SYNOD

Jeżeli uczestniczymy w zasługach naszych poprzedników, to winniśmy uznać, że obarcza nas także ich słabość i grzeszność

Rachunek sumienia Kościoła 

MACIEJ ZIĘBA 

W wielobarwnej mozaice, którą układamy podczas II Sesji Synodu Biskupów dla Europy, aby diagnozować duchową kondycję kontynentu europejskiego u progu nowego milenium, nie powinno zabraknąć rozważenia kontrowersyjnego niekiedy problemu rachunku sumienia Kościoła. 

Można co prawda usłyszeć, że podejmowanie takiego tematu jest teologicznie wątpliwe, jako że jest to bicie się w piersi z powodu grzechów popełnionych przez innych ludzi, że jest pastoralnie przeciwskuteczne, gdyż koncentruje uwagę na grzeszności i słabości wyznawców Chrystusa, wreszcie, że jest wręcz nieroztropne - dostarcza bowiem argumentów przeciwnikom Kościoła. Można też argumentować, że jest to raczej danina składana duchowi czasu, który nakazuje zamieniać złożone historycznie i kulturowo problemy na bezosobowe sentymentalne przeprosiny. 

Zarazem można także usłyszeć pogląd, iż Kościół zbyt połowicznie i bojaźliwie rozlicza się ze swoją historią, że realne krzywdy wyrządzone w przeszłości w imieniu Kościoła utrudniają dotarcie do współczesnych ludzi, że przeproszenie przedstawicieli różnych kultur i narodów, ras i religii, wyznań i przekonań za zło ongiś wyrządzone jest konieczne ze względów&nbsp;moralnych, jest też jednym z warunków aktywnej i skutecznej obecności Kościoła we współczesnym świecie. 

Wezwanie do nawrócenia

Oba rodzaje argumentów są w jakiejś mierze prawdziwe. Dostrzegając złożoność materii nie wolno jednak zignorować jednoznacznego podkreślenia przez Jana Pawła II wagi rachunku sumienia synów i córek Kościoła. Organizowane przez Stolicę Apostolską w ostatnich latach sympozja o antyjudaizmie oraz inkwizycji i przygotowywane w ich następstwie dokumenty, liczne wątki magisterium pontificium, a zwłaszcza list apostolski "Tertio Millennio Adveniente" nie pozostawiają w tej mierze wątpliwości. 

Rachunek sumienia Kościoła, z grzechów, które wylicza Ojciec Święty, a więc przewin rozbijających jedność chrześcijan, używania przemocy w obronie prawdy, sojuszu tronu z ołtarzem, braków wyrazistego, ewangelicznego świadectwa oraz zbyt słabego wcielania w życie nauczania Vaticanum II, jest Kościołowi potrzebny z dwóch co najmniej powodów. 

Po pierwsze, jeżeli uznajemy, że Kościół jest jedyną w swoim rodzaju wspólnotą transcendującą czas i przestrzeń, w której dzięki duchowej łączności uczestniczymy w zasługach i świętości naszych poprzedników, to winniśmy uznać, że w jakiejś mierze obarcza nas także ich słabość i grzeszność. Każda popełniona w historii próba redukowania wiary do ideologii, wprzęgania jej w służbę osiągania doczesnych celów jest realną raną na Mistycznym Ciele Chrystusa - Kościoła, podobnie jak jest nią każde zachowanie nacechowane pogardą czy agresją, dzielące między sobą chrześcijan lub burzące jedność rodzaju ludzkiego. Niewierności naszych braci i sióstr odkrywane w historii tworzą zespół uwarunkowań, w kontekście których sądzona jest przynoszona dziś przez nas Dobra Nowina, są niejako tłem dla głoszonego przez nas Słowa. 

Po drugie, byłoby anachroniczną naiwnością, gdybyśmy nadużywając przywileju późniejszego urodzenia uznali, że problemy, o których mówimy, należą do zamkniętej historii. Błąd ideologizacji wiary, pokusa nietolerancji, brak wrażliwości na ludzką krzywdę, choć zmieniają się ich formy oraz zakresy, mają przystęp i do serc dzisiejszych chrześcijan. Rachunek sumienia jest więc nie tylko uzdrowieniem naszej pamięci, ale formą refleksji i szansą wyciągnięcia wniosków na przyszłość. Ma zatem wymiar profetyczny. Wielkoduszne stanięcie w prawdzie o konkretnych przewinach i krzywdach popełnionych przez synów i córki Kościoła jest zarazem wezwaniem do nawrócenia, do bardziej ofiarnej służby Bogu i bliźniemu. "Uznanie słabości dnia wczorajszego to akt - pisze Jan Paweł II - który pomaga nam umocnić naszą wiarę, pobudza czujność i gotowość stawienia czoła dzisiejszym trudnościom i pokusom" (TMA). 

Uzdrawianie  pamięci Europy

Jest jeszcze jeden aspekt tego problemu, rzadko podkreślany, a z punktu widzenia ewangelizacji, kto wie, czy nie najważniejszy. Bez uczciwego wyznania win i błędów popełnionych w przeszłości bez przyjęcia gorzkiej części prawdy o naszych słabościach nie posiadamy mandatu, aby dążyć do oczyszczenia z zafałszowań historię naszego kontynentu, nie możemy oczekiwać uzdrowienia pamięci Europy. A pamięć ta jest głęboko zniekształcona i to w taki sposób, który - niekiedy już na poziomie podświadomości - utrudnia otwarcie serc i umysłów na przyjęcie Dobrej Nowiny. 

Pomimo że społeczna pamięć i wiedza o oświeceniu są dziś znikome, że ideologiczny liberalizm, marksizm oraz scjentyzm mają obecnie niewielkie garstki wyznawców, świadomość większości Europejczyków nadal jest przede wszystkim kształtowana przez archaiczny i zdeformowany obraz religii, a zwłaszcza katolicyzmu i Kościoła, wypracowany w XVIII i XIX stuleciu. 

Jeżeli nawet sporo się dzisiaj mówi o postmodernistycznej krytyce spuścizny oświecenia: jego idei racjonalności, postępu narodowego państwa, nie dotyczy to oświeceniowej krytyki chrześcijaństwa i Kościoła. Wręcz przeciwnie, zostaje ona jeszcze wzmocniona przez radykalną krytykę wszelkich form metafizyki oraz instytucjonalnej religii. 

Wizja Kościoła i świata u ogromnej części nie związanych z Kościołem twórców i odbiorców kultury współczesnej, począwszy od środowisk akademickich, przez kręgi artystyczne i pracowników mediów, aż po uczniów szkół podstawowych, niezależnie od tego, czy mówimy o Hiszpanii, Rosji,  Francji, Niemczech czy Polsce, jest naznaczona głęboko przez postoświeceniowe stereotypy. Stereotypy, w których prawie nie ma miejsca na zasługi Kościoła w dziedzinie kultury, edukacji, nauki.

Stereotypy,w których wiara jawi się jako antyintelektualny anachronizm, a Kościół jako niebezpieczna i dehumanizująca człowieka instytucja. 

Stereotypy, według których społeczny postęp oraz rozwój nauki dokonują się przeciw religii. 

"Każdy dzień z mnóstwem jego postrzeżeń ćwiczy mnie w antyreligii", trafnie zauważył laureat literackiej Nagrody Nobla, Czesław Miłosz. 

Demistyfikacja historii

Wbrew prawdzie, wbrew ustaleniom nauk historycznych, wbrew historii idei i współczesnej nauce tożsamość współczesnego Europejczyka nadal w znacznym stopniu kształtuje wizja historii przyjęta od oświeceniowych encyklopedystów, wizja nauki oglądanej oczyma Comte'a oraz jego pozytywistycznych i neopozytywistycznych spadkobierców. Wizja relacji: rozum - wiara, Kościół - nauka, moralność - wolność oparta jest na ich ideologicznym przeciwstawieniu.

Jest więc wielkim zadaniem stojącym przed ludźmi Kościoła i wszystkimi ludźmi świata nauki i kultury, świadomymi tej historycznej nierzetelności, aby ów ideologiczny obraz zastąpić realistycznym opisem chrześcijaństwa i jego znaczenia w kształtowaniu europejskiej tożsamości oraz Kościoła i jego roli w dziejach naszego kontynentu. 

Demistyfikacja historii i reewangelizacja kultury jest jednym z podstawowych wyzwań stojących przed Kościołem w Europie. Dopóki bowiem wykształcony Europejczyk swoją wiedzę o inkwizycji będzie czerpał z "Legendy o Wielkim Inkwizytorze" Dostojewskiego i z "Don Carlosa" Verdiego, o jezuitach z "Czarodziejskiej góry" Manna, a o Galileuszu z oświeceniowej baśni o "e pur si muove", dopóki "więcej chrześcijaństwa" będzie w jego świadomości kojarzyło się z "mniej nauki", "mniej wolności", "mniej rozwoju" i dopóki taka wizja Kościoła oraz katolicyzmu będzie nauczana od uniwersytetów po szkoły podstawowe, rozpowszechniana przez kulturę elitarną oraz masową, dopóty ziarno Ewangelii częstokroć spadać będzie na ziemię źle przygotowaną, ziemię skalistą i suchą. Ziarna słowa rzucane na nasz kontynent, na którym rzeczywistość chrześcijaństwa filtrowana jest przez zranioną historyczną pamięć oraz okaleczoną wyobraźnię, bardzo łatwo zagłuszają osty i ciernie. 

Nowa wiosna Kościoła

Czyż nie znaczy to zarazem, że dzisiejsza Europa coraz dramatyczniej potrzebuje głoszenia Dobrej Nowiny? 

Przecież wszystkie realizowane od oświecenia ideologiczne projekty "nowoczesnej Europy" w swoim duchowym wymiarze poniosły klęskę. "Duch europejski, wierząc bardzo długo, że może walczyć przeciw Bogu wespół z całą ludzkością, spostrzega, że jeśli nie chce zginąć, musi walczyć także z ludźmi - pisał Camus. - Królestwo łaski upadło, ale ginie też królestwo sprawiedliwości. Europa kona od tego rozczarowania". 

Także projekt "postnowoczesny" jest w swej istocie abdykacją duchową, dwuznacznym nihilizmem epoki fin de siecle'u. "Czytelnicy Nietzschego wiedzą doskonale, że nihilizm wisiał w powietrzu od dość dawna. Czymś nowym w dzisiejszej ofensywnie jest jej widoczny dobry nastrój", zauważa Susan Shell analizując zjawisko postmodernizmu. Nihilizm współczesny to nie Angst, jest on bez reszty zabawą. Spiel macht frei. To prawda. Tylko że pansceptycyzm i pophedonizm nie są w stanie odpowiedzieć na żadne istotne pytanie człowieka. Co najwyżej mogą je przejściowo uchylać. 

Dlatego nadchodzące stulecie ma realną szansę stać się nową wiosną Kościoła w Europie. Wysychająca i spękana gleba naszego kontynentu jak nigdy spragniona jest wody życia. Ale zaczerpnąć i przynieść ją możemy jedynie wtedy, gdy z pokorą oraz wielkodusznością potrafimy rozpoznać nasze błędy i wyznać winy, zarówno te popełnione w przeszłości, jak i dzisiaj. 

Autor jest prowincjałem zakonu dominikanów.

- Tekst wygłoszony przez ojca Macieja Ziębę 5 października tego roku na II Sesji Synodu Biskupów dla Europy.


