Boguś lubi przed zaśnięciem przeciągać rozmowę - jak było dawniej, w deszcz, w zimie, w motelu. To rozładowuje. Czasem śni się Bogusiowi Jadźka. Piękna, chętna. Ona słyszy w nocy, jak on mówi przez sen: - Jadziu, to nie ma sensu. Przecież jutro jedziemy na eucharystię, do spowiedzi trzeba będzie iść. Czasem we śnie, położy się obok Jadźki, a ona sztywnieje, choć ma sen głęboki. Ten heroizm jest z miłości: przecież miłość polega na tym, że chcesz, aby był zbawiony ktoś, kogo kochasz.Półtora roku temu przyszła znowu ta myśl: że skoro się pożądają, to może ubiegać się o stwierdzenie nieważności poprzednich małżeństw i mieć stempel, żeby legalnie się kochać? Więc półtora roku temu stanęli przed swoją wspólnotą neokatechumenalną. Wspólnota przemodliła i wydała werdykt: - Macie żyć w czystości. Nie ma innej drogi. Koniec. Boguś wertuje ewangelię. Mateusz powiada słowami Jezusa: "Gdy mąż umrze, traci nad żoną moc prawo męża. Tak, iż nie jest cudzołożną, współżyjąc z innym mężczyzną". Na razie Boguś modli się modlitwą grzesznika: Wybaw mnie, Panie, ode mnie samego!ZbawienieOstatnie warsztaty dla księży o tym, co zrobić z non sacramentabiles, prowadził Jarosław Naliwajko, jezuita i psychoterapeuta. - To był warsztat o bezradności dwóch stron. Tych, którzy uważają, że są potępieni. I tych, którzy są po to, żeby pomóc człowiekowi, a z seminariów znają technologiczne rozwiązanie: wyspowiadać z grzechu, rozgrzeszyć. Oczekuje się od księży, żeby nie byli bezradni. Kapłan ma wyciągać kamień z buta, nie lamentować, że ma ten sam kamień.