BANK ŚWIATOWY

W ciągu minionych miesięcy nauczyliśmy się, że przyczyny kryzysów finansowych i biedy są takie same

Koalicja do walki z nędzą

RYS. ALICJA KRZĘTOWSKA

JAMES D. WOLFENSOHN

Rok temu kryzys azjatycki zniszczył wiele z 30-letnich zdobyczy tego regionu w zakresie dynamicznego wzrostu i zmniejszania ubóstwa. Miałem wówczas wrażenie, że społeczność międzynarodowa musi się bardziej zaangażować w ochronę biednych, a także podejść bardziej kompleksowo do problemu rozwoju.

Powinna więc, poza zwykłym przyjęciem rozwiązań finansowych takich kryzysów, wziąć równie pilnie pod uwagę priorytety społeczno-instytucjonalne, które zapewniają zdrowie i dobrobyt ludziom, bo tworzą podstawy prawne, sądowe i zarządzania nowoczesnymi gospodarkami rynkowymi.

Dwanaście miesięcy później można pomyśleć, że azjatycki kryzys wreszcie skończył się i można odłożyć reformy zmierzające do tego, by ożywienie stało się solidne i długotrwałe. Istnieje pokusa do stwierdzenia, że region wydostał się już z kłopotów, choć dla milionów biednych i bezrobotnych nadal nie ma widoków na zaciszny port.

Podstawowe pytania

Dziś, na progu nowego tysiąclecia, musimy zadać sobie kilka podstawowych pytań. Czy skorzystamy z nadarzającej się chwili, aby spojrzeć ku lepszemu światu? Czy zaczniemy osądzać nasze starania nie poprzez pomyślność wybranych, ale pod kątem potrzeb wielu? Tysiącletni świat, z którym mamy do czynienia, to miejsce, gdzie w ciągu ostatnich 40 lat spodziewany czas życia wydłużył się bardziej niż w ciągu ostatnich 4 tysięcy lat, gdzie rewolucja w łączności stwarza obietnice powszechnego dostępu do wiedzy i gdzie demokratyczna kultura stworzyła możliwości dla wielu ludzi.

Więcej o jednostkach

Jeśli przyjrzymy się dokładniej, zobaczymy coś innego. Dochody per capita pozostaną na tym samym poziomie albo zmaleją w tym roku we wszystkich regionach, poza Azją Południowo-            -Wschodnią. W rozwijającym się świecie, z wyjątkiem Chin, o 100 mln ludzi więcej żyje w nędzy niż to było 10 lat temu. Wystarczy spojrzeć na stan środowiska, a zauważymy, że 1,5 mld ludzi nie ma nadal dostępu do zdrowej wody, 2,4 mln dzieci umiera co roku z powodu chorób przenoszonych w wodzie, a 1,8 mln ludzi umiera z powodu skażenia powietrza w miejscu zamieszkania.

Te liczby, w milionach i miliardach, mogą przytłaczać. Wraz z kolegami postanowiliśmy, że jeśli mamy wytyczyć kierunek przyszłego działania Banku Światowego, to musimy wiedzieć więcej o naszych suwerennych klientach jako jednostkach. Dlatego w zeszłym roku zleciliśmy opracowanie pt. "Głosy biednych" i rozmawialiśmy z 60 tys. mężczyzn i kobiet w 60 krajach o ich nadziejach, aspiracjach i realiach. Kiedy ich pytaliśmy o to, co mogłoby wprowadzić największą zmianę w ich życiu, otrzymywaliśmy różne odpowiedzi. Pewna stara kobieta w Afryce powiedziała: "Dla mnie lepsze życie to zdrowie, spokój, życie w miłości i bez głodu". Młody człowiek z Bliskiego Wschodu uznał: "Nikt nie jest w stanie przekazać naszych problemów, bo nikt nas nie reprezentuje". Kobieta z Ameryki Łacińskiej: "Nie wiem, komu ufać, policji czy przestępcom. Naszym publicznym bezpieczeństwem jesteśmy my sami. Pracujemy i chowamy się za drzwiami". Matka w Azji Południowej: "Kiedy dziecko prosi mnie o coś do jedzenia, odpowiadam, że ryż dopiero się gotuje, aż uśnie z głodu, bo nie mam żadnego ryżu".

To dobitne głosy, głosy godności. Ci ludzie są aktywami, nie są obiektami dobroczynności. Potrafią budować własną przyszłość, jeśli da się im możliwości i nadzieję. Mówią o bezpieczeństwie, o lepszym życiu dla swych dzieci, pokoju i życiu wolnym od lęku. Musimy wysłuchać ich, bo ich aspiracje nie różnią się od naszych. Musimy zastanowić się nad tym, czego przeszłość nauczyła nas o rozwoju. Dowiedzieliśmy się, że rozwój jest możliwy, ale nie nieuchronny. Że wzrost ma zasadnicze znaczenie, ale nie wystarczy do zapewnienia zmniejszenia ubóstwa.

Od bezsilności  do demokracji

W ciągu minionych 18 miesięcy nauczyliśmy się - jak sądzę - jeszcze czegoś: że przyczyny kryzysów finansowych i nędzy są takie same. Kraje mogą podejmować zdrową politykę podatkowo-pieniężną, ale jeśli nie mają zdrowego systemu rządzenia, zdecydowanych środków do walki z korupcją i kompleksowego systemu prawnego, który chroni prawa człowieka, prawa własności i zawartych umów, to ich rozwój nie potrwa długo, jest w zasadzie skazany na fiasko.

Przejście od bezsilności do kultury demokratycznej, od słabości do zdolności działania, od przemocy do pokoju i sprawiedliwości będzie wymagać prawdziwego zaangażowania się kierownictwa każdego kraju, a także woli zreformowania systemu rządów, przepisów i instytucji. Będzie również wymagało udzielenia miejscowym mieszkańcom uprawnień do opracowania i wdrożenia ich własnych programów, bo o wiele mniejsze są straty z powodu korupcji, gdy dana społeczność zarządza własnymi zasobami. Pamiętając o tym, że w centrum naszych działań jest walka z nędzą, musimy pracować nad tworzeniem systemów rządzenia, instytucji i zdolnością działania.

Globalna perspektywa

Ponieważ dziś kraje zależą wzajemnie od siebie, jest oczywiste, że potrzebujemy globalnych reguł i ustalenia skutecznych oraz trwałych rozwiązań. Potrzebujemy nowej międzynarodowej architektury rozwoju, równoległej do nowej globalnej architektury finansowej. Nowy system rozwoju wymagałby poważnego zaangażowania się światowej koalicji, w której współpracowaliby wszyscy gracze: ONZ, rządy, organizacje ds. rozwoju, takie jak BŚ, sektor prywatny i społeczeństwo obywatelskie. Musi to być koalicja, w której pozrywamy łańcuchy długu, ale będziemy też mieli zasoby, aby pójść znacznie dalej i zerwać okowy nędzy. Plan umorzenia długu krajom najuboższym (HIPC), który ogłosiliśmy, jest początkiem tego wyzwania, a nie końcem.

Ta koalicja uzna, że musimy mieć funkcjonujący system handlowy, z uczciwymi i kompleksowymi regułami i normami. Co więcej, musi to być koalicja uznająca, że środowisko nie zna granic. Ta koalicja musi też uznać potęgę nowoczesnych metod badawczych w demokratyzacji służby zdrowia. W końcu musi to być koalicja, która nada prawdziwie powszechny charakter rewolucji informacyjnej: wypełni powiększającą się lukę w zakresie wiedzy i połączy między sobą i ze światem wszystkie kraje rozwijające się i dokonujące przemian ustrojowych za pośrednictwem satelitów, poczty elektronicznej i Internetu.

Czego potrzeba

Potrzebujemy przywodców, aby wyjaśniali narodom, że nasze interesy są międzynarodowe. Wobec szczodrych oświadczeń składanych przez tak wielu przywódców krajów uprzemysłowionych dla krajów rozwijających się musimy potwierdzić rzeczywiste zaangażowanie w rozwój. Z kolei przywódcy krajów rozwijających się i dokonujących przemian ustrojowych muszą potwierdzić zaangażowanie w realizację ich obietnic dobrego rządzenia, równości i wzrostu.

Te zobowiązania wymagają też aspektów ludzkich i moralnych. Istnieje potrzeba uczciwego poświęcenia się nawzajem wszystkich bliźnich, gdy wkraczamy w nowe stulecie. Czyż nie wzruszają wypowiedzi biedaków, które cytowałem wcześniej? Głos Bashiranbibi z Azji Płd.: "Najpierw bałam się każdego i wszystkiego: męża, wioski, policji. Dziś nie boję się nikogo. Mam własne konto w banku. Jestem szefową wioskowej grupy oszczędzania, opowiadam moim siostrom o tym ruchu".

Musimy patrzeć w przyszłość. Musimy zaangażować się w stworzenie takiego dnia, kiedy biedacy tego świata, młodzież żyjąca nadziejami, ludzie starsi, dzieci ulicy, niepełnosprawni, robotnicy wiejscy, mieszkańcy dzielnic nędzy, będą mogli krzyczeć: "Dziś nie boję się nikogo! Dziś nie boję się nikogo!".

Autor jest prezesem Banku Światowego w Waszyngtonie. Tekst napisany specjalnie dla "Rzeczpospolitej".


