Ta i każda historia jest taka, jaką chcemy ją stworzyć i stwarzamy każdego dnia od nowa. W "Popiołach" Andrzeja Wajdy szwoleżerowie nie szarżują ani krętym wąwozem, ani pod górę, tylko galopują wściekle przez mazowieckie równiny. Nie da się policzyć, ilu ich tam jest, ale na pewno ponad trzystu - inaczej Mosfilm nie podpisałby kontraktu. W niczym mi to nie przeszkadza. Chodzi przecież o symbol, heroiczną abnegację, oszałamiający pęd i gruchot kopyt ku pokrzepieniu serc. Tak jest i to wszystkim wystarczy, gdyż takie jest zamówienie społeczne i potrzeba uczuć.Problem w tym, że wbrew moim najszczerszym intencjom moi zracjonalizowani i zkonsumpcjonizowani studenci domagają się danych. - Ilu było więc ostatecznie tych szwoleżerów na polu bitwy pod Somosierrą: 88, 100, 125, 135, 150 czy 200? A ilu z nich poległo? Bo jedni piszą o 57 poległych, inni o 60, a inni o 57 poległych i rannych. A czy naprawdę Napoleon brał pod uwagę raporty o nadchodzących porodach Blüchera (niemiecki wódz był schizofrenikiem i wydawało mu się, że urodzi słonia)? - Reprezentuję wszakże obiektywną wiedzę i należy się ode mnie młodzieży solidna i niepodważalna odpowiedź.Cóż zrobić - wiem tylko jedno. Na szczycie Puerto de Somosierra (jeżeli jedzie się główną szosą) znajdujemy doskonałą restaurację, w której serwują przysmaki nie tylko kastylijskie, ale również asturyjskie (czosnkowe) i nawet andaluzyjskie. Pył zawiał karty dziejów i nie ustalimy już, ilu chłopców rzuciło się do ostrego galopu. A może tak jest lepiej?