Skowronski: Czy ten rosyjski oddział specjalny był w Czeczenii specjalnie po to, żeby uwolnić Polki?Dobrowolski: Uwolnić jeńców, uwolnić zakładników, uwolnić przetrzymywanych " tak.Skowronski: A to, że Polki odzyskały wolność kilka dni temu, było zaskoczeniem dla MSZ czy nie?Dobrowolski: Jak to się zwykle mówi, timing, czyli moment był zaskoczeniem, ale umiarkowanym. Proszę pamiętać, że momenty, w których one były już "wolne" , przeżywaliśmy już od listopada, bo bez przerwy ktoś mówił, że one są wolne. Samym paniom wydawało się czasami, że są wolne, co też krążyło przez media polskie, a wcale nie było prawdą, bo nie można było wykonać tego ostatniego kroku, z różnych powodów " czasami właśnie dlatego, że nikt ich nie wypuszczał, a czasami z powodu pewnej inercji. Tego, że będą wolne, można się było spodziewać; my już od trzech tygodni mieliśmy takie wiadomości. Proszę pamiętać, że przez cały czas, ponad 70 dni, utrzymywaliśmy nasz przyczółek najbliżej jak było można, czyli w Gruzji. Tam właśnie przebywała mała grupa MSZ, dopiero teraz zresztą jej pracownicy wracają. Tak więc sama chwila uwolnienia Polek oczywiście była zaskoczeniem, ale " jak to się zwykle mówi " tendencja szła w tym kierunku.Skowronski: 208 dni niewoli. A jaki był sam początek? Kiedy pan się dowiedział o tym, że Polki zostały porwane w Czeczenii?