ŁAWNICY

Głównie emeryci, lecz i ich jest za mało

A ja lubię sądzić

KAZIMIERZ GROBLEWSKI

Czy ławnicy ludowi uzgodnili wyrok? - takiego pytania około  35-letnia Barbara Bańkowska na pewno nie usłyszy w sądzie. A kto wie, być może myśli, że tak. Bo zapytana, czym zajmują się w sądzie ławnicy, odpowiada otwarcie: - Nie mam  o tym pojęcia.

To pytanie w tym miejscu nie jest pozbawione podstaw. Przy drzwiach zamkniętych radni gminy Warszawa Białołęka rozmawiają z kandydatami na ławników ludowych. Od przebiegu rozmowy zależy, czy radni wydadzą pozytywną opinię o kandydacie. A od tej opinii zależy, czy rada gminy na sesji wybierze daną osobę na ławnika. Rady do 31 lipca przyjmowały zgłoszenia kandydatów; do końca października miały wybrać ławników.

Pierwszą rzeczą, o którą radni proszą kandydata na ławnika, jest pisemne wyrażenie zgody na ubieganie się o funkcję ławnika. Barbara Bańkowska wyraża taką zgodę. Chce być ławnikiem w sądzie rejonowym.

Wybory - nie porównywalne z innymi. Nie ma kampanii wyborczej, a u kandydatów, którzy za chwilę staną przed komisją, nie widać napięcia. Ale w końcu nie wybiera się tu prezydentów czy choćby radnych. Ludzie, którzy tu stoją, nie ubiegają się o prawo do dzielenia pieniędzy, wydawania koncesji. Chcą - nie będąc sędziami, nie mając najczęściej wykształcenia prawniczego - dostać możliwość sądzenia innych ludzi. Czyli być przez cztery lata ławnikiem sądowym. Zarobią na tym do 60 złotych miesięcznie - wynagrodzenie za jedno posiedzenie dla ławnika wynosi obecnie 29 złotych, a ławnik, jak mówi ustawa, nie powinien - chyba że są ku temu ważne powody - uczestniczyć rocznie w więcej niż 12 posiedzeniach.

Instytucja ławników pasowała do wizji sprawiedliwości wyznawanej dawniej przez rządzących. Dobrze było, że wpływ na wyroki mieli nie tylko sędziowie, często politycznie niepewni, lecz także zdrowi światopoglądowo, wydelegowani przez zakłady pracy robotnicy i emeryci. Ale w praktyce PRL, po początkowym okresie, w którym sporo było wojujących ławników - robotników, potem zakłady pracy rutynowo traktowały ten przywilej, delegując zwykle osoby najmniej w zakładzie potrzebne.

Teraz tej ideologicznej nadbudowy już nie ma. Ławników delegują nadal zakłady pracy, a ponadto także organizacje, stowarzyszenia, rady osiedli, związki zawodowe, partie i obywatele (co najmniej 25 podpisów).

O zgłoszeniu kandydatów na ławników tradycyjnie pamięta Sojusz Lewicy Demokratycznej. W tym roku dało się zauważyć zainteresowanie wyborami prawicowych partii. W lipcu "Nasz Dziennik" opublikował wzór zgłoszenia, a towarzyszący mu tekst zachęcał "ugrupowania narodowe i katolickie" do proponowania kandydatów: "(....) w sądach orzekali zwykle ławnicy przeciwstawnej orientacji. (...) Obecnie mamy szanse wziąć sprawy orzekania w wymiarze sprawiedliwości w nasze ręce".

Ławnicy mają stworzone prawne możliwości, by mieć decydujący głos przy wielu wyrokach w sądach powszechnych: bo głos ławnika jest równoważny z głosem sędziego, a proporcje na rozprawie są: jeden sędzia zawodowy - dwóch ławników, rzadziej: dwóch sędziów - trzech ławników. Dawniej głos ławników często przesądzał o postanowieniu sądu. W dzisiejszej praktyce ławnicy ludowi rzadko wykorzystują swoją przewagę liczebną, najczęściej, w dyskusji, wypracowują z sędziami wspólne orzeczenie.

Dlaczego księgowi, ekonomiści, palacze, ślusarze, mechanicy, handlarze chcą być ławnikami ludowymi?

Dlaczego prowadząca samodzielną działalność gospodarczą kobieta chce raz lub dwa razy w miesiącu stawiać się w sądzie, zajmować się sprawami obcych ludzi, kradzieżami, może gwałtami, może rozwodami i mieć wpływ na decyzję sądu?

Choć Barbara Bańkowska nie ukrywa, że nie zna obowiązków ławnika, to na pytanie, dlaczego chce nim być, odpowiada: - Ktoś komuś musi pomagać.

Ale tak naprawdę rzadko jest okazja, by pytanie to zadać osobie takiej jak ona, w najlepszym wieku dla kariery zawodowej. Zdecydowana większość kandydatów na ławników jest od niej znacznie starsza.

Praca dość ciekawa

Lucyna Cieślicka, 68-letnia emerytka z 42-letnim stażem pracy w tym samym zakładzie, wyciąga z torebki doskonale zachowane zaświadczenie o skończeniu w 1973 roku kursu z prawa o wykroczeniach. Było to po tym, gdy 41-letnia wtedy laborantka przemysłu chemicznego w Polfie została pierwszy raz członkiem kolegium do spraw wykroczeń. Wytypował ją zakład, ale zastrzega, że nie PZPR, bo w partii nigdy nie była. Zasiadała w kolegium przez dwie kadencje, do 1980 roku. Później miała kilkunastoletnią przerwę. Aż do 1997 roku, kiedy Rada Osiedla Piekiełko, na którym mieszka, doszła do wniosku, że była laborantka, obecnie emerytka, będzie dobrym ławnikiem. Została dobrana w trakcie kadencji, na dwa lata. Teraz jest jedną z osób, które - jak mówi - do ponownego wyboru zgłosił prezes sądu. - Nie opuszczam posiedzeń, nie spóźniam się - mówi, pytana, dlaczego prezes chce nadal widzieć ją ławnikiem. - Praca dość ciekawa - mówi. - Napady, zaprzeczanie ojcostwa, sprawy majątkowe. Trzeba rozpatrywać przyzwoicie, bo chodzi o to, aby nikogo nie skrzywdzić.

Dwa, trzy razy w miesiącu ma posiedzenia. Od ośmiu lat jest na emeryturze. Otrzymuje 715 złotych. - Jeżeli dodatkowo miesięcznie wpadnie z sądu 50 - 60 złotych to dla mnie dużo. Każdy pieniądz się przydaje - mówi.

Krzysztof Rossman z gminy Bielany, 66 lat, będzie ławnikiem piątą kadencję. - Są ludzie, którzy lubią majsterkować, inni lubią malować, a ja lubię sądzić - mówi. Skończył prawo po czterdziestce, za późno, jak mówi, by iść na aplikację. Nigdy nie pracował w wyuczonym zawodzie, ale chciał mieć coś wspólnego z wymierzaniem sprawiedliwości, zwłaszcza że pochodzi z prawniczej rodziny. Pierwszy raz sam zaproponował w zakładzie pracy swoją kandydaturę; potem zgłosił go Związek Byłych Więźniów Politycznych Okresu Stalinizmu, do którego należy, teraz zgłasza go prezes sądu do ponownego wyboru. Uczestniczył m.in. w sprawie będącej jednym z odprysków FOZZ.

Rady wybierają

Zrobiliśmy rozeznanie we wszystkich warszawskich gminach i w niektórych dzielnicach gminy Warszawa Centrum. Okazuje się, że ślusarze, nauczyciele, mechanicy, wcale się tak nie garną, by być ławnikami. Garną się emeryci. Przez najbliższe cztery lata wpływ na sądowe orzeczenia będą mieli ludzie w większości powyżej 50., a w bardzo znacznej części emeryci powyżej 60. Duży procent było ławnikami w PRL.

Ale w większości gmin nawet chętnych emerytów jest za mało. Prawie wszędzie gminy miały problemy ze skompletowaniem tylu kandydatów, ilu ławników potrzebował z danej gminy prezes sądu.

Tego problemu nie mają sądy wojskowe - gdzie minister Janusz Onyszkiewicz rozwiązał sprawę "na wojskowo": kandydatów "powinno być więcej co najmniej o 1/4" od liczby ławników, którzy mają być wybrani - uznał w rozporządzeniu z października 1998 roku - a jeśli jest ich za mało, to brakujących zgłasza dowódca jednostki.

Niektóre gminy podeszły do sprawy tak jak Białołęka, której radni prowadzili rozmowy z kandydatami, ale są też takie, które wybrały wszystkich, którzy chcieli, nawet ich nie widząc - bo i tak chętnych było za mało.

Dużo pracy w związku z wyborami ławników było w największej warszawskiej gminie, Centrum. Wszystkich chętnych, których zgłosiły organizacje lub obywatele, trzeba było poklasyfikować według adresu zamieszkania i miejsca pracy i "porozdzielać" do podległych gminie dzielnic do zaopiniowania. Kandydatów zgłosili m.in. KPN "Obóz Patriotyczny", NSZZ "Solidarność", SLD, Związek Nauczycielstwa Polskiego, PSL, Stowarzyszenie Rodzina Polska, Ruch Trzeciej Rzeczypospolitej, Polska Partia Socjalistyczna.

Jako ostatnia z dzielnic przesłała do gminy Centrum swoją uchwałę w tej sprawie Praga Północ. W ósmym punkcie porządku dziennego na sesji 29 września zaopiniowanie 60 kandydatów na ławników zabrało radnym kilka minut. - Wyszliśmy z założenia, że organizacje zgłaszające kandydatów biorą za nich odpowiedzialność - mówi referent. Spośród 59 zaakceptowanych przez dzielnicę kandydatów, 34 jest emerytami, 33 ma powyżej 60 lat, w tym 14 powyżej 70. Najstarszy z zaakceptowanych przez radę dzielnicy kandydatów na ławników miał prawie 82 lata. Poniżej 40 lat było czterech chętnych.

Mniej niż trzeba

Z jedenastu warszawskich gmin, w ośmiu zgłosiło się za mało chętnych na ławników.

Sławomir Zabawski z Rady Gminy Ursynów, na początku października ciągle czekał na zgłoszenia. - A co mam zrobić. Trzeba jakoś zrealizować zapotrzebowanie.

- To się tylko tak nazywa, że takie jest zapotrzebowanie. Ale później sądy z reguły nie wykorzystują w pełni wszystkich ławników. Sędziowie mają swoich sprawdzonych, dyspozycyjnych ławników i z nich korzystają - mówi Elżbieta Sukiennik, dyrektor Biura Rady Gminy Targówek. Zdecydowana większość kandydatów w tej gminie to osoby zgłoszone do ponownego wyboru przez prezesów sądów. Kandydatów zgłosiły także m.in. Spółdzielnia Pracy Bródno, PPS, NSZZ "Solidarność". Dużo jest emerytów. - To wynika z tego, że oni mają płacone - uważa Elżbieta Sukiennik.

Zakłady pracy są zobowiązane zwalniać ławników z pracy na rozprawy i płacić im za ten czas pełne wynagrodzenie. Niepracujący ławnicy, w tym emeryci, otrzymują za rozprawę wynagrodzenie w wysokości ustalonej przez ministra sprawiedliwości.

W gminie Wilanów nie planowano rozmów z kandydatami. - To mała gmina, znamy większość kandydatów. Około 30 procent to ławnicy zgłoszeni przez prezesów sądów do powtórnego wyboru - mówi Maria Królik z biura rady. - Przeważnie kandydowali emeryci. Myślę, że dlatego, iż są dyspozycyjni, nie muszą się zwalniać z pracy. Poza tym dorabiają sobie. W przeszłości w takich sytuacjach, gdy rady wybrały zbyt mało ławników, prezesi sądów ogłaszali wybory uzupełniające.

Gmina Rembertów miała wybrać 29 ławników. Była najbardziej spóźniona ze wszystkich warszawskich gmin, bo dopiero 14 października wybrała zespół opiniujący kandydatów. Choć termin zgłaszania kandydatów minął 31 lipca, gmina dopiero zaczynała ich szukać.

Lepiej szybciej

Dwie gminy, Wawer i Ursus, zachowały się niestereotypowo: wybrały ławników pod koniec czerwca - na miesiąc przed upływem terminu ich zgłaszania. - Bo było więcej chętnych niż kandydatów. Poza tym zakładaliśmy, że w lipcu będzie przerwa wakacyjna i chcieliśmy się zabezpieczyć, żeby nie było za późno - słyszymy w Biurze Rady Gminy Ursus. Kandydatów było więcej niż miejsc. Zgłaszali się nawet po sesji. - Może dlatego, że padają zakłady pracy, a ławnicy otrzymują jednak jakieś wynagrodzenie. Zgłaszali się nawet ludzie z wykształceniem podstawowym, którzy nie mają, co z sobą zrobić.

Podobnie powód przyśpieszenia wyborów w swojej gminie tłumaczy Wiesław Domański, przewodniczący komisji opiniującej kandydatów na ławników w gminie Wawer. To druga gmina, w której było więcej kandydatów niż chętnych.

- Sami starsi ludzie - mówi Domański. Ławnicy wybrani w gminie do Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi - Wydział Pracy są w wieku 55 - 65 lat; jeden jest po 70.; do Sądu Okręgowego w Warszawie są w wieku 60 - 70 lat, dwóch jest po 70.

W gminie Bielany najmłodszy kandydat ma 27 lat, najstarszy 76. To trzecia gmina, w której było więcej chętnych niż miejsc. Magdalena Zabłocka, wiceprzewodnicząca komisji opiniującej kandydatów: - Zdecydowana większość to emeryci, wybierani na kolejną kadencję, w wieku 60 - 70 lat. Bardzo często są to ludzie z wykształceniem prawnym, na emeryturze, którzy nie potrafią się rozstać z zawodem.

Dobrze, że są

- Ludzie starsi mają wolny czas, nie zawalają rozpraw. Dlatego sądy ich wolą - mówi Joanna Lubbe, radna z gminy Białołęka z komisji przesłuchującej kandydatów. A przecież większość spraw dotyczy ludzi młodych. Dlaczego jest tak mało chętnych? - Kilka osób mówiło, że boją się siedzieć na sali rozpraw oko w oko z przestępcami. Ale wiele osób spróbowałoby, lecz zakłady pracy nie chcą się zgadzać na zwalnianie pracowników na rozprawy.

Problem z obecnością ławników na posiedzeniach to jedno, a z ich przygotowaniem to drugie. - Ale ja się cieszę się, że w ogóle są chętni - mówi radna Lubbe.

Rzeczywiście, prezesi sądów zgłosili do gminy Białołęka zapotrzebowanie na 67 ławników, a chętnych jest 35 osób. Dziesięciu z nich zaproponowali prezesi sądów do powtórnego wyboru. Pozostałych zgłosiły zakłady pracy z terenu gminy - do których radni zwrócili się z prośbą o wytypowanie - m.in. Polfa Tarchomin (dwóch), Auchan (dwóch). Swoich kandydatów przedstawili też m.in.: Rada Osiedla Dąbrówka Szlachecka (trzech), Rada Osiedla Piekiełko (jednego). Dwóch kandydatów zgłosiła KPN "Obóz Patriotyczny" i dwóch NSZZ "Solidarność". Swoich kandydatów "S" zaproponowała do Sądu Okręgowego - Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych - do którego w równej liczbie kandydatów mogą jedynie zgłaszać związki zawodowe i administracja państwowa.

Ale najwięcej (pięciu) kandydatów ze wszystkich organizacji wytypowało na ławników w gminie Białołęka Białołęckie Stowarzyszenie Samorządowe "Nasze Szkoły". Tę organizację reprezentuje m.in. wspomniana Barbara Bieńkowska. BSS "Nasze Szkoły" poniosło klęskę w wyborach samorządowych, nie zdobywając w gminie ani jednego mandatu. Teraz jego członkowie zostają ławnikami. Ławnikiem będzie prezes stowarzyszenia Marek Procki. - Ktoś te odpowiedzialne funkcje musi pełnić. A kto, jeśli nie osoby z wykształceniem prawniczym - mówi ok. 45-letni mężczyzna, urzędnik państwowy, z wykształcenia prawnik.

Wizytówka

Nie tylko wspomniana Barbara Bańkowska mówi wprost, że nie wie, na czym polega praca ławnika. Tomasza Szelesta wydelegował na ławnika sądu rejonowego hipermarket Auchan. Na pytanie komisji, czy zna obowiązki ławnika odpowiada: - Nie znam. - Jak pan ocenia odpowiedzialność ciążącą na ławniku? - Decydentem jest sędzia... - zaczyna swoją odpowiedź. - Pan też będzie decydentem - zwraca mu życzliwie uwagę jeden z radnych. - Dlaczego zdecydował się pan kandydować? - Mam to u siebie na co dzień - mówi 35-letni Tomasz Szelest i nie można mu nie wierzyć, bo w hipermarkecie Auchan jest szefem ochrony. - Na co dzień rozstrzygam sprawy osób, które popełniają w sklepie drobne przestępstwa. Interesują mnie ich dalsze losy - mówi, ale dodaje od razu, że będzie miał "zdroworozsądkowe" podejście i będzie obiektywny, także gdy przyjdzie mu osądzać złodzieja z jego sklepu.

Tomasz Szelest nie zostaje ławnikiem z powodu pieniędzy. Ani dlatego, że ma za dużo wolnego czasu. Zostaje nim dlatego, że ma to związek z jego pracą i - przede wszystkim - dlatego, że tak chciała jego firma. - Zdaję sobie sprawę, iż zostałem obdarzony dużym zaufaniem. Jestem wizytówką firmy - mówi.

Radni opiniują go pozytywnie. Nikt nie zwraca uwagi na to, że przepis ustawy o ustroju sądów powszechnych przesądzający, iż nie mogą być ławnikami osoby zajmujące stanowiska związane ze ściganiem przestępstw, być może wyklucza kandydaturę Tomasza Szelesta.

Ławnicy ludowi uczestniczą w rozpoznawaniu większości spraw w sądach powszechnych. Nie mogą przewodniczyć rozprawie, ale przy rozstrzyganiu spraw mają takie same prawa jak sędziowie.

Ławnikiem może być obywatel polski, który ukończył 26 lat, "jest nieskazitelnego charakteru", przynajmniej od roku mieszka lub jest zatrudniony w gminie, z której kandyduje.

Nie mogą być ławnikami osoby zatrudnione w sądach, w prokuraturze, osoby wchodzące w skład organów, od których orzeczenia można żądać skierowania sprawy na drogę postępowania sądowego, funkcjonariusze policji, inne osoby zajmujące stanowiska związane ze ściganiem przestępstw, adwokaci i aplikanci adwokaccy, duchowni, żołnierze w czynnej służbie, funkcjonariusze Służby Więziennej. 

"Strojem urzędowym sędziego i ławnika sądu wojskowego na rozprawie jest toga. (...). Toga jest suknią fałdzistą z lekkiego czarnego materiału wełnianego lub wełnopodobnego, sięgającą powyżej kostek - około 25 cm od ziemi. U góry ma odcinany karczek szerokości 21 cm. (...) Przy kołnierzu togi wszyty jest żabot z fioletowego materiału wełnianego lub wełnopodobnego, długości 21 cm, szerokości u dołu 28 cm, ułożony w 13 kontrafałd, których środkowa - szerokości 2 cm - ma fałdy po obu stronach; pozostałe kontrafałdy biegną w kierunku rękawów. Żabot z prawej strony togi jest zapinany na guziczek".

Z rozporządzenia ministra sprawiedliwości z 27 lipca 1998 r. (Dz.U. nr 116, poz. 750)


