Nie wiem, jak on przyjechał, bo spałem. Dla mnie zjawił się niespodziewanie. Nie widziałem ojca od roku 39. Nie pamiętałem go prawie, wiedziałem, że taki wysoki i smukły i że ma ręce bardzo wysmukłe i piękne. Ze wszystkiego najlepiej zapamiętałem te dłonie. Ale, niestety, kiedy teraz spojrzałem, na pół przytomny, zbudzony ze snu, na te dłonie, wydały mi się jakieś takie przybrudzone.Może sobie pan wyobrazić, co czuje dziecko dziesięcioletnie, chłopak, który się przez cały jesienny dzień nauganiał, kiedy go zbudzą o pierwszej w nocy, ubiorą i każą siedzieć przy stole, gdzie starsi jedzą i piją. Ojciec popijał raźno i sam nie wiedział, co mi powiedzieć. Opowiadał ciotce i wujowi jakieś okropne przygody leśne i o tej drodze do Bryjowa, a potem zaczęli wspominać jakieś czasy przedwojenne, które były dla mnie jak z bajki o królu Ćwieczku. Co ja mogłem wiedzieć o tamtych czasach, kiedy cukier kosztował 12 groszy, a bilet na kolejkę złoty osiemdziesiąt? I kiedy ojciec był administratorem w jakimś wielkim majątku, i kiedy wszyscy bracia byliśmy razem. Ja już tego nie pamiętałem. Słuchałem, na pół zasypiałem i przypatrywałem się ojcu. Miał wielkie niebieskie oczy i taki strzęp włosów, co spadał mu na czoło. Co? Że niby tak jak u mnie teraz? Może, nie wiem. Nikt nigdy nie powiadał, żebym był podobny do ojca. Ojciec był bardzo piękny, słynny z urody. No, i o mnie baby powiadają... dają mi za to forsę, wożą taksówkami i chcą na mnie patrzeć, a ja zawsze: zgaś światło, cholero, patrzeć na twoje cielsko nie mogę! Zgaś, babo, światło!