ROZMOWA

Grzegorz Boguta, były prezes grupy wydawniczej PWN

Jak zostać odchodząc

FOT. ANDRZEJ WIKTOR

Od 1990 roku kierował pan wydawnictwem PWN. Doprowadził je pan do prywatyzacji, z pana nazwiskiem łączą się sukcesy firmy w połowie lat 90. Skąd nagle decyzja o rezygnacji nie tylko ze stanowiska prezesa, ale w ogóle z pracy w Wydawnictwie Naukowym PWN?

GRZEGORZ BOGUTA: Jako współwłaściciel PWN - mam blisko 5 proc. akcji spółki - wystosowałem w połowie września tego roku pismo do pozostałych dużych akcjonariuszy, proponując zmiany w dotychczasowej strukturze własnościowej firmy, w moim przekonaniu nie sprzyjającej jej dalszemu rozwojowi. Po ponad dwóch miesiącach osiągnęliśmy w tej sprawie porozumienie. Jednocześnie doszedłem jednak do wniosku, że więcej mogę zrobić dla PWN, odsuwając się od bieżącego zarządzania. Obecnie bardziej interesuje mnie długofalowa strategia, która pozwoliłaby zwiększyć wartość firmy. Przecież cały czas jestem jej współwłaścicielem. Myślę też o nowych inicjatywach, związanych z wykorzystywaniem ogromnej bazy danych PWN w Internecie. Jako prezes nie miałem na to wszystko czasu.

Jak zamierza pan to robić, nie będąc ani członkiem zarządu, ani rady nadzorczej, ani nawet pracownikiem PWN?

Projekty, które chcę realizować, nie są w żaden sposób związane z bezpośrednim zarządzaniem firmą. Mam podpisany kontrakt z głównym akcjonariuszem spółki - grupą Luxemburg Cambridge Holding Group. Poza tym pozostaję jednym z czterech największych współwłaścicieli PWN. Ponadto porozumienie między akcjonariuszami spółki daje mi wciąż prawo współdecydowania o losach wydawnictwa. Strategię firmy tworzą przede wszystkim jej właściciele.

Wiadomo, że współpraca pomiędzy głównymi akcjonariuszami PWN - grupą LCHG (54,5 proc. akcji) i bankami (EBOiR oraz DBG Osteuropa-Holding GmbH - 16 proc. akcji) nie układała się najlepiej. Czy pańskie odejście z PWN i kontrakt z LCHG nie mają na celu znalezienie nowego inwestora na miejsce banków?

Dyskusje i spory między akcjonariuszami uważam za rzecz normalną. Jednakże sytuacja, w której w PWN jest ponad 300 właścicieli (bo akcjonariuszami są także niektórzy pracownicy wydawnictwa), jest niedobra. Sądzę, że uproszczenie struktury własnościowej i ewentualne zaproszenie jednego dużego inwestora mogłoby sprzyjać długofalowemu rozwojowi wydawnictwa. Moja współpraca z LCHG, po pierwsze, wiąże się z wdrożeniem nowych pomysłów, które pozwolą wykorzystywać dorobek autorski PWN w przyszłości, m.in. w Internecie, po drugie - z działaniami związanymi ze zmianą struktury własności i strategią firmy. 

Odchodzi pan zatem, a jednocześnie pozostaje - jako współwłaściciel i jako osoba, która w przyszłości będzie uczestniczyć w negocjacjach z inwestorami.

Pozostaję lojalny w stosunku do PWN. Jestem współwłaścicielem i partnerem tej firmy.

Nie będzie pan jednak żył tylko z dywidendy...

Podpisane kontrakty zapewniają mi byt. Nadal interesuje mnie przyszłość PWN i zwiększenie wartości tego wydawnictwa. To, że jestem współwłaścicielem bardzo dużej firmy, uważam za swój wielki życiowy sukces. Jako akcjonariusz będę pracował dla dalszego rozwoju PWN.

Nie jest tajemnicą, że wyniki sprzedaży książek Wydawnictwa Naukowego PWN są coraz gorsze. Ubiegły rok przyniósł spadek sprzedaży, a zysk został przeznaczony na stworzenie rezerw, przez co akcjonariusze nie dostali dywidendy. Nowi akcjonariusze spółki - EBOiR oraz fundusz inwestycyjny związany z Deutsche Bank - mogli liczyć na lepsze wyniki. Czy nie jest to jedną z przyczyn pańskiej rezygnacji?

Nie, choć rzeczywiście wyniki były gorsze niż oczekiwano. Pragnę jednak podkreślić, że strategia firmy zakładała spadek sprzedaży w 1998, 1999, a także w 2000 roku. Wahania dynamiki rozwoju firmy są typowe dla przedsiębiorstw o takiej, jak nasza, ofercie. W przypadku dużego wydawnictwa wystarczy jeden udany tytuł - takim w połowie lat 90. była "Nowa Encyklopedia PWN" - aby wyniki poszły znacząco w górę. Tego typu przedsięwzięcia wymagają jednak nie tylko inwestycji, ale też kilku lat pracy, a zatem także cierpliwości ze strony inwestorów i akcjonariuszy. Zarząd miał tego świadomość. Co do zysku w 1998 roku - pragnę przypomnieć, że została stworzona rezerwa na inwestycje i niesprzedawalne zapasy książek w wysokości ponad 5 mln dolarów.

Jak wyglądała sytuacja w mijającym roku?

Wyniki sprzedaży Wydawnictwa Naukowego PWN są podobne jak w roku ubiegłym i nie kryję, że zarząd nie jest z nich zadowolony. Obecnie jednak grupę PWN tworzy osiem spółek, w tym dwie działające poza Polską - na Węgrzech i Ukrainie. Tworząc lub przejmując spółki wchodzące w skład grupy zakładaliśmy, że za kilka lat rola Wydawnictwa Naukowego PWN w grupie będzie malała. Na początku ok. 90 proc. obrotu naszej firmy pochodziło ze sprzedaży książek PWN, w tym roku ten udział spadł do ok. 50 proc. i nadal będzie się zmniejszał. Jest to zgodne z moją koncepcją, którą pozostali akcjonariusze akceptowali. Powtórzę jednak, że wyniki finansowe nie są powodem mojej rezygnacji.

Ale są powodem niezadowolenia nowych inwestorów?

Gorsze wyniki niż oczekiwano martwią wszystkich akcjonariuszy. Prawdą jest, że grupa banków, które zainwestowały w PWN w 1997 roku, oczekiwała szybszego i większego niż inni akcjonariusze zwrotu inwestycji. Zakładali, że to będzie 4-5 lat, a to jest mało prawdopodobne. Działalność wydawnicza wymaga dużej cierpliwości, a PWN jest przykładem potwierdzającym tę zasadę, realizowane są tu bowiem głównie projekty długofalowe - słowniki, encyklopedie. Przykładem może być przygotowywany, wspólnie z Oxford University Press, słownik angielsko-polski i polsko-angielski, nad którym pracujemy od czterech lat czy "Wielka Encyklopedia PWN".

W poprzednich latach PWN aktywnie skupował inne firmy działające na rynku wydawniczym - w ubiegłym roku Wydawnictwo Lekarskie PZWL i Agencję Informacji Wydawniczych IPS, wcześniej m.in. Wydawnictwo Prawnicze, firmę Vulcan Media czy Kossuth Publishing na Węgrzech i Yurincom Inter na Ukrainie. W tym roku grupa PWN nie powiększyła się o nowe spółki.

Nie kupiliśmy żadnej nowej firmy, dlatego że postanowiliśmy skupić się na większej integracji spółek, które obecnie tworzą grupę. Stworzyliśmy jednak nową firmę - Ogólnopolski System Dystrybucji Wydawnictw Azymut, który jest jedną z największych sieci sprzedaży hurtowej książek w Polsce. To była ogromna inwestycja, podobnie jak wiele innych, długofalowa. Wierzę jednak, że realizacja tego projektu wpłynie na dalszy rozwój grupy PWN.

Rozmawiał Łukasz Gołębiewski

Grzegorz Boguta jest doktorem nauk chemicznych, biofizykiem. Pracował w zakładzie biofizyki UW. Od 1976 roku był współpracownikiem KOR, rok później zakładał Niezależną Oficynę Wydawniczą Nowa.13 grudnia 1981 roku internowany, później wielokrotnie zwalniany z pracy za działalność opozycyjną, w latach 1983-85 bezrobotny. W negocjacjach Okrągłego Stołu uczestniczył w pracach podzespołu ds. środków masowego przekazu, a następnie był doradcą ds. wydawniczych minister Izabeli Cywińskiej. W 1990 roku został jednogłośnie wybrany przez komisję konkursową na dyrektora Państwowego Wydawnictwa Naukowego. W 1992 roku doprowadził do prywatyzacji PWN, które obecnie jest jednym z największych przedsiębiorstw na polskim rynku wydawniczym. Przez trzy kadencje, w latach 1990-97 był prezesem Polskiej Izby Książki.







