Od tej pory w Europie Środkowej każdy troszczy się już tylko o siebie - pisze w niedzielnym numerze prestiżowego paryskiego dziennika Sylvie Kauffmann.Kiedy trzy lata temu padał komunizm, Zachód, który lubi, żeby wszystko było proste i zrozumiałe, wyróżnił natychmiast w Europie Wschodniej trzy kraje - Polskę, Czechosłowację i Węgry, które miały jego zdaniem większe od innych szanse dołączenia w szybkim tempie do Europy "cywilizowanej" .Przywódcy zachodni poparli Trójkąt Wyszehradzki, widząc w nim czynnik stabilizacji i wierząc, że pomoże on powstrzymać niecierpliwość trójki nowych kandydatów do Wspólnoty Europejskiej, a zarazem pozwoli im przećwiczyć umiejętność integracji w mniejszym gronie, zanim będą mogły ją wykorzystać na skalę piętnastu czy dwudziestu partnerów Wspólnoty Europejskiej.Dziś jednak Europa Środkowa ma się źle. Dwa z najbardziej obiecujących krajów - Polska i Czechosłowacja od dwóch tygodni faktycznie nie mają rządów. Polska, która jako pierwsza zdecydowała się na odważną reformę rynkową, od kilku miesięcy stanęła w miejscu. Paraliżuje ją panujące w Warszawie zamieszanie polityczne. Zakwestionowany został nawet dotychczasowy kierunek polityki zagranicznej (...)Czechosłowacji za kilka miesięcy z pewnością już nie będzie, choć niewykluczone, że będą jeszcze trwały kłótnie proceduralne o rozgraniczenie kompetencji obydwu republik. Sytuacja Węgier jest nadal stosunkowo pomyślna, lecz ich zdrowie polityczne związane jest w stosunkowo wysokim stopniu ze zdrowiem premiera Antalla, który na zdrowiu szwankuje. (...) Do pogłębienia niepewności przyczynia się trwający od śmierci Układu Warszawskiego brak wspólnych struktur zbiorowego bezpieczeństwa.