Człowiek myśli tak: nadszedł okres tradycyjnych noworocznych postanowień, jeśli nie potrafię swojego życia wyprzeć z pamięci, to może chociaż powinienem je zmienić.Natychmiast zabiera się za przeglądanie kobiecych magazynów, aby w oparciu o nie sporządzić długą listę rzeczy, które absolutnie powinien zmienić, aby jego życie zyskało nową, lepszą jakość (a przynaj- mniej było długie i szczęśliwe). Następnie bezkompromisowo wykreśla z listy rzeczy, których chwilowo z różnych powodów zmienić nie da rady.Człowiek ze zdziwieniem zauważa, że na liście zostaje tylko jeden fundamentalny postulat zdrowego odżywiania się połączonego z leczniczą głodówką i siedzącą medytacją.- Łatwo nie będzie - wzdycha, starając się ze wszystkich sił wyprzeć postulat z umysłu.Próba okazuje się nieudana, a włożony w nią wysiłek rodzi głód. Człowiek niezwłocznie podchodzi do lodówki, żeby się zdrowo odżywić, ale zaraz przypomina sobie, że w domu nie ma ani kawałka tofu, sushi czy choćby ogórka na sałatkę. Jednym słowem, nie ma niczego zdrowego, a prawdę mówiąc - nie ma w ogóle niczego.Na szczęście w tym momencie człowiek przypomina sobie o leczącej miażdżycę aspirazie - niezwykłym enzymie zawartym w ziemniakach, o którym niedawno czytał w "Super Expressie".- Bingo! - krzyczy człowiek radośnie. Z ulgą otwiera lodówkę i z chłodnej butelki nalewa do kieliszka odrobinę preparatu z ziemniaka.Zdrowo uspokojony tym faktem podejmuje zobowiązanie, że głodówkę odłoży do czasu, gdy się trochę lepiej poczuje, a pomedytuje wieczorem, oglądając program "A dobro Polski?".