W końcu maja irlandzki Ryanair dorzucił wprawdzie kolejną pulę biletów po 19 zł do Londynu (lotnisko Stansted) na loty od 9 czerwca do 25 października, ale zastrzegł, że promocja nie obejmie podróżujących w dniach od 14 lipca do 31 sierpnia br. Co więcej oferta nie dotyczy też lotów podczas wakacji szkolnych, dni świątecznych, rozgrywek sportowych, więc tak jakby jej nie było. Inne nowe linie, jak np. Wizzair czy Centralwings, klientów szukających naprawdę tanich biletów odsyłają na październik.Pasażerów, którzy w końcu maja kupowali bilety np. do Londynu (start na początku lipca, powrót po dwóch tygodniach), spotkał więc srogi zawód. Ryanair za taki przelot z Krakowa chciał 818,20 zł (tylko o 8,70 zł taniej niż British Airways). Podobny bilet z Rzeszowa kosztował 966,27 zł, a z Wrocławia 722,05 zł. Były to jednak wciąż niższe ceny niż proponował LOT (powrotny Kraków-Londyn z przesiadką na Okęciu kosztował 1265,39 zł). Na innych trasach było podobnie. Za przelot liniami Wizzair z Katowic do Paryża i z powrotem w pierwszej połowie lipca (rezerwacja pod koniec maja) trzeba było zapłacić 755 zł.Dlaczego bilet lotniczy kupowany na miesiąc przed wakacjami aż tyle kosztuje?- Lato to dla linii lotniczych żniwa, podczas których muszą zarobić. W lipcu i w sierpniu ruch jest dwa razy większy niż w lutym. Przy tak dużym wzroście popytu i ograniczonej liczbie miejsc w samolocie przewoźnicy mogą sprzedawać swoje bilety drożej. Szkoda ich na promocje - wyjaśnia profesor Włodzimierz Rydzkowski z Katedry Polityki Transportowej Uniwersytetu Gdańskiego.