[Dopisek pod listem:] bo podałem zły numer, Paris VII, 31 rue Vanneau, Hotel de Suede.102 Paryż, 12 XI [19]59Kochana Marysieńko!Ucieszyliśmy się bardzo twoim listem, który przyszedł dzisiaj. Po dwóch tygodniach pobytu tutaj była to pierwsza wiadomość z domu (nie licząc listu od Śliwińskiej, który przyszedł w trzecim dniu naszego tu pobytu) - jak się jest daleko od domu, to każda wiadomość ważna, niepokoiliśmy się i niepokoimy o Stawisko, Teresę, Magdusię i ciocię Helę - a stamtąd żadnej wieści jeszcze nie mieliśmy. Pobyt nasz na ogół udany, oczywiście nigdzie nie chodzimy, śpimy już o dziesiątej - a mama nie rozstaje się z Ireną Łempicką, która dla mnie jest coraz antypatyczniejsza, a po wczorajszym wybuchu nienawiści do Polski - nie mogę na nią wprost patrzeć. Byliśmy oczywiście u Żuławskich, u Ochęduszków, a dziś jedliśmy prawdziwe francuskie śniadanie u Jurków Lisowskich. Ich mieszkanko w strasznej dziurze, ale samo mieszkanie bardzo miłe, ładne i składne, tylko do komórki trzeba chodzić po schodkach na drugie podwórze.W teatrze nigdzie nie byliśmy, bo bardzo drogo, a w kinie tylko na Popiele i diamencie. Bardzo nam było przykro, że autorzy tego filmu nie przyjechali - no, ale cóż robić! Pogodę mamy moim zdaniem bardzo ładną, chociaż mama narzeka i chodzi w zimowych butach. Wczoraj - na dzień armistis - przypadkiem znalazłem się wieczorem na ulicy, cudownie wyglądała wieża Eiffla i Inwalidzi oświetleni reflektorami. Zwłaszcza kopuła Inwalidów we mgle jesiennej, to było coś cudownego.