ROSJA

Kto kogo poprze w niedzielnych wyborach parlamentarnych

Nowa Duma na nowe tysiąclecie

PIOTR JENDROSZCZYK

z Moskwy

Za dwadzieścia rubli można kupić u Natalii Prochanowej plastikowy obrus na stół. To znacznie taniej niż w sklepie. Natalia sprzedaje obrusy, stojąc na mrozie na rogu ulicy, nieopodal Dworca Kijowskiego w Moskwie. W ten sposób zarabia na życie. Ma wszystkiego dosyć i zamierza dać temu wyraz już jutro. Z mężem i synem uzgodniła, że wszyscy pójdą na wybory tylko po to, by zakreślić jeden kwadrat na listach wyborczych: "przeciwko wszystkim".

Jest to jedyna forma protestu, na jaki Natalia, będąca od lat na emeryturze, może sobie pozwolić. Ma 400 rubli emerytury, podobnie jak mąż. Za mieszkanie płacą 220 rubli, za resztę można kupić kilka kilogramów żółtego sera.

Roman z Sierpuchowa, położonego 100 km od Moskwy, także zdecydował już, że głosować będzie "przeciwko wszystkim".

- Popatrz, jak wygląda moje życie - mówi. - Dojazd do pracy na stacji benzynowej w Moskwie, gdzie pracuję od dwu lat, zajmuje mi trzy godziny w jedną stronę. Kosztuje mnie to 40 rubli dziennie. Za dwanaście godzin pracy dostaję 90 rubli. Gdyby nie napiwki, nie opłacałoby się w ogóle ruszać z domu.

Jeżeli w którymś z okręgów takich wyborców jak Roman i Natalia będzie połowa, to zgodnie z ordynacją wybory będą musiały zostać powtórzone. Jest to mało prawdopodobne. Według prognoz spośród 107 mln wyborców w całej Rosji do 94 tys. urn wyborczych udadzą się mniej więcej dwie trzecie uprawnionych do głosowania. W wyborach uczestniczy 26 partii oraz 2300 kandydatów w 224 okręgach jednomandatowych. Na listach partyjnych figurują nazwiska prawie trzech tysięcy kandydatów.

Prawica po rosyjsku

Galina Burkowa ma nadzieję, że w wyborach zwycięży Związek Sił Prawicy byłego premiera Siergieja Kirijenki i grupy tzw. młodych reformatorów.

- Oskarża się ich często o przeprowadzenie "przestępczej prywatyzacji", ale wszyscy zapominają o tym, że na prywatyzacji nie skorzystał jedynie Bieriezowski, Gusinski i inni oligarchowie - twierdzi Galina. - Prywatyzacją zostały objęte także mieszkania i dzięki temu miliony ludzi otrzymały je na własność, a to oznacza, że mogą je legalnie przekazywać w spadku swym dzieciom. Jest to moim zdaniem sprawa bardzo ważna.

48-letnia Galina ma duże mieszkanie w centrum Moskwy, którego wartość ocenia na kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Jest reprezentantką tworzącej się w Rosji klasy średniej, która najbardziej ucierpiała w wyniku ubiegłorocznego bankructwa finansowego Rosji. Premierem był w tym czasie Siergiej Kirijenko, lecz Galina uważa, że nie ponosi on odpowiedzialności za to, co się stało, i winić należy poprzedniego premiera Wiktora Czernomyrdina oraz Borysa Jelcyna.

Galina jest księgową w prywatnej firmie handlowej. Zarabia około 1 tys. dol. miesięcznie i z nie skrywaną niechęcią wspomina stare sowieckie czasy, gdy jako pracowniczka instytutu naukowego miała średnią pensję 150 rubli. Codziennie spędzała co najmniej dwie godziny w kolejkach, aby kupić żywność dla swojej czteroosobowej rodziny.

Na listę wyborczą Kirijenki zamierza także głosować Wiliam Mainland, znany krytyk sztuki, który twierdzi, że czas najwyższy, aby do władzy doszli nowi ludzie.

Podobnego zdania jest Ludmiła Wanina, urzędniczka w Niesztorbanku. W jej opinii "starzy" politycy tworzą "paranoiczną mafię" i trzeba zrobić wszystko, aby ich odsunąć od władzy.

Dziennikarka jednego z tygodników kobiecych, Daria Sylwanska, ma poważny problem, na kogo w niedzielę głosować. Sympatyzuje z partią Kirijenki, lecz w jej okręgu wyborczym na liście Związku Sił Prawicy figuruje nazwisko Marii Arbatowej, znanej literatki i feministki. Daria nie podziela jej poglądów. Nie ma także zamiaru oddać głosu na swą imienniczkę Darię Asłanową, która zdobyła sławę, opisując w kilku już książkach swe przygody erotyczne z rosyjskimi politykami. Głosować więc będzie najprawdopodobniej na kandydatów "Jabłoka" Grigorija Jawlinskiego.

Moskwa dla Łużkowa

Wiktor Lebiediew nie ma żadnych dylematów związanych z niedzielnymi wyborami. - Tylko Łużkow - mówi. - Jemu zawdzięczam wszystko, co posiadam.

Lebiediew spotykam na jednym z moskiewskich bazarów. Wiktor, uczestnik wojny w Afganistanie, kontroluje tam handel artykułami elektronicznymi. Przez kilka ostatnich lat zdołał zbić spory kapitał i postanowił wybudować własny sklep. Jako przedstawiciel małego biznesu udał się do Iriny Hakamady, ówczesnego ministra ds. małej przedsiębiorczości, z prośbą o pomoc w znalezieniu działki w Moskwie pod przyszłą inwestycję. - Zwodziła mnie obietnicami przez kilka miesięcy. W końcu udało mi się dotrzeć do Łużkowa. Wystarczyła jedna audiencja - mówi Wiktor. - Po kilku tygodniach otrzymałem działkę w dzierżawę na pięć lat z możliwością jej przedłużenia do 49 lat. Wkrótce rozpocznę budowę własnego sklepu.

Jednak Wiktora nie interesują wybory do Dumy. Głosować będzie na Łużkowa, starającego się jutro o powtórny wybór na mera Moskwy. Łużkow powinien wygrać bez większych kłopotów, chociaż jego najpoważniejszy konkurent, Siergiej Kirijenko, cieszy się w Moskwie niemałą popularnością.

Sądząc po wynikach błyskawicznej sondy "Rz", komuniści nie mają większych szans na sukces wyborczy w rosyjskiej stolicy. Z 15 pytanych o zdanie mieszkańców Moskwy tylko czterech gotowych było oddać swe głosy na partię&nbsp;Ziuganowa. Byli to ludzie żyjący z głodowych emerytur, wspominający z rozrzewnieniem lata swej młodości, gdy wszystko było proste, jasne i zrozumiałe.

- Nikt nikogo nie poniżał, zawsze otrzymywałem swych 180 rubli na czas i wiedziałem, że na emeryturze będę mógł żyć godnie - mówi 67-letni inżynier, były konstruktor jednego z biur projektowych Ministerstwa Transportu. - Jelcyn, Czubajs i cała ta banda przestępców pozbawiła mnie nie tylko moich oszczędności, ale i ludzkiej godności.

Na takich ludzi liczą komuniści i nieprzypadkowo całą kolumnę ich dziennika "Sowietskaja Rossija" zajął artykuł poświęcony zbliżającej się rocznicy 120-lecia urodzin Stalina. Tytuł nie wymaga komentarzy: "W służbie narodowi i państwu".

Moskwa to jednak nie cała Rosja, gdzie komuniści przodują we wszystkich badaniach opinii publicznej. Kontrolowana przez mera Łużkowa stolica nie jest także wdzięcznym terenem działania dla kremlowskiego bloku wyborczego "Jedność" popieranego przez popularnego premiera Władimira Putina. "Jedność" ma być przeciwwagą dla bloku Łużkowa i Primakowa. Sam Primakow wybrał wczorajszy dzień, aby oznajmić po raz pierwszy, że będzie kandydatem w wyborach prezydenckich w 2000 r.

Kreml z Putinem

- Podoba mi się Aleksander Karelin i dlatego będą głosował na Jedność - mówi 22-letni Siergiej, ochroniarz na miejskim parkingu. Karelin jest znanym zapaśnikiem, trzykrotnym mistrzem olimpijskim. Jest prawdziwą lokomotywą bloku kremlowskiego, podobnie jak minister ds. nadzwyczajnych Siergiej Szojgu, członek wszystkich dotychczasowych rządów od 1992 roku.

"Jedność" oraz popierający premiera Putina Związek Sił Prawicy są nadzieją Kremla na stworzenie w przyszłej Dumie czegoś na kształt prorządowej koalicji. Niewykluczone, że plan ten się powiedzie. Kreml może też zawsze liczyć na pomoc Żyrinowskiego, jeżeli uda mu się w ogóle przekroczyć pięcioprocentowy próg wyborczy.

- Rosja potrzebuje silnej władzy - twierdzi 30-letni Jurij, były oficer, obecnie szef ochrony jednego z moskiewskich domów towarowych. - Czy jest ktoś inny niż Putin, kto mógłby gotów rządzić naszym krajem, nie grzęznąc w bezcelowych kompromisach? Był Lebiedź, ale go już nie ma.


