- Taak... więc...Władysław trzasnął gwałtownie drzwiami materialni i wyszedł.Na drugi dzień z rana wytoczyła się sprawa przed Gędźbą. Nielękowski zaczął od tego, że Władysław od czasu zamieszkania w pokoiku zaniedbuje się, wstaje późno, w nocy zamiast spać, pali świecę i czyta, w końcu, podkreśliwszy fakt, że sam codziennie dyżuruje, zwrócił się z propozycją, aby i puer wstawał razem i pomagał mu w załatwianiu nocnej ekspedycji.Turkowski próbował się tłumaczyć i wspomniał o sprzeczce literackiej natury i obiecanej mu zemście, ale Gędźba nie dal mu skończyć.- Panie Władysławie - rzekł - to... bardzo źle... bardzo. Pan się ośmiela odmawiać racji starszym... pan się zapomina... Proszę od dnia dzisiejszego sypiać w materialni... Trzeba się przyzwyczaić... będzie pan dyżurował.- Ależ bo... - próbował zaoponować Władysław. Gędźba wydął wargi i wycedził przez zęby:- Nie ma żadnego ale! Proszę słuchać... albo poszukać sobie innego miejsca! Gwizdnę i jutro będę miał stu kandydatów... Czy pan Władysław rozumie?... Gwizdnę!... I radzę panu w żadne głupie czytanie się nie bawić, a lepiej wziąć do rączki farmakopeę, taksy się nauczyć... i raniej wstawać!....