Siadają na fotelach przy gazowym piecyku. Ciągle im zimno. 45-letni narkoman, ojciec dwojga dzieci, jest na odtruciu po raz któryś. Zawsze wierzy, że tym razem już koniec z braniem. I nic z tego nie wychodzi. Niektórzy przechodzą przez detoks po kilkanaście razy. Wychodzą, grzeją, znów wracają na odtrucie i tak w kółko. Dziewczyn na detoksie prawie nie ma, nie chcą się leczyć, one bardzo uzależniają się psychicznie od narkotyku. Prostytuują się, bo tracą wstyd, szybko się degradują i stają się wulgarne. Nie liczy się dla nich nic - dzieci, mąż, rodzice, szkoła, praca, nic, prócz heroiny.Tymczasem Marcin i pozostali uciszyli się, zwiesili głowy i słuchają muzyki. Nakręcenie wygasło, zostaną na detoksie. Wychodzi tylko jeden, bierze dożylnie. - Tacy odtruwają się najtrudniej - mówi Teresa Wereżyńska. - Przerywają detoksy, krążą po całej Polsce. Powinni być leczeni małymi dawkami metadonu i tylko w szpitalu, ale niewielu z nich objętych jest taką terapią.Wciąż się ich na odtruwanie przyjmuje, bo nie ma ludzi straconych - mówią specjaliści na detoksach. Bywają dziwne zmartwychwstania. Z detoksu w Tworkach wyszedł 18-letni chłopak po wielokrotnych tam pobytach, który wrócił w końcu do szkoły i zaczął pracować w ochronie, z czego był niezwykle dumny. Matka odżyła. Matki przy takich ocaleniach nie mają nawet siły, żeby być szczęśliwe. One właśnie po prostu odżywają.