ZUS

Przy zachowaniu obecnych skłonności do przechodzenia na rentę inwalidzką, szansa na obniżenie składki przed rokiem 2020 nie jest duża

Czy będziemy płacić mniej

IRENA WÓYCICKA,  RYSZARD MIKONOWICZ

W związku ze złą sytuacją finansową Funduszu Ubezpieczeń Społecznych rodzi się pytanie o perspektywy tego największego funduszu publicznego w Polsce. Z obecnego kryzysu trudno wyciągać wnioski dalekosiężne. Złożyły się na niego: nadmierny optymizm, dotyczący tempa wprowadzania reformy w ZUS, błędy legislacyjne jak również złe zarządzanie. 

Błędy mogą być naprawione, jednak nadal aktualne pozostaje pytanie, czy w przyszłości sytuacja finansowa ubezpieczeń społecznych poprawi się i czy zmniejszy się składka płacona do ZUS.

Emeryci, renciści  i ubezpieczeni

Sytuacja demograficzna Polski będzie się w najbliższych dwudziestu latach pogarszać. Przez cały ten okres będziemy mieli do czynienia ze starzeniem się społeczeństwa, które przybierze mocno na sile po roku 2010. Dotychczasowy system emerytalno-rentowy był mało odporny na nadchodzące procesy demograficzne. Szerokie uprawnienia do wcześniejszego przechodzenia na emeryturę oraz bardzo częste przechodzenie ubezpieczonych na rentę inwalidzką sprzyjały szybkiemu narastaniu liczby osób pobierających świadczenie.

Gdyby nie wprowadzono reformy emerytalnej, liczba emerytów i rencistów ZUS wzrosłaby prawdopodobnie w 2020 r. o ponad 2,1 mln (tj. o 30 proc.) w porównaniu z rokiem 1998. Reforma emerytalna ogranicza możliwości przechodzenia na wcześniejszą emeryturę. Dzięki jej wprowadzeniu liczba osób w wieku produkcyjnym, pobierających emeryturę, spadnie w stosunku do hipotetycznego wariantu bez reformy o około 800 tys. osób. Będzie to jednak miało skutki uboczne.

Ubezpieczeni, którzy utracą szansę na wcześniejszą emeryturę, pozostaną na rynku pracy, zrezygnują z niej bądź wystąpią o rentę inwalidzką. Można przypuszczać, że większość z nich rozpocznie starania o rentę. Będą to bowiem ludzie po pięćdziesiątce, a z grupy tej rekrutują się głównie przyszli renciści.

Nic nie wskazuje na to, by w ramach dotychczasowego, nie zreformowanego systemu rentowego częstotliwość przechodzenia na rentę inwalidzką spadła. Czynnikiem osłabiającym zainteresowanie rentami w przyszłości może być poprawa sytuacji na rynku pracy, która nastąpić powinna po roku 2005. Czynnikiem przeciwdziałającym tej tendencji może być jednak korzystna dla wielu ubezpieczonych wysokość ich renty inwalidzkiej w porównaniu z emeryturą, jaką mogliby uzyskać w sytuacji, gdyby zdecydowali się pracować dłużej.

Reforma emerytalna przyniesie więc skutek w postaci większej liczby rent inwalidzkich. Liczba rent inwalidzkich, pobieranych przez osoby w wieku przedemerytalnym, może wzrosnąć do roku 2020 o ponad 600 tys. i będzie o prawie 400 tys. większa niż w hipotetycznym wariancie bez reformy.

Łączny skutek wprowadzenia reformy emerytalnej spowoduje spadek liczby pobieranych świadczeń, w stosunku do hipotetycznego wariantu bez reformy, o ok. 600 tys. osób w 2020 r. Sukces reformy byłby dużo większy, gdyby towarzyszyły jej zmiany przynoszące zmniejszenie częstotliwości przechodzenia na rentę inwalidzką.

Obecnie w ZUS ubezpieczonych jest ponad 12 mln osób, a liczba emerytów i rencistów wynosi ponad 7 mln osób. Ze składek jednego ubezpieczonego pokryte winny być koszty około 56 proc. przeciętnego świadczenia. Za lat dwadzieścia, przy założeniu wysokiego wzrostu gospodarczego i zatrudnienia, jeden ubezpieczony będzie musiał pokryć prawie 60 proc. świadczenia. W sytuacji niskiego wzrostu ekonomicznego (a więc niższego zatrudnienia) wskaźnik ten będzie pod koniec drugiej dekady przyszłego wieku znacznie wyższy. Jego wzrost oznacza, że w przypadku zachowania obecnych relacji między przeciętną wysokością świadczeń a przeciętnym wynagrodzeniem, składka na ubezpieczenie emerytalne i rentowe w ZUS musiałaby wzrosnąć.

Wysokość świadczeń

W 1995 r. przeciętne świadczenie emerytalno-rentowe stanowiło 62,5 proc. przeciętnego wynagrodzenia, a w roku 1998 już tylko 57 proc. Stopniowe obniżanie się wysokości przeciętnej emerytury i renty w stosunku do płac wynikało z metody waloryzacji, która tylko w niewielkim stopniu wiąże wysokość świadczeń ze wzrostem wynagrodzeń.

Jeśli waloryzacja świadczeń odbywać się będzie na poziomie gwarantowanym przez obecne ustawodawstwo, relacja ta będzie się nadal szybko zmniejszać. W warunkach scenariusza ekonomicznego zakładającego szybki wzrost gospodarczy przeciętne świadczenie emerytalno-rentowe kształtować się będzie w roku 2020 na poziomie około 30 proc. przeciętnego wynagrodzenia.

W rezultacie, mimo że liczba emerytów i rencistów będzie rosnąć szybciej od liczby osób opłacających składki, sytuacja finansowa Funduszu Ubezpieczeń Społecznych mogłaby ulec poprawie.

Dotacja może rosnąć

Trzeba jednak pamiętać, że przez dłuższy czas Fundusz Ubezpieczeń Społecznych będzie musiał oddawać część składek do Otwartych Funduszy Emerytalnych. Ubytek składek wyniesie około 1 proc. PKB w roku 1999 i około 3 proc. PKB w roku 2020. Sytuacja ta powoduje, że deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych utrzymywać się będzie stosunkowo długo. Nawet w warunkach szybkiego wzrostu gospodarczego osiągnięcie przez FUS równowagi finansowej nie nastąpi przed rokiem 2010. W sytuacji wolniejszego rozwoju ekonomicznego nie można liczyć na to, że deficyt ten zniknie do roku 2020.

Osiągnięcie równowagi finansowej FUS około roku 2010 możliwe będzie jedynie przy niskiej waloryzacji świadczeń, co przyniosłoby szybki spadek wysokości przeciętnych emerytur i rent w relacji do wynagrodzeń. W rzeczywistości jednak jest to mało prawdopodobne. Prędzej czy później trzeba będzie podjąć decyzję o podwyższeniu wskaźnika waloryzacji. Potrzeba takiej decyzji będzie tym pilniejsza, im większy nastąpi wzrost wynagrodzeń, czyli im szybciej spadać będzie wysokość emerytur i rent w relacji do płac. Wpływ takiej decyzji na sytuację finansową FUS zależy od terminu i skali wprowadzanych zmian. Gdyby począwszy od roku 1999 waloryzacja emerytur i rent zapewniała ich wzrost na poziomie 50 proc. (a nie jak obecnie 15-20 proc.) realnego wzrostu przeciętnych wynagrodzeń, w roku 2020 mielibyśmy nadal, nawet przy wysokim wzroście gospodarczym, deficyt FUS, choć w skali czterokrotnie mniejszej niż obecnie.

Wyniki te uzyskaliśmy przy założeniu, że gospodarka finansowa FUS będzie elastyczna, tzn. zmianie ulegną błędne w naszym przekonaniu przepisy Ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, wyodrębniające w ramach FUS liczne fundusze rezerwowe. Powoduje to bowiem, że nadwyżki znajdujące się w jednych funduszach nie mogą być zużyte na pokrycie deficytów innych funduszy. W rezultacie dotacja do FUS może rosnąć, mimo iż jednocześnie rosną jego rezerwy.

Wybór strategii

Jak widać, przy zachowaniu dotychczasowych, bardzo wysokich skłonności do przechodzenia na rentę inwalidzką, szansa na obniżenie składki do ZUS przed rokiem 2020 nie jest duża. Uwarunkowana jest przede wszystkim tempem rozwoju ekonomicznego. Jednak nawet przy optymistycznym wariancie ekonomicznym wiązać musiałaby się ze znaczącym pogorszeniem sytuacji materialnej emerytów i rencistów. Wybór byłby znacznie większy, gdyby udało się zmniejszyć częstotliwość przechodzenia na rentę inwalidzką. To jednak wymaga zintegrowanych działań w dziedzinie edukacji, prewencji i rehabilitacji, na rynku pracy, orzecznictwa inwalidzkiego oraz reformy systemu rentowego i innych systemów wsparcia dla osób niepełnosprawnych.

W przeciwnym wypadku wybór między podziałem ewentualnych korzyści, który może przynieść wysoki wzrost gospodarczy: czy mają one służyć emerytom i rencistom (podniesienie wskaźnika waloryzacji), czy raczej młodszym (obniżenie składek), może być jedną z trudniejszych kwestii politycznych w drugiej dekadzie przyszłego wieku.

Autorzy są pracownikami Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.






