Był to szczególny Taj, cieszący się wielkim poważaniem we wsi i względami u władz: szedł z postępem czasu, a jedną ze swych córek wydał bez eze - "robienia zięcia" - za urzędnika ośrodka administracyjnego prowincji. Przyjmując moją odmowę z powściągliwą uprzejmością oświadczył, że chata jego zaczeka, dopóki nie dokonamy zdjęć.Tymczasem ludzie schodzili się, lecz mało pojawiało się głównych bohaterów han kuongu, młodzieży, a ona była przecież najważniejsza. Tłumaczyło to się częściowo jej pracą na polu do późnej pory i koniecznością wykąpania się. Więc na razie właziły na podium same starsze panie z kulistymi kokami na czubkach głowy. Wnosiły kołowrotki i kłęby bawełny w koszyczkach i siadając na niskich zydelkach przędły nici. Miny miały jakieś niewyraźne i w swych czarnych sukniach wyglądały niby nadąsane sowy.Zwróciłem na nie uwagę tłumacza Tunga;- Jakieś smętne te niewiasty! Pewnie wolałyby siedzieć w swych chatach przy wieczerzy?Tung sumiennie zasięgnął wiadomości u Kujena, po czym wyjaśnił:- Nie, camarade Kujen zaręcza, że one nie są smętne. To tylko pozory mylą.- A te ich smutne oblicza?- Camarade! -uśmiechnął się Tling jak człowiek głębszej świadomości. -One nie są smutne, lecz skupione nad pracą...Więc zjawiały się powoli starsze roczniki męskie i żeńskie i zabawiały się dzieci. Młodzież dojrzalsza jeszcze się kąpała, przebierała w lepsze odzienie i jak nie przychodziła, tak nie przychodziła. Nareszcie ukazały się dwie wystrojone dzierlatki - wystrojone, bo miały świeże bluzki ze srebrnymi sprzączkami na przedzie, których to ozdób nie noszą przy pracy w polu. Ale dzierlatki nie były w sosie.