Idąc z wtorku do soboty.- A więc liczę na was - oświadcza naczelnik i zajmuje się inną ważną sprawą.Pciuch dwadzieścia cztery nie był jednak tak doświadczonym listonoszem jak inne starsze Pciuchy, chociażby jego rodzice. Tatuś Pciucha, na przykład, otrzymywał bardzo odpowiedzialne Spóźnione Przesyłki i często zdarzało się, że musiał podróżować rowerem, żeby móc zdążyć w porę.A młody Pciuch dostał właśnie od tatusia i mamusi hulajnogę. I chociaż rodzice ostrzegali go, żeby nie zabierał hulajnogi do pracy, postanowił spróbować, jak będzie mu szło dostarczanie przesyłek przy pomocy hulajnogi. Wskoczył więc na nią raz - dwa i szybciutko pojechał na ulicę Koszykową 12 mieszkania 5, do ciotki Patrycji Trąbalskiej.A kiedy już był pod drzwiami, przypomniał sobie, że musi sprawdzić termin przesyłki.- Na kiedy to ma być? - zapytał sam siebie i zajrzał do notesika.- Ach, na sobotę! A jaki jest teraz dzień? - Niestety, zupełnie zapomniał, że hulajnoga nie ma takiego licznika jak rower Tatusia.- To nic - pocieszył się Pciuch - poszukam kogoś, kto mi pomoże.Na dole siedział pan dozorca.- Proszę pana - zawołał Pciuch - bardzo przepraszam, jaki jest teraz dzień?- A kto pyta? - zdziwił się pan dozorca.- Listonosz Pciuch dwadzieścia cztery!- A dlaczego pana nie widzę, panie listonoszu?- Ponieważ ja tu jestem wczoraj! - zawołał Pciuch i wyrecytował: