Nie przywiązywałem wagi do jej słów, choć je zanotowałem gdzieś tam w zwojach mózgowych. Od tej chwili zacząłem jednak baczniej przyglądać się otoczeniu, gdyż i mnie wydawało się czasem przez mgnienie, że niektóre sceny już przeżyłem, niektóre miejsca widziałem. Ale róże rosną wszędzie, co miałoby być dziwnego w tym, że Annie zakwitnięcie naszych róż przypomniało jakiś miniony fakt? Jej spostrzeżenie jednak mnie zasmuciło: pragnąłem mieć coś wyjątkowego, niepowtarzalnego. Tym razem najstarszy syn, uczony filolog, pocieszył mnie:- Tato, nie martw się. Przeczytaj Małego Księcia, przekonasz się, że wasze róże, choć może kapryśne, i tak są wyjątkowe, bo coś dla nich zrobiliście. Wasze róże są oswojone, jak róża Księcia.Przeczytałem i naprawdę uspokoiłem się na długi czas.Pokoje umeblowaliśmy dość skromnie, lecz wygodnie. Wszystko musiało mieć sens i praktyczne zastosowanie. O to zresztą zadbała już Anna. Pozwoliłem sobie tylko na jeden wyjątek: postanowiłem nie zagracać mojego wielkiego pokoju na pięterku. Pośrodku umieściłem wąski tapczan, na parapecie okna zaś białą doniczkę z geranium. Rodzina kręciła nosem na taką rozrzutność miejsca, byłem jednak stanowczy: nie chcę niczego więcej. Przepraszam, naprzeciw okna zawiesiłem jeszcze pod odpowiednim kątem duże lustro. W ten sposób ogród "wszedł" do domu.