Grali Szekspira, Ibsena, Gogola. Wystawiali sztuki irackich dysydentów. Każda z nich zawierała sens między wierszami. Publika miała więcej zrozumieć z ciszy i gestu niż z tekstu. Iracki wojak-pisarz zatrzymuje trafiającą go kulę. Kula mówi: masz drugą szansę, spróbuj mnie uniknąć. Żołnierz po śmierci spotyka kolegę. Kolega jest bogaty. Mówi: ty walczyłeś, a ja żyję. Żołnierz dostaje kulę w plecy. Same polityczne komunikaty.- Budynek nic nie znaczył, to aktorzy wnosili tam znaczenie - zapala się Fadel. Cała teatralna śmietanka zbiera się popołudniami w galerii Hawar. Znają się, dobrze wiedzą, kto specjalnie unikał sławy. Kto próbował uciekać z kraju. Kogo przesłuchiwała policja. Kto musiał reżyserować grafomańską sztukę Saddama. Bezrobotne talenty przesiadują nad herbatą wśród rzeźb z muzeum narodowego. Właściciel galerii Kasim Al-Sabti skupował te dzieła od szabrowników.W spalonym teatrze Al-Raszid ćwiczą tancerze. Nikt im za to nie płaci, może i nikt nie przyjdzie ich oglądać. Ale tym się właśnie różni artysta od urzędnika. Jest uwznioślony. Niech nawet mówią, że afektowany.Człowiek bez językaMagister ekonomii i administracji Ibrahim Al-Dżaburi mieszka z rodziną w ubogim domku w bagdadzkiej dzielnicy Adżadrija. Ma 53 lata, cały reżim przepracował jako kierownik działu w towarzystwie ubezpieczeń. Teraz nikt nie dba o polisy, ale Al-Dżaburi chwali się, że chodzi do pracy. To ustawia go w elicie. Nawet jeśli praca polega tylko na podpisywaniu odcinka wypłaty. Płacą Amerykanie, pensja w sektorze ubezpieczeń wzrosła kilkanaście razy.