SPORT

Przed walnym zgromadzeniem wyborczym PZPN

Grzechy główne polskiego futbolu

MARCIN CHUDZIK

MARIUSZ ZAPOLSKI

Grzech - to pojęcie  często padające z wysokości kościelnych ambon, używane w języku teologicznym, ale również zakotwiczone w świadomości każdego człowieka kontrolującego swoje postępowanie. 

W podstawowym znaczeniu jest to zerwanie więzi z Bogiem, sprzeniewierzenie się Jego woli, złamanie Jego przykazań. W rozumieniu bardziej ogólnym grzechem nazywamy każde zło uczynione drugiemu człowiekowi, grupie ludzi bądź całej społeczności. Jest to po prostu działanie niezgodne z przyjętym przez ogół systemem etycznym, łamiące obowiązujące zasady, burzące moralne fundamenty codziennego życia.

Grzech ze względu na ludzką słabość jest zjawiskiem powszechnym, ujawniającym się w każdym środowisku, na poziomie wszystkich grup społecznych. Uświadomienie sobie jego obecności i nazwanie go po imieniu jest początkiem walki z nim i powrotu do dobra.

W związku z wydarzeniem, które powinno przyczynić się wreszcie do zerwania z dawnymi błędami, uczyńmy więc swoisty rachunek sumienia polskiego piłkarstwa. Popatrzmy na piłkę toczącą się po boiskach naszej ojczyzny w jednostronnym, ale jakże wyrazistym zwierciadle grzechu i nieprawości.

Grzech nr 1 Chciwość pieniędzy

"Korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy" - napisał w Liście do Tymoteusza św. Paweł. Słowa te zredagowane przeszło 1900 lat temu wydają się bezbłędnie określać ludzką naturę. W powszechnym rozumieniu chciwość jest to tendencja do gromadzenia dóbr materialnych w ilości przekraczającej realne potrzeby człowieka, płynąca z motywów egocentrycznych. Wyraża się to w nadmiernym przywiązaniu do posiadania pieniędzy, w niewłaściwych sposobach ich zdobywania oraz w złym posługiwaniu się środkami materialnymi. Ponieważ sport wyczynowy od lat związany jest z wielkimi funduszami i z pokaźnymi wpływami, apetyt na "wielką forsę" rodzi się już u początkującego trampkarza. To pragnienie dużych pieniędzy nie idzie, niestety, w parze z rzetelną pracą, a niejednokrotnie prowadzi do wielkich nieuczciwości. Dochodzi nawet do swoistego paradoksu: poziom sportowy nie musi być wcale proporcjonalny do zarobionych pieniędzy. Jeżeli jesteś dobry w swoim klubie grającym w niższej klasie, a masz obrotnych działaczy, to i tak nie musisz się więcej trudzić, bo twoje dochody są zbliżone do zarobków reprezentacyjnych zawodników. I tu w wielu wypadkach leży przyczyna braku motywacji do podnoszenia swoich umiejętności, do awansowania z niższych klas do wyższych (patrz: drużyny, którym "nie opłacało się" zwyciężać ligowych rozgrywek na poziomie prowadzącym do ekstraklasy). Ginie w ten sposób prawdziwe współzawodnictwo.

Reasumując: niewiele jest w naszym futbolu klubów, które stworzyły zdrowy system płacowy, realizujący naczelną zasadę, że pieniądze dla piłkarzy leżą na boisku i swoją grą, zaangażowaniem mogą je zarobić. Wielu zawodników przyzwyczajonych do sielankowego egzystowania w ligowych pieleszach nie przyjmuje do wiadomości, że również dla nich byłoby lepiej, gdyby premie za ich występy na boisku (za zwycięstwa) były bardzo wysokie przy niższych niż dotychczas pensjach. Wtedy to pragnienie pieniądza będzie osadzone w mocnych ramach i będzie korespondowało z pracą na treningach i z postawą na boisku. Jeżeli naprawdę podczas meczu jestem dobry, powinienem dostawać duże pieniądze, jeżeli jestem wspaniały - bardzo duże. Niektórzy nie chcą w tym miejscu włączyć swoich kalkulatorów i dokonać prostego rachunku, że pensja w miesiącu jest jedna, a zwycięstw i dodatkowych premii może być cztery, pięć. Łapią więc pieniądze jak najprostszymi sposobami, bez szczególnego wysiłku i pracy - a to właśnie jest chciwość.

Grzech nr 2 Przekupstwo

Nierozerwalnie związany z poprzednim. Jest domeną pewnych grup działaczy albo - mówiąc bardziej obrazowo - krętaczy, których poziom moralności i etycznego wyczucia równy jest zeru. W świecie polskiego futbolu sprowadza się to do bardzo prostej zasady: za pieniądze można kupić wszystko. Sprzedaje się więc i kupuje punkty, bramki, mecze, tytuły, piłkarzy, czasem trenerów i sędziów. Niech nikt się nie łudzi, że miniony sezon był pod tym względem inny. Handlowano na "piłkarskim straganie" tak jak poprzednio - im bliżej końca, tym więcej. Przed niejednym ligowym spotkaniem, a i po nim można by dokręcić kilka nowych odcinków "Piłkarskiego pokera". Ostatnio najbardziej popularny był następujący schemat: w drużynie przeciwnika szukano piłkarza, z którym można się "dogadać", i "wykonywano" odpowiedni telefon. Telefoniczny dialog sprowadzał się do zaproponowania konkretnej kwoty w zamian za odpowiednią przysługę. Rozmówca otrzymywał listę trzech, czterech kolegów, których miał wciągnąć w "interes", lub sam dokonywał wyboru wspólników. Takie propozycje dla niejednego gracza były wielką pokusą.

Trzeba zaznaczyć, że są w polskim piłkarstwie ludzie, którzy nigdy nie brali i nie kupowali, których naczelną zasadą jest uczciwość. Ale wydaje mi się, że magia nieczystego grosza, która rozpanoszyła się w naszym futbolu, usunęła tych ludzi na margines.

Grzech nr 3 Konserwatyzm

Jest to postawa, którą charakteryzuje przywiązanie do istniejącego stanu rzeczy, niechętny lub wrogi stosunek do wszelkich zmian. Dobrze określił ktoś nasz futbolowy świat jako ostatni przyczółek dawnego sposobu myślenia, panującego w Polsce ponad czterdzieści lat. Nic dodać, nic ująć. Pewien ekonomista powiedział kiedyś, że "nawet najbiedniejsze państwo może wytrzymać złodziejstwo, ale najbogatsze nie przetrzyma głupoty". W polskim państwie piłkarskim zdają się nadal królować te dwie skompromitowane cechy chorej przeszłości. Dziwnym sposobem w ośrodkach dowodzenia działają i robią swoje ludzie minionej epoki. Ci, co dawniej burzyli, stają się nagle orędownikami przebudowy. Nic dziwnego, że niewiele z tego wychodzi.

Osobiście głęboko wierzę w możliwość prawdziwego, ludzkiego nawrócenia, ale z drugiej strony nie ufam ani trochę "przemalowanym sercom".

Gdybym miał podpowiadać reformatorom, postawiłbym na ludzi młodych - trzydziesto-, czterdziestoletnich, którzy w najmniejszym stopniu zostali skażeni przeszłością.

Grzech nr 4 Nieumiarkowanie

Wspomniany już św. Paweł charakteryzował ówczesnych siłaczy sportowych, mówiąc, że "każdy, który staje do zawodów, wszystkiego sobie odmawia". Współcześni znawcy sportu dowcipnie przekręcają to zdanie, mówiąc, iż dzisiejsi sportowcy niczego sobie nie odmawiają. I jest, niestety, w tych słowach ziarenko prawdy. Dotyczy to wszelkiego rodzaju używek, przede wszystkim alkoholu. Nie chodzi o to, by z naszych sportowców uczynić całkowitych abstynentów. Alkohol jest dla człowieka i, jak mówi Pismo Święte, stworzony jest dla rozweselania ludzi. Idzie o to, byśmy nauczyli się wreszcie kultury picia. Mędrzec Syrach wyznaje: "zadowolenie serca i radość duszy daje wino pite w swoim czasie i z umiarkowaniem". Dalej jednak dodaje: "udręczeniem jest zaś wino pite w nadmiernej ilości wśród podniecenia i zwady". Dla sportowca właśnie takie zachowanie staje się przyczyną osłabienia organizmu i w konsekwencji może prowadzić do utraty formy i zaprzepaszczenia talentu, o czym wielu się już przekonało.

Grzech nr 5 Zakłamanie

Kłamstwo jest wyrazem naruszenia prawdomówności. W sensie moralnym jest to błędne informowanie drugiego człowieka wbrew swemu sądowi. Dla różnych osób działających wokół "wielkiej piłki" poczucie prawdy i szacunek dla wypowiedzianego słowa straciły jakąkolwiek wartość. Język piłkarskich urzędników to w wielu sytuacjach informacyjny bełkot, kamuflujący prawdziwy obraz rzeczywistości. Żenujące jest oskarżanie piłkarzy przez niektórych działaczy  o mówienie i życie w nieprawdzie i w zakłamaniu, gdy sami preferują życiową strategię daleką od ideału prawdy.

Zawodnicy nie są tutaj oczywiście wolni od przewinień. W ich przypadku zakłamanie dotyczy nie tyle słów, ile naiwności prowadzącej do oszustwa względem otoczenia. Objawia się to najbardziej w powiązaniu z poprzednio omawianym grzechem. Oto zawodnik - po nocnych uciechach, "wzmocniony" spożytym ponad miarę alkoholem - przychodzi na trening, a czasem również na zawody i, tuszując swój stan, bierze w nich udział. Wie, że w ten sposób osłabia swoich kolegów, ale - bojąc się konsekwencji - trwa w postawie zakłamania. Oczywiście, oszukuje wtedy siebie, trenera, kibiców, innych graczy. Umniejsza wynik i siłę swej drużyny.

Funkcjonując w piłkarskim środowisku, często trudno dociec, kto działa zgodnie z prawdą, a kto przemyślnie kłamie.

Grzech nr 6 Spółdzielczość

Dziwna nazwa i pozornie dziwne przewinienie. Dotyczy wchodzenia graczy jednej drużyny w przeróżne spółki, grupy koleżeńskie, które na boisku mogą spowodować rozbicie jedności zespołu i zahamowanie jego siły. Baczni obserwatorzy, umiejący "czytać grę", często mówią, że na polskich stadionach w tej czy owej drużynie "grają spółdzielnie".

Naturalną rzeczą jest wiązanie się ludzi w przyjacielskie towarzystwa. W piłce nożnej po wyjściu na murawę musi jednak w drużynie panować jedność. Wtedy tylko można liczyć na względnie dobre wyniki (patrz: drużyna Kazimierza Górskiego z roku 1974). Jeżeli natomiast nie podaję piłki podczas meczu koledze znajdującemu się w bardzo dogodnej sytuacji jedynie dlatego, że poza boiskiem reprezentuje on inny sposób myślenia niż ja, to takim zachowaniem udowadniam swój sportowy i ludzki prymitywizm.

Grzech nr 7 Wewnętrzna niemoc

Oto cytat z wypowiedzi polskiego piłkarza, który od pewnego czasu gra w zagranicznym klubie: "Atmosfera, jaka panuje w drużynie przed meczem, nie da się porównać z tą, która była w moim polskim klubie. Panuje zupełny luz. Oni wierzą w to, że są najlepsi, i z takim przekonaniem wychodzą na boisko. Szkoda, że my, Polacy, jesteśmy inni. Brakuje nam na boisku tupetu i tej pewności siebie".

Nie sposób nie zgodzić się z tą oceną. Przez lata zaniedbywano w naszym sporcie przygotowanie wewnętrzne zawodnika do meczu, koncentrując się tylko na kondycji fizycznej. Jeżeli więc dobrze nie uświadomimy sobie, że każda jednostka ludzka jest psychofizyczną jednością i stan jej ducha bezwzględnie wpływa na poziom fizyczny, to będziemy przegrywać międzynarodowe potyczki nawet nie zawsze z lepszymi od nas. Na boisku wewnętrzna pewność i duchowa moc jest tak samo niezbędna, jak dobrze dopasowane obuwie czy prawidłowo wkręcone piłkarskie kołki.

Reprezentanci Polski grający kiedyś na Wembley do dziś wspominają, że przegrali z Anglikami już w korytarzu prowadzącym na boisko. Czekając długo na rozpoczęcie meczu, nie mogli się skupić i z przerażeniem patrzyli na zjednoczonych i pewnych siebie Anglików.

* * *

Ukazane obrazy nie dotyczą jednego klubu i jednego miasta. Są wynikiem obserwacji niejednego ośrodka piłkarskiego. Pomocnym źródłem były dla mnie długie rozmowy prowadzone z młodszymi i starszymi ludźmi sportu, którym dobro polskiego futbolu leży głęboko na sercu.

Gdy pisałem ten artykuł, słyszałem głosy, iż takie przedstawienie piłkarskiego światka w niczym nie pomoże. Działacze będą dalej kupować mecze, piłkarze nadal będą pić i nie będą szanować swojego zdrowia, sędziowie będą wypaczać wyniki, a inni oszuści piłkarscy szczycić się osiągniętymi sukcesami.

Dlaczego więc postanowiłem tak opisać polski futbol? Ponieważ ufam, że niektórzy usłyszą wołanie psalmisty: "Mężowie, dokąd będziecie sercem ociężali. Czemu kochacie marność i szukacie kłamstwa?".

Niniejszy tekst, nadesłany kilka dni temu do "Rzeczpospolitej", napisany został prawie dziewięć lat temu. Opublikowano go 22 sierpnia 1990 roku w tygodniku "Mecz". Autor jest księdzem.


