ROZMOWA

Biskup Piotr Libera, sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski

Rachunek sumienia 

"My" jako wspólnota Kościoła - powtórzę raz jeszcze - robimy rachunek sumienia w ramach instytucji kościelnych, takich jak: parafia, diecezja, zgromadzenie zakonne czy wspólnota kapłanów. Ponadto jako Kościół będziemy to czynić w roku 2000 wraz z Ojcem Świętym. Kościół w Polsce wybrał tę formę rachunku sumienia i tak ją przeprowadza.

FOT. ANDRZEJ WIKTOR

Jan Paweł II wymienia jako jeden z warunków dobrego przygotowania do Wielkiego Jubileuszu rachunek sumienia z błędów i zaniedbań członków Kościoła w przeszłości i teraźniejszości. Polscy biskupi i księża niejednokrotnie wzywali do indywidualnego rachunku sumienia, ale Kościół, jako instytucja, nie przeprowadził takiego rachunku. Dlaczego? Co zaważyło: brak aprobaty dla samej idei, a może inercja?

BISKUP PIOTR LIBERA: Zanim odpowiem na to pytanie, myślę, że trzeba najpierw powiedzieć, czym jest rachunek sumienia i czym jest samo sumienie. Przy dzisiejszej dewaluacji słów takie wyjaśnienie jest niezmiernie ważne. Sumienie to głos Boga, który odzywa się we wnętrzu, w sercu człowieka. Inaczej mówiąc, sumienie to rodzaj zmysłu etycznego, moralnego, który pomaga człowiekowi rozpoznawać, co jest dobre, a co złe. Istnieje również sumienie wypaczone, zniekształcone, źle uformowane, które zło może nazwać dobrem, a dobro złem. Mówię o tym dlatego, że obawiam się, iż są ludzie, którzy wzywając Kościół do rachunku sumienia, sami mają sumienie  nie uporządkowane, obciążone złem, nieraz od wielu lat. I te właśnie osoby czy pewne środowiska najgłośniej domagają się od Kościoła przeprowadzenia rachunku sumienia. Należałoby powiedzieć: niech najpierw ci, którzy tak intensywnie i uporczywie domagają się od Kościoła rachunku sumienia, sami staną w prawdzie wobec swojego sumienia.

Ależ Księże Biskupie, rachunku sumienia Kościoła za grzechy "jego synów i córek" domaga się Jan Paweł II, który sam to czyni, a punkty tego rachunku wymienił w liście przygotowującym jubileusz "Tertio Millennio Adveniente" (TMA).

Tego bynajmniej nie neguję, tylko zwracam uwagę na pewną subtelną tendencję dostrzegalną u pewnych osób, środowisk, które same mając obciążone sumienia grzechami, w sposób faryzejski mówią: zróbcie wy rachunek sumienia. To niepokoi Kościół. Niepokoi mnie taka postawa, ponieważ grozi wypaczeniem samej idei rachunku.

Wiem, że w Kościele, także w Polsce istnieją różnice w ocenie samej idei rachunku sumienia. Czy to właśnie jest powodem, dla którego Kościół, jako instytucja, nie podjął się jego przeprowadzenia? 

Kościół w Polsce podjął apel Jana Pawła II. Rachunek sumienia jest przeprowadzany przez parafie, diecezje, kapłanów, zakonników, kleryków w seminariach, przez świeckich. Z tego, co wiem, w wielu parafiach, seminariach duchownych, rodzinach zakonnych - męskich i żeńskich, rachunek sumienia był, jest i będzie przeprowadzany przy okazji rekolekcji wielkopostnych, adwentowych, jak również podczas specjalnych rekolekcji, które w tysiącach parafii przeprowadzono przed Wielkim Jubileuszem w ciągu ostatnich trzech lat.

Z mojego doświadczenia i wiedzy wynika, że nie we wszystkich parafiach jest on przeprowadzany.

Nie dysponuję w tej materii szczegółowymi danymi. Wiem, że w bardzo wielu parafiach taki rachunek sumienia był przeprowadzany. Odbywały się i nadal odbywają nabożeństwa pokutne, podejmowane są czyny pokutne, na przykład pielgrzymki, posty i inne formy umartwienia, jako wynagrodzenie za popełnione zło. To wszystko jednak nie dzieje się w świetle kamer telewizyjnych i w szumie prasowych doniesień. Jeśli mamy do czynienia z autentycznym rachunkiem sumienia, nikt nie będzie robił go na pokaz. Jest to cicha, codzienna praca społeczności kościelnej oczyszczającej się przed Bogiem ze swoich przewinień.

Moje pytanie dotyczy jednak nie rachunku indywidualnego, ale Kościoła jako wspólnoty tworzonej przez ludzi - świeckich i duchownych, gdyż czyny poszczególnych osób miały nie tylko indywidualne skutki.

Rachunek sumienia przeprowadzany na przykład w parafii nie jest indywidualny. Jest to rachunek sumienia wspólnotowy, gdyż parafia jest częścią, która składa się na pewną całość. Kościół w Polsce pamięta o zasadzie: Ecclesia semper reformanda. Wie, że stale musi się odnawiać i oczyszczać.

Czy w związku z tym, podobnie jak Jan Paweł II na Wielki Post roku 2000, przygotowuje ogłoszenie jakiejś deklaracji, aktu pokuty i przebaczenia?

Kościół w Polsce jest częścią Kościoła Powszechnego, który ustami Jana Pawła II, 8 marca 2000 roku w Watykanie będzie żałował za popełnione grzechy. I my, jako Kościół w Polsce, jako biskupi, kapłani i osoby świeckie, będziemy w tym partycypować. Jan Paweł II jako głowa Kościoła wyzna wtedy również i nasze grzechy. My się włączymy w ten rachunek sumienia i w ten akt żalu za wszystkie niewierności na przestrzeni wieków.

Niedawno, bo w listopadzie, Konferencja Episkopatu ogłosiła Słowo Biskupów Polskich na Wielki Jubileusz Narodzenia Zbawiciela, które, w moim odczuciu, jest pewnego rodzaju rachunkiem sumienia. Jest to rachunek przeprowadzony przez Kościół za ostatnie dziesięć lat naszego życia społecznego, politycznego i gospodarczego. Ale nie ma w nim rachunku Kościoła z życia Kościoła, jego świeckich i duchownych członków, z przeszłości i teraźniejszości. Dlaczego?

Słuszna jest obserwacja, że Słowo Biskupów z Jasnej Góry na Wielki Jubileusz Zbawiciela to swoisty rachunek sumienia, stanięcie w prawdzie, gdy chodzi o złożoną i trudną rzeczywistość polską. W tym dokumencie używana jest pierwsza osoba liczby mnogiej - "my". Może być on zatem traktowany również jako rachunek sumienia społeczności ludzi wierzących w Polsce. Przecież Kościół działa w konkretnej społeczności  wierzących, którzy konieczne, a zarazem trudne reformy społeczne albo akceptują, albo odrzucają, wspierają je albo opóźniają. To jesteśmy my, ludzie Kościoła, którzy tworzymy polską społeczność. Ponadto realizują te reformy w większości  ludzie wierzący, chrześcijanie. I w tym sensie jest to również rachunek sumienia nas jako Kościoła.

Czyli możemy zrobić rachunek sumienia jako "my" działający w polityce, "my" w gospodarce, a nie możemy jako "my" - wspólnota Kościoła. Dla mnie jest to różnica.

"My" jako wspólnota Kościoła - powtórzę raz jeszcze - robimy rachunek sumienia w ramach instytucji kościelnych, takich jak: parafia, diecezja, zgromadzenie zakonne czy wspólnota kapłanów. Ponadto jako Kościół będziemy to czynić w roku 2000 wraz z Ojcem Świętym. Kościół w Polsce wybrał tę formę rachunku sumienia i tak ją przeprowadza.

Oczywiście. Czy zatem, wracając do "Tertio Millenio Adveniente", parafie, wspólnoty seminaryjne, zakonne, w ramach rachunku za grzechy, a konkretnie punktu: "przyzwolenie na stosowanie w obronie prawdy metod nacechowanych nietolerancją a nawet przemocą" rozważać będą na przykład odpowiedzialność katolików za zburzenie w okresie międzywojennym cerkwi prawosławnych na Lubelszczyźnie, Chełmszczyźnie? Ewangelicy pamiętają natomiast zabieranie im po wojnie na Mazurach kościołów. Może taki akt poprawiłby stosunki ekumeniczne?

Rachunek sumienia obejmuje również oczyszczenie pamięci historycznej. Natomiast trzeba bardzo uważać, by przy tej okazji nie wdać się w jakieś bieżące rozgrywki polityczne, które bazują na zaszłościach, a powinny być najpierw przedmiotem badań kompetentnych osób, historyków. Jan Paweł II, wzywając do rachunku sumienia, jest jednocześnie realistą. Powołuje na przykład specjalne komisje, gremia, by w świetle ustaleń naukowych oceniać fakty z przeszłości.

Czy u nas zostało powołane jakieś kompetentne grono osób zajmujących się badaniem wydarzeń z przeszłości, które wciąż mogą dzielić chrześcijan?

Takie gremium zostało powołane w ramach Komisji Ekumenicznej Konferencji Episkopatu i w porozumieniu z Polską Radą Ekumeniczną. Zajmuje się ono newralgicznymi sprawami we współżyciu trzech wyznań - protestanckiego, prawosławnego i katolickiego.

A czy zdaniem Księdza Biskupa w parafiach, seminariach jest przeprowadzany rachunek sumienia z realizacji wskazań Soboru Watykańskiego II, o czym mówi "Tertio Millennio Adveniente"?

Punktem wyjścia w rachunku sumienia powinno być zawsze Słowo Boże, a więc wierność wobec wskazań Ewangelii. Dopiero potem dokumenty soborowe, synodalne. Postawione na przykład w rachunku sumienia pytanie: "czy byłem, czy byliśmy ludźmi dialogu", nie ma odniesienia wprost do konkretnego dokumentu Soboru. Ale wiadomo, że idea dialogu jest wiodąca dla Vaticanum II.

Idźmy dalej. "... wobec łamania podstawowych praw człowieka przez reżimy totalitarne niemało chrześcijan, niestety, wykazało brak rozeznania, który czasem przeradzał się nawet w przyzwolenie" (TMA). Co z rachunkiem w tym punkcie?

Zapewne w niektórych krajach Kościół w ramach rachunku sumienia musi się przyznać w tym punkcie do winy. W perspektywie jednak niezaprzeczalnych ofiar, prześladowań, jakie poniósł Kościół katolicki w Polsce w okresie nazizmu i komunizmu, mówienie o przyzwoleniu uważam osobiście za nieporozumienie. W tych trudnych latach to właśnie Kościół bronił godności człowieka.

A co z tymi świeckimi i duchownymi, którzy - z różnych względów - w okresie PRL współpracowali ze służbami specjalnymi?

To jest inna kwestia. Powtórzę słowa księdza prymasa: "Kościół prawdy się nie boi". Mówiąc o ewentualnych współpracownikach, trzeba być tylko bardzo uważnym, aby nie dać się wmanipulować w aktualne gry polityczne.

Powiedział Ksiądz Biskup wcześniej, że rachunek nie odbywa się w świetle jupiterów. I rzeczywiście. Ale z drugiej strony w świetle tychże jupiterów odbywają się czasami rozmowy, dyskusje, są udzielane wypowiedzi, które świadczą o tak dużych napięciach i podziałach wśród samych katolików - i świeckich, i duchownych, że mogą być nawet odbierane jako źródło "antyświadectwa i zgorszenia" (TMA). A zwłaszcza wtedy, gdy katolicy z powodu różnych poglądów, dotyczących najczęściej charakteru uczestnictwa Kościoła w życiu społecznym, nie chcą siąść przy jednym stole albo dopuścić do "swoich mediów" katolików mających inne poglądy. I dzieje się to publicznie.

Społeczeństwo polskie, a więc żyjący także w tym społeczeństwie Kościół, przeżywa od dziesięciu lat poważne i gwałtowne przemiany. Jan Paweł II powiedział, że jesteśmy na wirażu dziejów. Wiadomo, że na wirażu działają różne siły, także i odśrodkowe. To, co obserwujemy w tej chwili, to proces ścierania się różnych koncepcji, wizji Kościoła. Jest to pewien kryzys, ale moim zdaniem kryzys wzrostu, który przyniesie pozytywny owoc. Uważam, że mamy do czynienia nie tyle z podziałami, ile z ustawicznym trudem budowania jedności wierzących. To trud, który towarzyszy Kościołowi od 2000 lat. Prawdziwa jedność jest bowiem czymś dynamicznym, czymś, co się dzieje i co budujemy codziennym wysiłkiem. Dlatego Kościół poprzez Sobór wzywa do nieustannej postawy dialogu, otwierania się, przedstawiania swoich racji, ale też i wsłuchiwania się w racje drugiej strony.

Zostawmy rachunek. Przed kilkoma miesiącami dowiedzieliśmy się, że na wzór listu biskupów polskich do niemieckich z 1965 roku ze słynnym "przebaczamy i prosimy o przebaczenie", który stał się początkiem chrześcijańskiego pojednania między Polakami i Niemcami, Kościół przygotowuje podobne deklaracje pojednania między narodami: polskim i litewskim, polskim i ukraińskim. Co z tą inicjatywą?

Jak wiadomo dojrzewanie do pojednania to długa droga, nie można niczego przyspieszać. Wola pojednania istnieje po wszystkich stronach, dialog się nie urwał. Są różnego rodzaju formalne i nieformalne spotkania. Ale trzeba jeszcze dużo modlitwy i dużo światła prawdy, żeby ten proces przyniósł spodziewany owoc w postaci pełnego pojednania. Przypomnę, że podczas ostatniej pielgrzymki Ojca Świętego do Polski, na wspólne z Polakami nabożeństwo do Ełku przybyła liczna grupa biskupów litewskich wraz z kilkunastoma tysiącami Litwinów. Również i bracia Ukraińcy brali masowo udział we wspólnych modlitwach z papieżem, chociażby w Drohiczynie czy Zamościu. To są fakty świadczące o tym, że ten proces trwa. Ile czasu jeszcze opatrzność potrzebuje na wypracowanie dokumentu o pojednaniu na wzór listu z 1965 roku, trudno przewidzieć.

Czy zdaniem Księdza Biskupa Kościół w Polsce jest dobrze przygotowany, aby wejść w Rok Jubileuszowy? Program jest bardzo bogaty, to wiemy.

To zależy od tego, czy każdy z nas, czy dana parafia jest przygotowana. Musimy sobie na to pytanie odpowiadać każdego dnia. Jeśli dany dzień przeżyłem dobrze, jestem otwarty na drugiego człowieka, staram się postępować zgodnie z Ewangelią, to jestem w tym dniu przygotowany do wejścia w radości Wielkiego Jubileuszu. Jeśli coś w tych dziedzinach szwankuje, to muszę do przeżycia Jubileuszu jeszcze dorastać.

Rozmawiała: Ewa K. Czaczkowska



