— Dla ludzi z zewnątrz może występ Marka był zawodem. Dla mnie nie. Uważam, że półfinał to sukces Marka. Komentujmy jego występ bez paniki. To jeszcze bardzo młody zawodnik i przyszłość dopiero przed nim. W finale zabrakło mistrza olimpijskiego, Amerykanina Angelo Taylora i kilku innych bardzo dobrych płotkarzy. Statystycy nie pamiętają takiego przypadku, by junior po przejściu do seniorów od razu znalazł się w finale mistrzostw świata. Mógł dokonać tego mój podopieczny, ale tak się nie stało.— Dlaczego?— Zabrakło mu szybkości. Kiedy próbowaliśmy ten element dopracować przed startem w Edmonton Markowi odmówiły posłuszeństwa dwugłowe mięśnie ud. Trzeba było przerwać trening szybkościowy. Byliśmy na obozie w Sankt Moritz i tylko osiemnaście dni dzieliło zejście z wysokich gór od startu w Kanadzie. Fachowcy twierdzą, że to za mało. Potrzeba przynajmniej dwudziestu pięciu dni, by organizm doszedł do normy. Pierwszy raz Marek był w górach na wysokości prawie dwóch tysięcy metrów. Wciąż uczymy się jak na wysokie góry reaguje jego organizm, więc nie ma tego złego... Nie wolno tragizować. Trzeba wyciągnąć wnioski na przyszłość i tyle.— A jednak wynik 49,80 w półfinale był o wiele gorszy od rekordu Polski z Osaki, gdzie Marek osiągnął 48,16.— Potrzebna jest szczegółowa analiza treningów i startów w tym sezonie. To prawda, że czułbym się o wiele lepiej, gdyby Marek przegrał finał, ale z wynikiem poniżej 49 sekund. Jednak jest tak jak mówię: on dopiero się uczy biegania z seniorami i jest przed nim przyszłość.