REKONSTRUKCJA RZĄDU

Aby wiedzieć, jakie zmiany są potrzebne, trzeba ustalić, co szwankuje

Najpierw struktury,  potem personalia

ALICJA KRZĘTOWSKA

JANUSZ A. MAJCHEREK

Politycy rządzącej koalicji zapowiadają rekonstrukcję gabinetu, przy czym większość koncentruje się na personaliach, sugerując wymianę tych lub innych ministrów, a nawet premiera. Opozycja z kolei nawołuje gromko do zasadniczej zmiany polityki rządu. Sugestie jednych i drugich opierają się na błędnym lub nierzetelnym rozpoznaniu rzeczywistych problemów.

Aby ustalić, jakich zmian potrzebuje rządzący układ, przeżywający niewątpliwy kryzys, należy wnikliwie rozpoznać sytuację, w której się obecnie znajduje, a to wymaga innego spojrzenia, niż proponują autorzy propagandowych haseł, sloganów i zaklęć. Niezbędne w tym celu jest odróżnienie i odrębne potraktowanie trzech przynajmniej kluczowych aspektów: polityki rządu w jej warstwie merytorycznej, sposobów jej praktycznej realizacji oraz postrzegania ich przez opinię publiczną. Dopiero potem można się zastanawiać, co w każdej z tych kwestii trzeba i da się zmienić.

Merytoryczny trzon

Polityka obecnego rządu, rozumiana w sensie merytorycznym i tematycznym, opiera się na kilku strukturalnych reformach, których potrzeby nikt uczciwy i przytomny nie może kwestionować, a wielu obiektywnych analityków i komentatorów nawoływało do ich realizacji od lat.

Reformy te obejmują kilka newralgicznych dziedzin życia publicznego i dotyczą bezpośrednio lub pośrednio sytuacji milionów osób, często naruszając ich grupowe i indywidualne interesy. Chodzi o te dziedziny i branże, które z różnych powodów pozostały poza zasięgiem reform balcerowiczowskich z początku dekady. Dokonywane w nich obecnie głębokie przekształcenia strukturalne wywołują reakcje podobne do tych, z jakimi spotykał się program Leszka Balcerowicza w 1990 r. - i w większości równie nieuniknione. Wówczas wprowadzenie reguł wolnego rynku i konkurencji spowodowało szybką likwidację PGR, placówek "uspołecznionego" handlu i wielu państwowych przedsiębiorstw produkcyjnych, a w rezultacie zwolnienia z pracy i oczywiste niezadowolenie ich załóg, manifestowane masowymi protestami. Obecnie wprowadzenie realnego rachunku ekonomicznego, racjonalnego zarządzania i elementów konkurencji do sfery usług publicznych spowodowało naturalny niepokój personelu medycznego placówek opieki zdrowotnej, nauczycieli w szkołach, urzędników administracji terenowej i innych pracowników tzw. sfery budżetowej, których dotychczas nie rozliczano ze spełniania kryteriów efektywności i jakości świadczonych usług. W jeszcze większym stopniu dotyczy to górnictwa i rolnictwa, w których wskaźniki produktywności, wydajności pracy i ekonomicznej efektywności są fatalne, a więc wymagają szczególnie głębokich zmian.

Założeń reformy emerytalnej nikt rozsądny i uczciwy nie może kwestionować, nowy ustrój szkolny poszerza i uelastycznia proces edukacji, wprowadzony niedawno system ubezpieczeń zdrowotnych jest zgodny ze standardami europejskimi, programy restrukturyzacji górnictwa czy kolei idą w kierunku rzeczywistego zracjonalizowania tych branż. Tego żadna zmiana polityki rządu nie powinna naruszać czy podważać.

Fikcyjne alternatywy

Kiedy do zmiany polityki rządu nawołują politycy SLD, jest to w dużym stopniu pusta, propagandowa retoryka i objąwszy władzę wiele w owym merytorycznym trzonie reform by nie zmienili, konsumując politycznie ich efekty, podobnie jak w latach 1993 - 1997.

Groźniejsze są nawoływania do zmiany polityki rządu dobiegające ze strony ugrupowań chłopskich, na czele z radykalizującym się w rywalizacji z nimi PSL, bo ci rzeczywiście byliby gotowi proces przemian zatrzymać lub spowolnić. Zamiast zakłóceń towarzyszących wprowadzaniu kilku naraz głębokich reform, mają do zaproponowania co najwyżej stabilność w bezruchu, znaną z czasów Waldemara Pawlaka, która wówczas zresztą spowodowała kryzys rządowy i zepchnęła notowania rządu do poziomu porównywalnego z obecnym.

Gdy natomiast do zmiany polityki rządu, jej większego zbliżenia do programu AWS i oczekiwań społecznych wzywają sami politycy AWS, to mają zwykle na myśli konkretnie powszechne uwłaszczenie i politykę prorodzinną. To pierwsze jest niemożliwe do pogodzenia z zainicjowaną właśnie reprywatyzacją, też przecież mieszczącą się w programie AWS, ta druga jest zbiorem pobożnych życzeń lub łamańców w rodzaju ilorazu rodzinnego.

Zapoczątkowane niedawno reformy muszą być kontynuowane, bo ich zaniechanie wywołałoby jeszcze gorsze skutki.

Paraliż strukturalny

Czym innym jest natomiast sposób sprawowania władzy, w tym zwłaszcza wprowadzania owych reform przez obecny rząd.

Błędy można wyliczać długo, wskazując na nieprawidłowości w funkcjonowaniu mnóstwa instytucji, którymi obecny układ rządzący kieruje lub na kierowanie którymi ma wpływ, począwszy od kas chorych, przez ZUS, rozmaite agendy i agencje rządowe, na Ministerstwie Spraw Wewnętrznych jeszcze nie kończąc. Przegląd i wyeliminowanie tych błędów to kluczowe zadanie. Poprawienie sytuacji często wymagałoby usunięcia osób nie umiejących sobie poradzić i zastąpienia ich fachowcami wysokiej klasy, biegłymi w technicznych szczegółach i zawiłościach, których rozwiązywanie decydować będzie teraz o powodzeniu przemian. Problem, wbrew pozorom, nie jest jednak natury personalnej, lecz ma charakter strukturalny.

Rzecz w tym, że obecna struktura AWS uniemożliwia prowadzenie sprawnej i skutecznej polityki. Krytyka premiera i sugestie zmiany na tym stanowisku nie mają sensu, dopóki obsada resortów i wielu innych instytucji wyznaczona jest według ustalonych z góry parytetów i szef rządu musi zagwarantować miejsca nominatom konkretnej partii. Premier jest ubezwłasnowolniony skomplikowanym układem interesów wewnątrz AWS i nie będzie rządzić skutecznie bez ich naruszenia, a to grozi rozpadem głównego ugrupowania koalicyjnego i utratą rządów w ogóle. To są źródła decyzyjnego paraliżu i kiedy liderzy poszczególnych frakcji w AWS wzywają premiera do większej stanowczości, prezentują zdumiewającą hipokryzję. To oni właśnie decydują bowiem o przydzielaniu stanowisk swoim zasłużonym działaczom i pilnie strzegą nienaruszalności własnych stref wpływów w układzie władzy.

Największą zatem przeszkodą w procesie poprawy skuteczności i sprawności rządzenia jest wewnętrzna struktura głównego ugrupowania rządzącego, uniemożliwiająca pozbywanie się ewidentnych nieudaczników i bałaganiarzy, odsuwająca na plan dalszy kryterium kompetencji i paraliżująca przeprowadzanie niezbędnych zmian.

Styl przesłania treść

Szkopuł największy zaś w tym, że to właśnie styl rządzenia, w tym zwłaszcza wprowadzania reform, w największym stopniu rzutuje na społeczną ocenę samych reform, a więc i rządu, który z ich realizacji uczynił podstawę swojego programu.

Przykładem bodaj najjaskrawszym są działania prezesa ZUS, dyskredytujące reformę emerytalną, najmniej kontrowersyjną, nie budzącą większych protestów i potencjalnie stanowiącą największy sukces tego rządu. Przyczyny kłopotów ZUS są złożone, lecz obecny prezes ewidentnie nie potrafił sobie z nimi poradzić i najbardziej elementarne zasady socjotechniki nakazywałyby jego odwołanie dla ratowania opinii o tej reformie oraz wizerunku rządu i premiera jako jego rzeczywistego szefa. Tymczasem skomplikowane układy, które wyniosły tego działacza związkowego na fotel prezesa, uniemożliwiają usunięcie go z niego, pozwalając, by kolejnymi swoimi wystąpieniami i poczynaniami coraz bardziej kompromitował układ rządzący, którego jest tak eksponowanym członkiem.

Okazuje się, że najskuteczniejszym sposobem pozbycia się marnego i krytykowanego funkcjonariusza rządu jest rzucenie nań podejrzeń lustracyjnych. Niestety, jest to także sposób eliminowania kompetentnych i fachowych.

Niedostatki dyscypliny

Przeprowadzane przez rząd reformy wymuszają poprawę efektywności i dyscypliny w wielu dziedzinach i branżach. Nie będzie to możliwe, jeśli sam rząd i rozmaite instytucje przez układ rządzący kontrolowane, same nie będą zdyscyplinowane i efektywne. Tego zaś nie da się osiągnąć przy obecnej strukturze głównego ugrupowania rządzącego, gdy rozmaite kilkunastoosobowe grupki partyjno-poselskie wymuszają realizację swoich partykularnych interesów i zaspokajanie żądań, będących zwykle odstępstwami od ogólnych i spójnych koncepcji, szantażując właśnie złamaniem dyscypliny w ważnych głosowaniach.

AWS jest dotknięta głębokim kryzysem strukturalnym i związanym z nim kryzysem przywództwa, co przekłada się na pracę rządu. Niezdyscyplinowany rząd, uzależniony od niezdyscyplinowanego klubu poselskiego, nie jest w stanie utrzymywać dyscypliny społecznej, stąd masowe rozprzężenie, upowszechnienie pozaprawnych form walki o grupowe interesy, bezkarne awantury wszczynane w miejscach publicznych, co pogłębia obraz chaosu i wymykania się sytuacji spod kontroli.

Lepiej plam unikać,  niż je wywabiać

A to właśnie obraz funkcjonowania rządu i jego agend, utrwalający się w społecznej świadomości, tworzy jego niekorzystny wizerunek publiczny, przysparzając mu dodatkowych kłopotów.

Ani opinia publiczna, ani większość mediów i pracujących w nich dziennikarzy nie chce lub nie umie wnikać głęboko w istotę i sens reform, poprzestając na rejestrowaniu powierzchownych zjawisk towarzyszących ich wprowadzaniu. Ponadto zmiany te dają wygodny pretekst do przypisania im sprawstwa wszelkich kłopotów. Dziecko posłane do gimnazjum potknęło się o krawężnik i rozbiło kolano - winien minister edukacji, który wymyślił gimnazja. Lekarz źle obszedł się z pacjentem - winne Ministerstwo Zdrowia i nadzorowana przez nie reforma systemu opieki zdrowotnej. Do tego sami nauczyciele, lekarze czy górnicy wykorzystują okazję, by odpowiedzialność za błędy w funkcjonowaniu swoich placówek i przedsiębiorstw przerzucać na rząd.

Będąc krytycznym wobec stylu sprawowania władzy, dla zachowania obiektywizmu trzeba też być krytycznym wobec stylu jego krytykowania, jaki niekiedy dominuje w wystąpieniach opozycji, enuncjacjach mediów i dyskusjach publicznych. Na to jednak rząd wpływu nie ma i ani nie powinien go mieć, ani się o to upominać. Jedyne co może, to nie dawać dodatkowych, łatwych pretekstów do krytyki, zwłaszcza poprzez wewnętrzne rozgrywki, kłótnie i przepychanki, stwarzające wrażenie dekompozycji układu rządzącego. Nic i tak nie powstrzyma tych, którzy wyzywają Balcerowicza od złoczyńców, a premiera Buzka od zdrajców i agentów, nie mogą jednak podobnych opinii formułować członkowie rządzącego układu. Trzeba liczyć na to, że taki styl atakowania rządu zaszkodzi raczej reputacji atakujących niż atakowanych.


