Trzecia Droga zdradza niebezpieczną tęsknotę za zunifikowaną ideologią

Nowa pokusa autorytaryzmu

RALF DAHRENDORF

Z zadowoleniem zauważam, że w wielu krajach rozpoczęła się debata, która prowadzi nas poza lewicę i prawicę. Jej temat określa się w różny sposób, chociaż ostatnio używa się terminu Trzecia Droga. Jest ona jedyną wskazówką nowych kierunków wśród mnogości trendów i poglądów. Chociaż mój komentarz jest krytyczny, opiera się na uznaniu dla tych, którzy tę debatę rozpoczęli.

Opublikowany ostatnio tekst, podpisany przez Tony Blaira i Gerharda Schrodera, a zatytułowany "Europe: The Third Way - Die neue Mitte" rozpoczyna się następującym stwierdzeniem:

"Socjaldemokraci są obecni w rządach prawie wszystkich krajów Unii. Socjaldemokracja znowu zyskała akceptację, ale tylko dlatego, że zachowując swoje tradycyjne wartości, rozpoczęła w wiarygodny sposób odnawiać swoje poglądy i modernizować programy. Było to możliwe również dlatego, iż socjaldemokracja opowiada się nie tylko za sprawiedliwością społeczną, ale także za gospodarczym dynamizmem oraz uwolnieniem kreatywności i innowacyjności".

Krok  w kierunku Singapuru

Wybory do Parlamentu Europejskiego pozwalają na weryfikację stwierdzenia, że "socjaldemokracja została na nowo zaakceptowana". W 6 na 15 krajów Unii partie socjaldemokratyczne zdobyły 20 proc. i mniej głosów, a w dwóch krajach około 23 proc. W pięciu innych na partie socjaldemokratyczne oddano od 26 do 33 proc. głosów; w Hiszpanii 35 proc., a w Portugalii 43 proc. Jedynie w czterech z tych krajów socjaldemokraci byli stosunkowo najsilniejszą partią, w tym we Francji, gdzie rozdrobnienie prawicy sprawiło, że socjaliści Jospina byli najsilniejsi.

Pomimo to można sobie oczywiście wyobrazić, że system poglądów promowanych przez Blaira i Schrodera zdobędzie szerokie poparcie. Niektóre z idei Trzeciej Drogi wcale nie różnią się od przesłania raportu Komisji ds. Tworzenia Dobrobytu i Spójności Społecznej, której przewodniczyłem w latach 1995 - 1996, zatytułowanego "Tworzenie dobrobytu a spójność społeczna w wolnym społeczeństwie". Kluczowym zagadnieniem, przed którym stoją dzisiaj wszystkie kraje, jest odpowiedź na pytanie, w jaki sposób można stworzyć trwałe warunki dla poprawy gospodarczej na rynkach światowych bez jednoczesnego poświęcenia solidarności i spójności naszych społeczeństw lub instytucji gwarantujących wolność.

Powszechnie znane są już pojęcia używane w celu próby odpowiedzi na to pytanie. Potrzebne są gospodarki rynkowe odznaczające się silną konkurencyjnością, co jest możliwe wyłącznie poprzez rozluźnienie ograniczeń i liberalizację podaży w gospodarce. Uznając przydatność indywidualnej konkurencji w gospodarce, należy stwierdzić, że musi być ona łagodzona poprzez solidarność w stosunkach społecznych. W dokumencie Blaira i Schrodera użyto sformułowania, które uważam za mylące: "Popieramy gospodarkę rynkową, a nie społeczeństwo rynkowe" - a może jest to więcej niż przejęzyczenie. Czy chodzi im o społeczeństwo nakazowe? Jeśli tak, oznaczałoby to krok w kierunku obranym przez Singapur oraz osłabienie lub nawet zagrożenie trzeciego elementu programu rozwiązywania kwadratury koła, to znaczy założenia, że cały ten proces odbywa się "w wolnym społeczeństwie".

Globalizacja plus

Ideę Trzeciej Drogi określono jako połączenie neoliberalnej polityki ekonomicznej z socjaldemokratyczną polityką społeczną, co nie jest chyba całkiem sprawiedliwe. Osobiście nazwałem to podejście "globalizacją plus", co oznacza akceptowanie potrzeb rynków globalnych, ale z uwzględnieniem kluczowych składników dobra społecznego. Istnieją też inne sposoby na opisanie tego zasadniczego podejścia, na przykład przez odwołanie się do słowa "ryzyko". Ulrich Beck, inny zwolennik Trzeciej Drogi, wykazał, że ryzyko stanowi zarówno zachętę do przedsiębiorczości i inicjatywy, jak też ostrzeżenie przed niepewnością. Podobnych argumentów można by było użyć w stosunku do innego ulubionego terminu zwolenników Trzeciej Drogi - "elastyczności".

Możliwe, że właśnie w tym punkcie Trzecia Droga dzieli socjaldemokratów. Stara Partia Pracy postrzega ryzyko jako zagrożenie, a elastyczność jako brak bezpieczeństwa, gdy Nowa Partia Pracy podkreśla nowe możliwości związane z indywidualną inicjatywą oraz sposobem, w jaki ludzie mogą poprawić swój los przez podejmowanie nowych wyzwań. W tym miejscu staje się jasne, dlaczego reforma państwa opiekuńczego jest kluczowym obszarem polityki, o którym się mówi.

Wątpliwości zaczynają się już w związku z samym terminem "trzecia droga". Jego użycie ujawnia zastanawiający brak świadomości historii, który jest charakterystyczny dla typu przywództwa reprezentowanego przez Clintona i Blaira. Termin ten wyraża tęsknotę za zunifikowaną ideologią. Tymczasem dla wielu z nas wielkie wyzwolenie rewolucji 1989 roku oznacza, że czas systemów minął. Nie ma już nawet pierwszego, drugiego czy Trzeciego Świata, a jedynie odmienne podejścia do rozwiązywania potrzeb gospodarczych, społecznych i politycznych, jak również - nie ukrywajmy - różne miary sukcesów. Trzecia Droga zakłada bardziej heglowski pogląd na świat. Zmusza ona jej zwolenników do określenia się raczej w stosunku do innych, niż poprzez kombinację własnych poglądów. A inni muszą w tym celu często zostać skarykaturowani, a nawet wymyśleni.

Różnorodność  - sedno świata

Istotą otwartego świata jest to, że nie istnieją jedynie dwie lub trzy drogi. Ich liczba jest nieokreślona. Jest to istotne dla celów praktyki politycznej. Pytanie może być stawiane takie samo wszędzie, ponieważ wynika z globalnych warunków: W jaki sposób osiągnąć tworzenie dobrobytu i spójność społeczną w wolnych społeczeństwach? Istnieje natomiast wiele odpowiedzi. Jest wiele kapitalizmów, nie tylko kapitalizm z Chicago, tak jak jest wiele demokracji, nie tylko demokracja z Westminsteru. Różnorodność nie jest tylko alternatywnym dodatkiem charakterystycznym dla wysoko rozwiniętej kultury. Stanowi ona sedno świata, który odrzucił zamknięte, ograniczające systemy. Nawet polityka w imię Trzeciej Drogi jest zróżnicowana. Nikt nie będzie oczekiwał, że kanclerz Schroder zmieni Niemcy w drugą Wielką Brytanię. Po zakończeniu wszystkich reform model "reński" pozostanie zdecydowanie odmienny od modelu "anglosaskiego" i nie jest powiedziane, czy którykolwiek z nich będzie odpowiedni dla innych. Nie tylko cynicy zauważyli, że za najlepszą definicję Trzeciej Drogi mogą posłużyć działania Tony Blaira. Jeśli występuje on za bezpośrednim wyborem burmistrza Londynu, przeciwko zachodzeniu w ciążę przez kilkunastoletnie dziewczęta lub opowiada się za prywatyzacją kolei, to musi to być Trzecia Droga. Pozostaje jedynie wątpliwość co do tego, dlaczego Blair i jego zwolennicy muszą te wszystkie sprawy wrzucać do jednego worka. Czyżby nieograniczone możliwości świata po roku 1989 były zbyt trudne do ogarnięcia? Czy przywódcy wyznający Trzecią Drogę pragną pewności (przynajmniej w swoich umysłach), której odmawiają swoim społecznościom w życiu? Czy wszyscy mają podejmować ryzyko, z wyjątkiem tych na górze?

Brakujące słowo "wolność"

Takie pytania prowadzą do najbardziej ważkiego komentarza na temat toczącej się debaty. Przeczytałem większość publikacji obracających się wokół koncepcji Trzeciej Drogi i coraz bardziej uderza mnie nieobecność w nich słowa "wolność". Dużo mówi się o braterstwie, które rzeczywiście stanowi jeden z centralnych tematów Trzeciej Drogi. Równość pomija się jako cel i zastępuje społecznym uczestnictwem, a ostatnio sprawiedliwością. A wolność? Bez wątpienia zwolennicy Trzeciej Drogi powiedzieliby, że całe podejście do tematu ją zakłada. Tak więc wzmianka o wolności pojawia się na liście ponadczasowych wartości we wstępie do tekstu Blaira i Schrodera: "uczciwość i sprawiedliwość społeczna, wolność i równość w dostępie do możliwości, solidarność i odpowiedzialność wobec innych". Jednak darmo by szukać wolności wśród tych najbardziej aktualnych wartości.

To nie przypadek. Trzecia Droga nie mówi ani o otwartych społeczeństwach, ani o wolności. Jest w niej zastanawiający element autorytarny - i to nie tylko w praktyce. Kiedy Giddens mówi o "drugiej fali demokratyzacji", ma w istocie na myśli demontaż tradycyjnych instytucji demokratycznych. Parlamenty wychodzą z mody; ich miejsce powinny zająć referenda i wyspecjalizowane grupy. Reformy państwa opiekuńczego w ramach Trzeciej Drogi obejmują nie tylko obowiązkowe oszczędzanie, ale przede wszystkim wyraźne domaganie się, aby wszyscy pracowali (w tym niepełnosprawni i samotne matki). W przypadkach gdy osiągnięcie normalnego zatrudnienia (nie mówiąc już o pożądanym zatrudnieniu) nie jest możliwe, ludzie muszą zostać zmuszani do pracy poprzez likwidację zasiłków. Dokument Blaira i Schrodera między innymi zawiera takie zastanawiające stwierdzenie: "Państwo nie powinno wiosłować, ale sterować". Innymi słowy nie powinno zapewniać tego, co jest potrzebne, ale określać kierunek. Państwo nie będzie już zajmowało się finansowaniem potrzeb, ale mówiło obywatelom, co mają robić. Brytyjskie doświadczenia stanowią niepokojącą ilustrację, co może to oznaczać.

Kiedy powoływano Komisję ds. Tworzenia Dobrobytu i Spójności Społecznej nalegałem, aby dodać słowa w "wolnym społeczeństwie". Myślałem o Beveridge'u ("Pełne zatrudnienie w wolnym społeczeństwie"), ale także o syndromie Singapuru. Dziś wydaje się o wiele ważniejsze niż nawet przed kilku laty, aby rozpocząć nowy projekt polityczny, który na pierwszym miejscu stawia wolność przed społecznym uczestnictwem i spójnością.

- Jest to skrócona wersja tekstu wygłoszonego podczas sympozjum "Dziesięć lat po roku 1989: polityka, ideologia i ład międzynarodowy", zorganizowanego w czerwcu przez Project Syndicate oraz Wiedeński Instytut Nauk o Człowieku.

Autor jest  socjologiem  i politologiem,  profesorem Uniwersytetu w Hamburgu, jednym z głównych twórców teorii konfliktu.


