— Takie twierdzenie jest niesprawiedliwe, a nawet obraźliwe i dla mnie, i dla senatora Kutza. Nie mamy zamiaru wspólnie reżyserować życia publicznego. Prawdą jest natomiast, że mamy podobną wizję samorządności dla Śląska i Katowic. A za poparcie jestem mu wdzięczny. Za mną kryje się jedynie krytyczny stosunek do władzy, czemu daję upust od lat w swoich publikacjach.— Jak to możliwe, że człowiek oświadczający publicznie, że brzydzi się polityką, walczy o fotel prezydenta?— Nie powiedziałem, że brzydzę się polityką. Brzydzę się wypaczeniami polityki. Polityka jest nieodłącznym składnikiem zarządzania państwem i nie będę udawać, że da się jej uniknąć. Powtórzę: na szczeblu samorządowym wypaczenia polityki stały się odrażające i z tym właśnie walczę.— Ktoś, kto startuje w wyborach, bierze wygraną pod uwagę. Jak pan się dogada z większością w radzie? Po wygranej batalii politycy w samorządzie nie będą już panu przeszkadzali?— Pani nie zrozumiała, o co ja gram. U mnie nie będzie żadnych targów. Proszę spojrzeć, co się działo w Katowicach na Młyńskiej: kupowano głosy w Radzie Miejskiej za stanowiska w urzędzie. Ugrupowanie, które miało ledwie dwa głosy w radzie, dostało fotel wiceprezydencki, bo akurat te dwa głosy były chwilowo potrzebne. Gdy stały się zbędne, człowieka usunięto i sprzedano fotel komuś innemu. Tak ma to wyglądać?— Jak pan chce w takim razie rządzić miastem? Bez takich targów jest to chyba niemożliwe.