazy /Zasłona wzniosła się …Niejasny kościół…/I niedorzeczny strop…Dziwne sklepienie/A pieczęć tonie otchłań w otchłań czarnej/ Zastygłej sfery sfer i kamień kamień/ - to niektóre tylko fragmenty.