POLSKA - UE

Obóz rządowy ma kłopoty ze zdynamizowaniem procesu integracyjnego

Największe wyzwanie

RYS. DARIUSZ PIETRZAK

JANUSZ A. MAJCHEREK

Największym wyzwaniem stającym przed polityką polską na następną kadencję parlamentarną i prezydencką jest doprowadzenie do pełnego członkostwa w Unii Europejskiej. Obecna koalicja rządząca ani jej ewentualny kandydat  do prezydentury prawdopodobnie nie będą w stanie temu wyzwaniu sprostać.

Wstąpienie do Unii Europejskiej będzie mieć dla Polski przełomowe znaczenie historyczne, wyznaczając jej perspektywę rozwojową na następne stulecie, a być może i tysiąclecie. Doprowadzenie do pomyślnego finału negocjacji o przystąpieniu do Unii wymagać będzie dobrze przygotowanej, w pełni skoordynowanej i sprawnie przeprowadzonej ofensywy politycznej zarówno na arenie międzynarodowej, jak i wewnętrznej, aby uzyskać zgodę nie tylko unijnych partnerów, ale i własnych obywateli, mających się wypowiedzieć w powszechnym referendum. Ostatnie wyniki badań opinii publicznej pokazują, jak trudne może się to okazać.

Łamiące się szeregi

Obecna ekipa rządząca okazała się zdolna do przeprowadzenia reform strukturalnych, których nie była w stanie zrealizować poprzednia koalicja. W tym sensie i zakresie sprawujący nadal władzę układ polityczny spełnił pozytywną dla kraju rolę. Stało się to jednak wbrew znaczącym siłom wewnątrz niego samego, które udało się bądź zneutralizować, bądź zignorować, bądź spacyfikować. Sprawiało to wszakże, iż każde kolejne przedsięwzięcie okazywało się coraz trudniejsze do przeprowadzenia, a impet reformatorski słabł. Na wyprowadzenie ofensywy w polityce integracyjnej już go zapewne nie starczy, przeciwnicy oraz kunktatorzy są bowiem zbyt liczni i silni.

Choć niesiony falą wyborczego sukcesu i zintegrowany dzięki niemu obóz rządowy z zapałem przystąpił dwa lata temu do realizacji programu kilku kluczowych reform infrastrukturalnych, szybko wyszło na jaw, że ma we własnych szeregach zaprzysięgłych i zdeterminowanych oponentów. Każde kolejne przedsięwzięcie napotykało ich opór lub obstrukcję. Wprawdzie udało się zrealizować rządowe zamierzenia wbrew postawie posłów spod znaku KPN czy Radia Maryja, lecz za cenę utraty ich głosów i osłabienia rządzącej większości. Przyspieszenie negocjacji z Unią Europejską na przekór ZChN nie będzie możliwe, bo bez tego środowiska politycznego obecny obóz rządowy utraciłby parlamentarną większość i w rezultacie władzę.

Zakładnicy eurosceptycznej mniejszości

Rządząca koalicja jest więc de facto zakładnikiem sił eurosceptycznych czy wręcz eurofobicznych. To one narzucają lub wymuszają stawianie przez Polskę nierealnych i komplikujących procesy negocjacyjne warunków. Mnożenie okresów przejściowych, wyłączeń i wyjątków w sposób oczywisty hamuje i opóźnia stosowne procedury, stawiając pod znakiem zapytania miejsce Polski w grupie państw, które jako pierwsze zostaną włączone do UE.

Wątpliwe jest również, czy ekipa mająca problemy z wypracowaniem jednoznacznie prounijnego stanowiska będzie w stanie przekonać do niego społeczeństwo, w którym zresztą ma w ogóle niewielkie zaufanie, a poparcie dla członkostwa w UE osłabło do niepokojącego poziomu. Jeśli referendum zostanie przeprowadzone w okresie sprawowania władzy przez układ polityczny, w którym tak silne wpływy mają eurosceptycy, to jego wynik stanie się problematyczny.

Choć więc zwolennicy szybkiego i pełnego członkostwa w UE stanowią większość w obecnej koalicji, w istocie jest ona paraliżowana w polityce integracyjnej przez mniejszość domagającą się mnożenia warunków i zastrzeżeń. Jeśli przez wiele miesięcy nie można powołać sekretarza Komitetu Integracji Europejskiej z powodu oporu stawianego przez eurokrytyczne środowiska wewnątrz koalicji, to perspektywa zdynamizowania przez nią polityki integracyjnej wydaje się wątpliwa. Część polityków AWS otwarcie przyznaje, że swoją pozycję chce umacniać przez reprezentowanie powiększających się antyunijnych kręgów społeczeństwa.

Uwikłana kandydatura

Podobnie będzie z ewentualnym reprezentantem tego obozu w wyborach prezydenckich, ktokolwiek nim zostanie.

Gdyby miał zostać wyłoniony jako wspólny przedstawiciel wszystkich obecnych w nim środowisk, to część z nich w zamian za poparcie go może zażądać deklaracji "respektowania polskiego interesu narodowego", czyli powściągliwości wobec procesów integracyjnych. Jeżeli zaś, co znacznie bardziej prawdopodobne, zostałby desygnowany tylko przez AWS, a zwłaszcza jeśli stałby się nim Marian Krzaklewski, to w jego kampanii niemal na pewno pojawiłyby się zachęty i umizgi wobec elektoratu związanego z Radiem Maryja, wykluczające zajęcie jednoznacznie prounijnego stanowiska. Istnieje więc niebezpieczeństwo, że w konfrontacji z Aleksandrem Kwaśniewskim doszłoby do przeciwstawienia się otwartej i integracyjnej polityce prowadzonej przez niego z powodzeniem na arenie międzynarodowej. Kandydat solidarnościowej prawicy mógłby w dążeniu do zakwestionowania "internacjonalistycznej" i nie dość rzekomo dbałej o narodową tożsamość postawy obecnego prezydenta posunąć się do przeciwstawienia mu swojego nacjonalistycznego podejścia.

Presja opozycji

SLD jest bardziej prounijny niż AWS i byłby prawdopodobnie bardziej zdolny do podjęcia dyplomatycznej ofensywy, mogącej przyspieszyć proces integracji Polski z UE.

Wynika to, po pierwsze, z braku tych fobii i lęków, które paraliżują "narodowców" z AWS, zaniepokojonych o ekonomiczną i kulturową tożsamość narodową. Po drugie, w strukturach SLD zlikwidowane zostało zbiorowe członkostwo i związane z nim wewnętrzne zróżnicowanie, jest to obecnie formacja zwarta i zdyscyplinowana, niepodatna na walki frakcyjne i szantaż zorganizowanych grup mniejszościowych w takim stopniu, jak AWS. Po trzecie wreszcie, obecnie w Unii Europejskiej, zwłaszcza w jej krajach członkowskich, dominującą siłą polityczną jest lewica. To, oczywiście, okoliczność doraźna i tymczasowa, lecz Polska właśnie akurat teraz potrzebuje nie tylko jak największego postępu w negocjacjach z władzami UE, lecz jak najsilniejszych sprzymierzeńców w poszczególnych państwach do niej należących, a przede wszystkim wśród środowisk w nich rządzących.

Gdyby liderzy AWS chcieli wykazać fałszywość przekonania o bardziej prounijnej postawie SLD, to musieliby tego dokonać konkretnymi decyzjami i poczynaniami. Wątpliwe jednak, czy byliby w stanie je przeforsować we własnym obozie politycznym, skoro nie udaje im się to nawet w takiej sprawie, jak długość urlopów macierzyńskich.

W interesie narodowym

Politycy postsolidarnościowej prawicy, czując presję rosnącej w siłę opozycji, próbują przekonywać, że przejęcie władzy przez SLD, zwiastowane w regularnie przeprowadzanych sondażach opinii publicznej, byłoby narodową tragedią. Zależy jednak, co uważa się za narodową tragedię, a co za narodowy interes.

Jeśli jako zgodne z interesem narodowym traktować, a taki był i jest pogląd większości obiektywnych obserwatorów i niezależnych komentatorów, przeprowadzenie głębokich reform w infrastrukturze administracyjnej i społecznej oraz sektorze publicznym, to większa część rządów koalicji SLD - PSL była rzeczywiście czasem zmarnowanym, a pierwsza połowa kadencji układu AWS - UW przyniosła znaczący postęp w realizacji tych przedsięwzięć. Można dyskutować, czy owych reform nie dało się przeprowadzić sprawniej, przy mniejszej liczbie błędów oraz większej społecznej aprobacie, ich dokonanie wszakże stało się faktem, na dodatek nieodwracalnym, wbrew bałamutnym zapowiedziom niektórych liderów SLD. Oni sami nie byli w stanie ich zrealizować bądź z powodu sprzeciwu ówczesnego koalicjanta (decentralizacja administracji publicznej), bądź kunktatorstwa we własnych szeregach i na zapleczu (zmiana systemu emerytalno-rentowego, restrukturyzacja górnictwa), ale nie zdecydują się na pewno na ich anulowanie. W przypadku reformy samorządowej lider SLD krytykuje nawet jej zbyt ograniczony dotychczas zasięg i zapowiada znaczne rozszerzenie.

Gdy owe reformy zostały już wprowadzone, najważniejszym wyzwaniem z punktu widzenia polskiego interesu narodowego stało się wprowadzenie Polski do Unii Europejskiej, a więc dokonanie w kraju zmian, które to umożliwią, i przygotowanie na te, które wynikną. Jeśli obecna koalicja nie będzie w stanie udowodnić, że jest do tego zdolna, to jej aspiracje do sprawowania władzy przez następną kadencję, a być może nawet przez resztę obecnej, staną pod znakiem zapytania. Z punktu widzenia długofalowego interesu narodowego nieważne jest bowiem kto rządzi, lecz istotne jest, czy skutecznie realizuje przedsięwzięcia, których ten interes wymaga.


