PRO PUBLICO BONO

Naszym największym majątkiem narodowym jest wrodzony duch przedsiębiorczości

Nagradzanie  społecznych inicjatyw

RYS. ROBERT DĄBROWSKI

JAN NOWAK-JEZIORAŃSKI

Pragnę zacząć od podziękowania Panu, Panie Premierze, za konkurs na obywatelską inicjatywę dziesięciolecia "Pro Publico Bono" i powiązanie uroczystości nadania nagród z Krakowem i Świętem Niepodległości. Obchodzimy je przedostatni raz w tym stuleciu, które dla Polski było wiekiem heroicznym, wiekiem klęski i triumfu, rozpaczy i nadziei, smutków i radości, wiekiem uwieńczonym ostatnim dziesięcioleciem, najszczęśliwszym w naszym tysiącleciu. Polska własnymi siłami odzyskała po raz drugi niepodległość, tym razem bez przelewu krwi.

Po czterdziestu pięciu latach rządów komunistycznych kraj znajdował się u progu bankructwa i wybuchu społecznego. Największą szkodą wyrządzoną Polsce przez uprzedni system było zdławienie inicjatyw płynących z dołu. Partia strzegła zazdrośnie swojego monopolu na mądrość i inicjatywę. Jest rzeczą znamienną, że - z jednym wyjątkiem -140 inicjatyw zgłoszonych do konkursu "Pro Publico Bono" podjęto dopiero po roku 1989. Za czasów PRL nie miałyby żadnych szans. Ubiegłe dziesięciolecie wykazało, że naszym największym majątkiem narodowym jest wrodzony duch przedsiębiorczości, pomysłowości i inicjatywy połączonej z talentem. Niestety, te właśnie zasoby zostały na 45 lat zablokowane i zmarnowane.

W latach PRL ojczyzna straciła co najmniej milion ludzi młodych i wykształconych, którzy nie widząc perspektyw we własnym kraju, szukali ich na obczyźnie. Jednym z nich był młody inżynier, Jerzy Boniecki, który w roku 1959 wyemigrował do Australii, do Sydney, gdzie założył własne przedsiębiorstwo i w ciągu kilkunastu lat zdobył fortunę. Postanowił podzielić się z nią z rodakami w Polsce. Z własnym środków założył Fundację POLCUL, która od blisko dwudziestu lat corocznie obdarza nagrodami około pięćdziesięciu budowniczych społeczeństwa obywatelskiego w Polsce. Swój cel określił Boniecki w tych słowach:

"Celem Fundacji jest nagradzanie społecznych inicjatyw, które tworzą podstawę społeczeństwa obywatelskiego, krzewią wspólnoty obywatelskie, społecznikostwo, zaangażowanie, tolerancję, bezinteresowną pomoc bliźniemu. Nie chodzi tu o akty heroiczne, działania na wielką skalę. Takie wartości i postawy tworzone są w codziennych działaniach, najczęściej przez ludzi, których określamy jako małych bohaterów".

Polska  ma także świetlistą stronę

Polska jest dzisiaj jak księżyc, który ma swoją świetlistą i ciemną stronę. Czytając prasę, słuchając radia, oglądając telewizję, zapoznając się z sondażami opinii publicznej, można odnieść wrażenie, że Polacy zapatrzeni są w ciemną stronę polskiego księżyca. Widzą korupcję, prywatę, rosnącą przestępczość i jej bezkarność, nawrót dziedzicznych przywar charakteru narodowego. Wychowawcze znaczenie konkursu polega na tym, że odsłania on jasną stronę księżyca. Pokazuje ludzi dobrych jak chleb, którzy dzielą się z innymi tym, co mają, a jeśli nic nie mają - służą swoją pracą, talentem, zapałem, nie oczekując zapłaty. Przegląd 141 kandydatów do nagrody i wyróżnień jest lekturą niezwykle pokrzepiającą.

Józef Piłsudski powiedział, że Polska stanie się potęgą, jeśli strzelec konny czyścić będzie uprząż swego konia z takim przejęciem, jakby od tego zbawienie ojczyzny zależało. Konkurs pokazuje ludzi, którzy z własnej inicjatywy i z największym przejęciem budują społeczeństwo obywatelskie na swoim własnym, często malutkim odcinku, w swojej wiosce, miasteczku. Wystarczy wymienić choćby dla przykładu, gdzie - poza Warszawą, Krakowem czy innymi dużymi miastami - działają niektórzy uczestnicy konkursu: Chodzież, Biłgoraj, Wołomin, gmina Strzegowo, wieś Zakliczyn, Strzelin, Mokobody, Gostynin, Cmolas, wioska Koniaczów, miasteczko Gdów, wieś Gwizdów, gmina Żabno i Czaplinek. Wachlarz społecznych celów jest niezwykle szeroki: ratowanie zdrowia i życia, zwłaszcza dzieci, opieka nad niepełnosprawnymi, sierotami i dziećmi porzuconymi, pomoc dla bezrobotnych, pomoc dla więźniów, którzy odbyli karę, wspomaganie szkół i szpitali, pomoc lekarska dla weteranów AK, akcja na rzecz rozwoju regionu, obrona prawdy historycznej, ratowanie przed zatruciem środowiska, opieka nad młodzieżą uzależnioną od narkotyków i alkoholu, pomoc dla młodych talentów.

Zwraca uwagę samarytańska działalność księży. Antyklerykałom, którzy widzą tylko kapłanów jeżdżących mercedesami, warto może zwrócić uwagę na księdza Arkadiusza Nowaka, który poświęcił się chorym na AIDS i księdza Bogusława Palecznego, jedynego opiekuna bezdomnych na Dworcu Centralnym w Warszawie. Charakterystyczne są nazwy, które te organizacje przybierają: Stowarzyszenie Inspiracja, Twoja Gmina, Miasteczko Nadziei, Dom Pogodnej Jesieni (mowa o domu dla starców), Droga Nadziei, Otwarte Drzwi, Rodzić po Ludzku, Stowarzyszenie "Przyjazne Miasto", Lekarze Nadziei, Chleb Życia czy Dom Ciepła (chodzi o schronisko dla chorych na AIDS). Niektóre organizacje charytatywne mają wyniki imponujące, np. banki żywności działają na rzecz ludzi żyjących na granicy głodu. Funkcjonują w siedmiu miastach. W ciągu pięciu lat zdołały zebrać sześć tysięcy ton żywności, co równa się dwunastu milionom posiłków.

Społeczna dyplomacja

Organizacje społeczne przyjmują na siebie zadania, którym najsprawniejsze urzędy państwowe nie byłyby w stanie sprostać. Na przykład traktaty przyjaźni zawierane z dawnymi wrogami staną się świstkami papieru, jeśli nie zdobędą poparcia społecznego, a więc jeśli samo społeczeństwo nie przełamie w sobie negatywnych stereotypów i uprzedzeń wyniesionych z przeszłości. Dyplomacja nie osiągnie trwałych wyników, jeśli nie będzie szła z nią dyplomacja społeczna, czyli budowanie przez granice mostów przyjaźni, rękami samych obywateli. Ten kierunek inicjatywy obywatelskiej ma doniosłe znaczenie dla bezpieczeństwa państwa i jego pozycji międzynarodowej. 

Warto przytoczyć kilka przykładów tego rodzaju działalności. A więc zgłoszono na konkurs wystawę "Polacy i Niemcy bardziej sobie bliscy, niż sami sądzą". Ukazuje ona pozytywne aspekty tysiącletniego sąsiedztwa Polaków i Niemców. Szkoły polskie i niemieckie organizują wymianę nauczycieli i uczniów. Na przykład szkoła im. Adama Mickiewicza w Poznaniu prowadzi taką wymianę ze szkołą Gustawa Heinemana w Berlinie. Południowo-Wschodni Instytut Naukowy w Przemyślu nie tylko bada i uczy o stosunkach polsko-ukraińskich, ale nawiązuje bezpośrednie kontakty i organizuje konferencje ze swoimi odpowiednikami na Ukrainie. Przez południową granicę mosty przerzuca Stowarzyszenie Solidarności Polsko-Czesko-Słowackiej. Organizuje wspólnie z sąsiadami festiwale teatralne "Na granicy". 

Chciałbym zatrzymać się na jednym z przykładów dyplomacji społecznej: Międzynarodowe Centrum Rozwoju Demokracji powstało w Krakowie w 1993 roku z inicjatywy młodego krakowianina, działacza "Solidarności" Bogdana Klicha. Stało się krakowską kuźnią międzynarodowej myśli politycznej, promieniującej spod Wawelu daleko poza granice Polski. Zdobyło prestiż, ściągając ministrów spraw zagranicznych i politologów z Rosji, Ukrainy, Czech, Słowacji, Białorusi, krajów bałtyckich i Stanów Zjednoczonych. Podniosło zatem prestiż miasta.

Snop światła  na dwu laureatów

Krzysztof Pawłowski zasługuje w pełni na to, by rzucić na niego snop światła. Uczyniłem to sześć lat temu w pierwszym programie telewizji w eseju z cyklu "Polska z oddali". Pawłowski stworzył w Nowym Sączu dosłownie z niczego - Wyższą Szkołę Biznesu. Nie miał pieniędzy, ale miał zapał, pomysł, inicjatywę, a przede wszystkim wizję i wyczucie tego, że społeczeństwo przechodzące do gospodarki wolnorynkowej najbardziej potrzebuje wykształconej kadry menedżerów. Wpadł na pomysł wciągnięcia do współpracy National Louis University w Chicago. Uzyskał pomoc amerykańską i dotacje. Sam nie miał nic. Mieszkał z żoną i córką w dwóch izdebkach tak ciasnych, że trudno było przecisnąć się między stołem jadalnym a ścianą. 

Po ośmiu latach Wyższa Szkoła Biznesu została uznana za najlepszą niepaństwową uczelnię tego typu w Polsce. Wychowała 1200 absolwentów, którzy zostali natychmiast wchłonięci przez dynamicznie rozwijający się sektor przedsiębiorczości prywatnej. Pawłowski podniósł prestiż swojego miasta. Jego dzieło stało się instytucją samowystarczalną, utrzymującą się z własnych dochodów. Tydzień temu byłem w Chicago świadkiem największego triumfu Pawłowskiego - uroczystego podpisania umowy z National Louis University - dyplomy Wyższej Szkoły Biznesu będą uznane za dyplomy uniwersytetu amerykańskiego w Chicago.

Drugi laureat to "Przymierze Rodzin". Jest to samopomocowa organizacja rodzicielska o charakterze wychowawczym i kształceniowym. Organizuje obozy letnie i zimowiska. Powołała Młodzieżowe Studium Przymierza Rodzin, utworzyła szkołę podstawową, gimnazjum i liceum, stała się przykładem instytucji działającej w najważniejszej strategicznie dziedzinie, jaką są sprawy młodzieży i jej wychowania w duchu naszych tradycyjnych wartości.

Niech mi będzie wolno, Panie Premierze, wyrazić nadzieję, że coroczny konkurs "Pro Publico Bono" stanie się trwają instytucją związaną ze Świętem Niepodległości, że wejdzie do naszej tradycji i stanie się miniaturową polską odmianą Nagrody Nobla za pracę społeczną.

Życzę wszystkim budowniczym polskiego społeczeństwa obywatelskiego, aby poczucie wewnętrznego szczęścia, płynącego ze służby krajowi i bliźniemu, stało się ich nagrodą.

Obszerne fragmenty przemówienia wygłoszonego w Krakowie 11 listopada podczas wręczania nagród w konkursie na Inicjatywę Obywatelską Dziesięciolecia 1989 - 1999  "Pro Publico Bono", nad którym patronat medialny sprawowała "Rzeczpospolita".



