- Naturalnie. Nie jest dobrym pomysłem pozwalać innym, by zachowywali się wobec nas jak kaci. Nie wolno zgadzać się na bycie ofiarą. Dlaczego? Ponieważ będąc ofiarą, hodujesz w sobie kata. A gdy stajesz się katem, znajdujesz ofiary i hodujesz następnych katów. Bycie ofiarą jest więc tylko formą przejściową, jak larwy u owadów - z ofiary, jeśli nic ze sobą nie zrobi, wcześniej czy później wylęgnie się kat.- Jeśli trzeba, użyć całej swojej agresji do obrony?- Nawet prawo zwalnia z odpowiedzialności za skutki obrony koniecznej.- Kłopot w tym, kiedy ona naprawdę jest konieczna, a kiedy projektujemy własną agresję na innych?- To prawda. Jest taki dowcip rysunkowy: siedzą obok siebie dwa psy, jeden duży, drugi mały. Duży ma obandażowaną łapę. Mały mówi do niego: "Bardzo przepraszam, że pana ugryzłem, ale byłem przekonany, że pan to zaraz zrobi!". Czasem rzeczywiście żyjemy w kompletnej paranoi, nie kontaktujemy się z rzeczywistością. Wtedy przydałaby się jakaś forma psychoterapii lub psychoedukacji.- Jak to rozpoznać? Kiedy agresja jest tak silna, że bez pomocy specjalisty trudno sobie poradzić?- Wtedy, gdy niszczy: nas albo innych. Zaczynamy chorować albo wokół nas pełno ofiar.- Jednak zdarza się, że bardzo agresywni ludzie świetnie sobie radzą.- Agresja może stać się rodzajem narkotyku. Można się od niej uzależnić, ponieważ daje poczucie siły, przewagi, panowania nad innymi. To dotyczy ludzi, którzy na co dzień mają kłopot z odczuwaniem tego, że żyją - czują, że żyją dopiero wtedy, gdy doświadczają bardzo mocnych, skrajnych uczuć. To bardzo niebezpieczne uzależnienie.