SAMORZĄD

Prowincja może wkrótce utracić istotny motor dotychczasowego rozwoju

Wieści z gminy

WISŁA SURAŻSKA

Publiczna debata o samorządzie skoncentrowała się  wokół nadmiernych wynagrodzeń.  W Sejmie rozważane są różne projekty  ich regulacji. Chociaż temat ten budzi  społeczne emocje,  nie stanowi istotnego problemu w skali kraju. Co więcej, odwraca uwagę od rzeczywistych problemów samorządu, które wymagają  pilnych rozwiązań. 

W przeciwnym wypadku może się zdarzyć, że w dążeniu do naprawiania samorządu i rozszerzenia go na wyższe szczeble, zniszczymy jedyny w pełni funkcjonujący jego szczebel podstawowy, czyli gminy.

Główny nurt debaty przebiega w Warszawie i dlatego oceny formułowane są z perspektywy stołecznego samorządu, który jest dość nietypowy dla reszty kraju. Warszawa ma po prostu niedobry samorząd. Rozwiązania strukturalne są tu tak zawiłe, że wyborca z trudem orientuje się, kogo i do jakich organów wybiera. To z kolei stawia niektóre jednostki samorządowe w mieście poza kontrolą wyborców i sprzyja politycznej korupcji. Należy tu oddzielić samorząd miejski i powiatowy od warszawskich gmin, gdzie samorząd jest bardziej profesjonalny i pozostaje w lepszym kontakcie z wyborcą.

Poza Warszawą problemy rażących wynagrodzeń pojawiły się dopiero po ostatnich wyborach. Ich bezpośrednią przyczyną jest ordynacja wyborcza, która w miastach o ponad 20 tysiącach mieszkańców uzależniła wielu działaczy samorządowych od partii politycznych. Przypuszczam, że płacowe żądania niektórych radnych są wynikiem wcześniejszych ustaleń wewnątrzpartyjnych. Takie uzależnienia są jednak znacznie częstsze w radach powiatowych i sejmikach wojewódzkich, aniżeli w miastach i gminach,  gdzie radni są pod silniejszą kontrolą lokalnych społeczności. W nowych granicach administracyjnych brakuje jeszcze społecznej integracji, która stanowi warunek dobrego samorządu. 

Ograniczenie wynagrodzeń w samorządzie  ustawą nie rozwiąże problemów, których źródłem jest wadliwa struktura stołecznego samorządu oraz zła ordynacja wyborcza. Właściwym rozwiązaniem jest zmiana korupcjogennych struktur i ordynacji.

Degradacja najbardziej udanej instytucji

W samorządach gmin zaznacza się kilka niedobrych trendów, których utrwalenie może sprawić, że ta najbardziej udana instytucja III RP ulegnie degradacji. Diagnoza ta brzmi alarmistycznie, ale też są powody do alarmu.

Ważną cechą samorządów jest ich napęd inwestycyjny. Polski samorząd, jakkolwiek najbiedniejszy w całej Europie Centralnej, dorównywał do niedawna swym bogatszym sąsiadom z Czech i Węgier pod względem poziomu inwestowania w lokalną infrastrukturę. 

Przyniosło to wymierne rezultaty w postaci poprawy warunków życia sporej części społeczeństwa. W większych miastach zmiany nie były aż tak spektakularne, lecz w najbardziej zacofanych częściach kraju pojawiły się po raz pierwszy bieżąca woda, gaz, kanalizacja, telefony czy nawet oczyszczalnie ścieków. 

Co więcej, gminne inwestycje odznaczają się wysoką efektywnością, między innymi dlatego, że angażują się w nie często sami mieszkańcy zarówno poprzez składki, jak i przez bezpośredni udział w robotach wykończeniowych. Rośnie więc przy okazji lokalny kapitał społecznego zaangażowania, którego w Polsce tak bardzo brakuje. 

Wydawać by się więc mogło, że wspieranie inwestycji samorządowych dyktuje zarówno interes gospodarczy, jak i żywotny interes społeczny. Jednak począwszy od 1998 r. inwestycje samorządowe wzrastają jedynie w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców. W miastach od 40 do 100 tysięcy ich wzrost uległ zahamowaniu, natomiast w mniejszych miastach i gminach, a więc tam, gdzie inwestycje są najbardziej potrzebne, mamy do czynienia z ich spadkiem od 4 do 6 procent (dane za rok 1998). 

Samorządowe plany inwestycyjne na rok 1999 nie są jeszcze dostępne w skali kraju, jednak przypuszczam, że spadek ten w roku bieżącym pogłębi się jeszcze bardziej. 

Spadek  dochodów własnych  w małych gminach

Główną przyczyną spadku inwestycji samorządowych jest spadek dochodów własnych. Badania wykazały, że dochody własne są najsilniejszym stymulatorem inwestycji samorządowych, dlatego ich spadek jest trendem niepokojącym. Jest on największy w gminach poniżej 20 tys. mieszkańców (średnio 8 proc. w 1998 r.). W gminach wiejskich spadek dochodów własnych jest spowodowany coraz mniejszą ściągalnością podatku rolnego. Jak wiadomo, sytuacja rolników się pogarsza, co ma swoje konsekwencje dla dochodów gmin o charakterze rolniczym. Bezpośrednim środkiem zaradczym na spadek dochodów pochodzących z lokalnych podatków jest sprzedaż mienia komunalnego, ale jest to sztuka na jeden raz. Wyczerpują się również inne źródła, z których samorządy mogły pozyskać dodatkowe fundusze na finansowanie swoich inwestycji. Jeśli problem ten nie zostanie potraktowany poważnie już teraz, w ciągu najbliższych kilku lat polska prowincja utraci istotny motor swego dotychczasowego rozwoju - inwestycje samorządowe w lokalną infrastrukturę.

Byłoby to tym bardziej niebezpieczne, że ogólny wzrost gospodarczy skoncentrowany jest głównie w większych miastach, natomiast na wsi i w małych miasteczkach, a więc w przeważającej części kraju, jest on znacznie wolniejszy. Prawidłowość tę ilustruje coraz większe zróżnicowanie samorządowych udziałów w podatkach dochodowych od osób fizycznych i prawnych. Geograficzny rozkład tego zróżnicowania prezentuje mapa. Widać na niej wyraźnie, że pozostawienie lokalnego rozwoju na łasce mechanizmów rynkowych może jeszcze bardziej pogłębić terytorialne zróżnicowanie rozwojowe w kraju. 

Do kogo należy kontrola

Samorząd  jest jak dotychczas jedyną instytucją podejmującą racjonalne działania dla zmniejszenia różnic między miastem a wsią. Żadne centralnie powoływane agencje do rozwoju tego czy owego nie wykazały się dotychczas podobną skutecznością. Jest to zrozumiałe, zważywszy na to, że samorząd najlepiej reprezentuje interesy lokalnych społeczności i znajduje się pod ich kontrolą, czego nie można powiedzieć o żadnej innej instytucji. W przeciętnej gminie kontrola ta jest już dość dobra i wzrasta w miarę nabywania przez mieszkańców doświadczenia w posługiwaniu się mechanizmami lokalnej demokracji. Wszelkie ingerencje z centrum mogą jedynie zniekształcić stosunki między lokalną społecznością a wybieranym przez nią samorządem. 

Dyscyplinę finansową samorządu kontrolują regionalne izby obrachunkowe, a zgodność jego działań z obowiązującym prawem - władze wojewódzkie. Jest to kontrola wystarczająca. Finansowa autonomia została gminom zagwarantowana konstytucyjnie. Jednak centrum wykorzystuje każdą okazję do ręcznego sterowania gminnymi finansami. Szczególną rolę odgrywa tu Ministerstwo Finansów. Formalnie zadaniem ministerstwa jest jedynie przekazywanie samorządom środków określonych ustawowo. W rzeczywistości od kilku lat urzędnicy Ministerstwa Finansów uzurpują sobie prawo do coraz bardziej szczegółowej kontroli samorządowych budżetów. 

Rola  Ministerstwa Finansów

Kontrola ta odbywa się na dwa sposoby. Po pierwsze, rosną wymogi ministerstwa dotyczące sprawozdawczości. Już teraz gminy muszą sprawozdawać o swych wydatkach nie tylko w przekroju rzeczowym (na co wydają pieniądze) i w działach (jakie jednostki je wydają), lecz również w układzie czasowym (kiedy dokładnie pieniądze są wydawane). 

Na pytanie jednego ze skarbników, po co ministrowi te informacje, padło wyjaśnienie, że powinno to podnieść racjonalność gospodarowania środkami w gminach. Kto przyznał Ministerstwu Finansów taką funkcję wobec samorządu? O ile przedmiotem uzasadnionego zainteresowania ministra są poziom i obsługa zadłużenia w gminach, o tyle pozostała sprawozdawczość powinna zostać ograniczona do minimum. 

Drugim sposobem sprawowania bezpośredniej kontroli nad finansami samorządowymi jest coraz bardziej uznaniowy sposób rozdziału środków, które przysługują gminom na mocy prawa. Przejawia się to między innymi w zmianie kryteriów ich naliczania, wydłużaniu kanałów ich rozprowadzania między urzędem skarbowym a gminą, zmianie ich tytułu, np. z dotacji celowych na subwencje. W tym ostatnim przypadku ogólna idea jest dobra. Subwencjami gmina może gospodarować jak chce, natomiast dotacje celowe powinna wydawać zgodnie z ich centralnym przeznaczeniem. Jednak w praktyce wygląda to odwrotnie. 

Jeśli państwo powierza gminie określone zadania, to gmina ma ustawowo zapewnione pełne refinansowanie tych zadań z kasy państwowej. Nie można tych pieniędzy wydawać na inne cele, ale przynajmniej nie trzeba dopłacać do nich z gminnej  kasy. Jeśli jednak finansowanie dodatkowych zadań odbywa się drogą subwencji, to znacznie trudniej ustalić, czy odpowiednie wydatki zostały właściwie oszacowane. Każda gmina z osobna może to sobie obliczyć, ale trudno o uzyskanie odpowiednich danych w skali kraju. 

Na przykład trudno ocenić w skali kraju adekwatność wypłacanej gminom subwencji szkolnej, gdyż jest ona ujmowana w jednym paragrafie z pozostałymi subwencjami. W praktyce Ministerstwo Finansów poszerza sobie w ten sposób pole manewru w gminnych finansach.

Wskutek tego państwo zyskuje taniego administratora dla swych zadań, lecz samorząd jest dodatkowo obciążany finansowo i administracyjnie, i coraz mniej zasobów zostaje mu na zadania własne, w których nikt go nie zastąpi. 

Autorka (surazska@datacomm.iue.it) prowadzi badania nad gospodarką samorządową  na Uniwersytecie Europejskim we Florencji oraz kieruje Centrum Badań Regionalnych w Warszawie.


