To nie zostało przewidziane, smutno stwierdził Galileusz. 0 tym nie pomyślałem.Mówisz, że bez imienia nic nie istnieje, a nie pomyślałeś, że samym imieniem niemowlęcia nie nakarmisz.Masz rację, zgodził się przyjąwszy mój zarzut.To, co miałem na myśli, odnosi się do żywiołów i przedmiotów martwych.Dziecko powinno jeść, żeby istnieć. Co teraz zrobimy? Miałem pomysł. Zrodził się jak natchnienie i wydał się nam wyjściem jedynym. W kuchni wprawdzie było mleko, ale jak mieliśmy to mleko wlać w niego bez smoczka? Natomiast olśnił mnie inny plan. U sąsiadów okociła się kotka. Tam była mała dziewczynka, Basia, która mi to opowiedziała. Opiekowała się kociętami i mogła podłożyć do kociego kosza naszego Phosphorosa. Romulusa i jego brata wykarmiła wilczyca, a Phosphorosa wykarmi kocica.Powierzyłbyś to stworzenie małej dziewczynce? - oburzył się Galileusz.Dobrze, zachowamy tajemnicę, masz rację. Coś się wymyśli, ale teraz jednak wyraźnie musimy zaryzykować. Wezmę i zaniosę go sam, przyłożę do kocicy, niech się nakarmi.Galileusz zgodził się nie bez obawy i tak, przed chwilą jeszcze mało przygotowany do roli niańki, zostałem obarczony dzieckiem, które wydzierało się i wyrywało z rąk, fikając nóżkami, jak to prosię w pieluszkach na rękach Alicji w krainie czarów. Nie były to jednak czary. Dziecko było autentyczne, w dodatku świeciło tak, że i w ten niezwykły sposób zwracało na siebie uwagę.