STYCZNIOWE PODWYŻKI

Zakłady obawiają się wyhamowania rozwoju

Prognozy obniżenia rentowności

Styczniowa  urzędowa podwyżka cen i stawek VAT na prąd, gaz i akcyzy na benzynę wpłynie najprawdopodobniej na obniżenie rentowności sprzedaży. To z kolei będzie miało wpływ na zmniejszenie wielkości nakładów na modernizację i rozwój firm. Zmniejszyć się może konkurencyjność polskich wyrobów w stosunku do zagranicznych, uważają przedstawiciele większości zakładów, których "Rz" zapytała o wpływ tegorocznych  podwyżek na funkcjonowanie ich przedsiębiorstw. 

Podkreślają oni, że  podwyżki najbardziej odczują firmy stosujące energochłonne maszyny i te, które  nie modernizowały się w ostatnich latach. Lepiej zniosą je natomiast firmy inwestujące od lat w swój rozwój i poszukujące oszczędności w funkcjonowaniu.

Podwyżki, w odczuciu naszych rozmówców, nie byłyby tak dotkliwe, gdyby nie  obciążenia dodatkowe, w tym wyższy VAT na importowany olej, brak systemowego wsparcia w umacnianiu pozycji na nowych rynkach i dla firm chcących stosować nowoczesne technologie.

Do 8 proc. droższe  przetwory z Prorybu

- Wpływ podwyżki cen energii i VAT na oleje importowane do naszej produkcji  rozpatrujemy już od kilku dni. Wyliczyliśmy, że na jednostkowych opakowaniach wynosi ona 12 proc. i o tyle powinniśmy podnieść dotychczasową cenę. Zdecydowaliśmy się na 7,5-8 proc. i wprowadzimy je od najbliższego poniedziałku - mówi Zygmunt Dyzmański, współwłaściciel  Przetwórni Ryb  Proryb.  Wylicza, że podwyżka  cen prądu  w ogólnych kosztach produkcyjnych to zaledwie 2 proc. Aby ją nieco zniwelować, w Prorybie będzie wprowadzona praca nocna. To umożliwi korzystanie z tańszej taryfy. 

Aż do 20 proc. wzrosła   akcyza na  importowane oleje, a w Prorybie są one wykorzystywane do 70 proc.  przygotowywanych konserw i innych wyrobów rybnych. Oleju nie można kupić w dostatecznych ilościach w kraju, więc jego import jest konieczny aż do nowych zbiorów rzepaku.  

- Do wiaderka  śledzi kaszubskich,  które  sprzedajemy za  7 zł,  wlewamy aż pół litra oleju, czyli kosztuje nas on 2,25 zł. Na wieczka i wiaderka VAT wzrósł o 12 proc. Dlatego podwyżka jest nieuchronna - uważa przedstawiciel Prorybu. 

Zygmunt Dyzmański nie boi się wyhamowania tegorocznych inwestycji. Proryb za kilka miesięcy pierwszy w branży przetwórstwa rybnego otrzyma certyfikat zarządzania jakością z serii ISO9000. Jak każdy zakład go wprowadzający wykorzysta przysługujące mu z tego tytułu ulgi inwestycyjne.  

W Bizonie  szukają oszczędności

W Zakładzie Mechanicznym Bizon, będącym największym krajowym producentem zszywek, nie ukrywają, że zużywają dużo prądu, ale znacznie mniej niż np. 3 lata temu. Krzysztof Borysewicz, dyrektor ds. produktu w podwarszawskim Bizonie, wskazuje, że  firma w ostatnich latach  wiele inwestowała  w nowe, energooszczędne technologie i w modernizację systemu grzewczego.  - Wprowadzone w br. rozwiązania w celu kompensacji mocy biernej miały się nam spłacić w 2-3 lata, po tegorocznej  podwyżce cen prądu okres ten znacznie się skróci -  przekonuje dyrektor Borysewicz.  Jego zdaniem Bizon nie ustępuje zachodnioeuropejskim firmom pod względem  technologicznym i jakością wytworzonych towarów. Po podobnych cenach jak zachodnioeuropejskie firmy kupuje surowiec używany do produkcji.  Jego wyroby są nieco tańsze od zagranicznych dzięki tańszej sile roboczej niż np. w Niemczech. Ta korzystna różnica ciągle maleje poprzez  zmniejszające się corocznie cło i  podwyżki na paliwa i energię. Dlatego zakład ciągle szuka możliwości oszczędzania.

Konieczne wsparcie  na nowych rynkach

Dariusz Sapiński, prezes Spółdzielni Mleczarskiej Mlekovita w Wysokiem Mazowieckiem, uważa, że spółdzielczość mleczarską i jego firmę czeka ciężki rok. - Mimo  że od 1 stycznia br.  poniesiono urzędowe ceny  na  prąd i gaz, my nie przewidujemy podwyżek na swoje wyroby. To oznacza mniejszą rentowność sprzedaży i  ograniczenie  środków na rozwój i modernizację - tłumaczy Dariusz Sapiński. Mlekovicie te środki są potrzebne, by  dorównać parametrom obowiązującym w UE.    Na  1998 rok zaplanowano  wydatek 20 mln zł na wieżę do suszenia serwatki i konieczną modernizację oczyszczalni ścieków. W tych planach nie uwzględniono jednak skutków obecnych podwyżek.

- Nie wiemy, czy rynek pozwoli nam podnieść ceny. Nie znamy koniunktury na br. ani cen, jakie ustalą się na rynkach międzynarodowych na mleko w proszku, sery i masło. Nie możemy też wysyłać wyrobów do UE, a była ona ich dużym odbiorcą, szczególnie latem.  

Dariusz Sapiński obawia się, że dodatkowe obciążenia finansowe spowodowane styczniowymi podwyżkami wyhamują  postęp, spowolnią rozwój, a decyzje inwestycyjne będą coraz trudniejsze. Jest prawdopodobne, że Mlekovita będzie musiała zrezygnować z modernizacji oczyszczalni i przesunąć ją na inny termin, obecnie trudny do określenia.

W spółdzielni w Wysokiem Mazowieckiem  ciągle szukają rezerw. Są one niewielkie, gdyż płace to zaledwie 4 proc.  wszystkich kosztów,  głównym obciążeniem jest  cena surowca. Spółdzielnia nie może myśleć o  wysokiej rentowności, bo jest to niezgodne z interesem  skupionych w niej rolników.   

Dobrze mieć status zakładu pracy chronionej

- Podwyżki muszą być, bo ceny na paliwo i prąd są  w Polsce ciągle niższe od stosowanych w Unii Europejskiej, z którą chcemy się zjednoczyć - uważa Zbigniew Czmuda, właściciel  firmy wytwarzającej artykuły biurowe Resta-Kirby SA.   Niepokoi  go jednak ich wysokość, zwłaszcza  znacząca  w kosztach utrzymania samochodów podwyżka  paliw. Firma dostarcza swoje wyroby do odbiorców w całym kraju. Dla niektórych z nich, z najdalszych zakątków Polski, będzie musiała podnieść cenę za  dowóz. To z kolei wpłynie na większą od dotychczasowej marżę pośredników i cenę finalną wyrobów Resty w sklepach. 

Resta-Kirby nie myśli na razie o podwyższeniu cen na swoje segregatory, chociaż od roku jest ona stała mimo kilkakrotnej podwyżki cen surowców. Utrzymanie tego stanu wymusza ostra konkurencja firm zachodnich. Jest to możliwe wyłącznie dzięki statusowi zakładu pracy chronionej, jaki ma  ten zakład. Dzięki temu i wykorzystaniu kredytów na tworzenie nowych miejsc pracy z funduszu PFRON zakład mógł się   rozwijać. Największe wydatki ma już, jak się wydaje, za sobą i dlatego wprowadzone  na początku br. podwyżki nie są dla niego aż tak bardzo zagrażające jak w przypadku innych, małych i średnich firm  dysponujących przestarzałym parkiem maszynowym, nie korzystających z żadnego wsparcia  swojego rozwoju. 

Potrzebne stabilne otoczenie

- Po styczniowych podwyżkach spadnie rentowność wszystkich branż. Ze względu na silną konkurencję  podwyżek nie da się przenieść na ceny wyrobów. To może  wstrzymać inwestycje. Są one konieczne, aby utrzymać konkurencyjność polskiego przemysłu  przy wejściu do UE - wskazuje Wojciech  Wtulich, prezes Farm Food SA. Podkreśla, że rentowność w UE  dla przemysłu przetwórstwa mięsnego jest również niska, ale firmy działają tam w stabilnym otoczeniu, ich obciążenia finansowe  umożliwiają przetrwanie, w przypadku zakładów stosujących nowoczesne technologie stosowane są różnorodne ulgi.  

Farm Food będzie dalej inwestował, chociaż po podwyżkach może być to trudniejsze. Dodatkowo wstrzymane zostały preferencyjne kredyty AMiRR, oprocentowanie  kredytów bankowych jest ciągle wysokie.

Wzrosną koszty sprzedaży

W Zakładach Mięsnych Ostróda-Morliny SA wyliczyli, że wzrost kosztów  energii elektrycznej, gazu i pary technologicznej w porównaniu z ubiegłorocznymi wynosi aż 29 proc. W kosztach ogółem całej działalności to zaledwie 1,5 proc.  Leszek Bracki z działu ekonomicznego Morlin podkreśla, że ok. 70 proc. kosztów ogółem przypada na surowce i materiały uzupełniające. Dla Morlin ważniejsze więc niż podwyżka cen energii i gazu są sezonowe wahania cen surowca. Leszek Bracki nie potrafi powiedzieć, jak na funkcjonowanie zakładu wpłynie podwyżka paliw. Jest wielce prawdopodobne, że podniesie koszty sprzedaży. 

Informacje o planowanych na br. podwyżkach zarząd Morlin wykorzystał przy tworzeniu tegorocznych planów finansowych firmy. Wynika z nich, że  styczniowe podwyżki nie przystopują jego rozwoju i założonej rentowności.  Mogą być zagrożeniem, jak sądzi  Leszek Bracki,  małych i średnich firm, mających energochłonne urządzenia. Podkreśla, że firmy te  nie mogą tłumaczyć swoich ewentualnych niepowodzeń brakiem środków na rozwój. One po prostu nie inwestowały wcześniej i "przespały" sprzyjający dla siebie czas.

Do negocjacji z klientem

- Produkcja musi być opłacalna, nie może przynosić strat. Podwyżki prądu, gazu i benzyny spowodują odczuwalne zmniejszenie opłacalności ze sprzedaży - uważają w Hucie Szkła Lucyna w Obornikach Wielkopolskich. Dlatego zaplanowane są już podwyżki na wyroby tej huty, będącej największym w Europie Środkowej wytwórcą szklanych  kinkietów. Nie jest na razie znana ich wysokość. Będzie przedyskutowana z krajowymi hurtownikami za kilka dni na planowanym zjeździe. Niektórzy odbiorcy zagraniczni zostali poinformowani o konieczności takiej operacji i jej przyczynach. Prowadzone są z nimi rozmowy. Wielu nie odbiera przygotowanego dla nich towaru, czekają na decyzje ostateczne. 

- Wytworzy się cały "łańcuszek" podwyżek, swoje wyższe  marże dołożą twórcy lamp i innego oświetlenia, wyższe będą marże sklepowe - wskazują w HS Lucyna.  Beata Najtek, przedstawicielka obornickiej huty jest jednak przekonana, że klienci pozostaną przy nich. Z większością z nich współpracują  od wielu lat, nie mają oni zastrzeżeń do jakości wyrobów ani ich wzornictwa. Beata Najtek uważa, że walory te zostaną  docenione, a z każdym z dostawców odbędą  się indywidualne negocjacje.

Lidia Oktaba


