Mieszkanie było lustrzanym odbiciem naszego. Mój przewodnik na wózku poprowadził mnie krótkim, ciemnym korytarzykiem do największego z trzech pokoi. Domyśliłem się, że w tym domu służył za salon, ponieważ nie zauważyłem w nim łóżka. U nas w największym pokoju mieszkała matka, ojciec zajmował średnie pomieszczenie z balkonem i telewizorem, a ja miałem najmniejszy, środkowy pokoik. Piastowi widocznie postawili na inny podział funkcji pokoi – ten z balkonem był małżeńską sypialnią, największy przeznaczony został do oglądania telewizji i spożywania wspólnych posiłków, a mały, zamknięty przed obcymi, należał do córki, która wyjechała przed rokiem na studia na Wybrzeże i z tego, co się mówiło, nie odwiedzała ich za często.– Wejdź, siadaj – powiedział Piastowy, wjeżdżając do pomieszczenia. Przy przekraczaniu progu wózek utknął i nauczyciel zaczął nerwowo naciskać na obręcze kół, próbując nabrać rozpędu. Kiedy chciałem zawrócić, by mu pomóc, machnął ręką, zatrzymując mnie.– Dam sobie radę, codziennie daję sobie radę.Po kilku próbach przejechał przez deskę i odetchnął po przeciwnej stronie granicy.– Może łatwiej byłoby panu, gdyby zdjąć próg? – zapytałem, usadowiony już na fotelu przy stojącym pod ścianą stole.– A po co? – odparł Piastowy, podjeżdżając do wolnego miejsca po drugiej stronie stolika. Zauważyłem, że drugi fotel od kompletu znajduje się pod meblościanką, nieużywany i zakurzony. Domyśliłem się, że należał kiedyś do Piastowego, ale po tym, jak zmuszony był przesiąść się na wózek, odstawiono go na bocznicę, by nauczyciel mógł bez przeszkód zajmować miejsce naprzeciwko telewizora.