ROZMOWA

Henri Tessier, arcybiskup Algieru

Wierzę w zakończenie dramatu

Algieria jest arabskim krajem muzułmańskim, gdzie obowiązują inne zwyczaje i tradycje i gdzie w dodatku trwa wojna między państwem a islamskimi terrorystami. Czy w tych warunkach może ksiądz biskup pełnić swoją misję?

ARCYBISKUP HENRI TESSIER: - Życie codzienne w Algierze bywa niełatwe, należy omijać niektóre drogi, nie poruszać się nocą, planować każdy krok. Ale w czasach trudnych, w momentach niebezpiecznych ludzie stają się sobie bliżsi, serdeczniejsi, lepiej się rozumieją i bardziej szanują.

Do nas, katolików, Algierczycy mają większe zaufanie, niż jeszcze kilka lat temu. Myślę, że dlatego, iż pozostaliśmy z nimi w tych ciężkich, dramatycznych chwilach. Muzułmanie zbliżyli się do chrześcijan. Zrozumieli, że trzeba współpracować w walce ze złem. Jeszcze trzy lata temu nie rozmawiałbym z panem, bo interpretacja mojej wypowiedzi mogłaby posłużyć jako pretekst do ataku na jakiś kościół lub księdza. Teraz widzę większy sens mojej pracy, a współpraca z Algierczykami układa się jak nigdy dotąd.

Świat mówi dziś o islamskim zagrożeniu. Od Algierii poprzez Egipt, Iran, Palestynę, Pakistan, Afganistan, Bośnię przelewa się fala fundamentalizmu, żądań powrotu do islamu z czasów Mahometa w VI wieku. Jak ksiądz biskup ocenia to zagrożenie?

Żyję tu od 1953 r. Przyjechałem do Algierii z rodzicami, byłem wtedy studentem. Obserwowałem rozwój islamizmu niemal od początku. To nie chrześcijanie pierwsi zostali dotknięci problemem islamskiego radykalizmu. Najpierw w społeczności muzułmańskiej doszło do sporów o to, jak rozumieć naukę Mahometa i jak ją interpretować. Pojawiły się sekty i bractwa, krytykujące model życia w państwach islamskich, szczególnie w regionie Bliskiego Wschodu - pierwsza z takich grup powstała w latach trzydziestych w Egipcie. Organizacje te głosiły powrót do "czystości" wiary, wzywały do zahamowania edukacji i zaczęły prześladować przedstawicieli władzy, a przede wszystkim intelektualistów, ludzi z otwartą głową.

W Algierii też na pierwszy ogień poszli ludzie mądrzy i otwarci, często współpracujący z Kościołem. Mogę podać wiele nazwisk lekarzy i naukowców, którzy zostali zamordowani przez islamistów. Ginęli także przywódcy religijni, którzy współdziałali z katolikami w pracy dla dobra społeczeństwa. Celem ataków ekstremy była również inteligencja muzułmańska, bo skrajności nie uznają odwagi bycia innym i otwartym na innych.

Islamizm, czy jak kto woli fundamentalizm, dotarł do Algierii z Bliskiego Wschodu. Algierczycy, których dobrze poznałem, w większości nie mają skłonności do ekstremizmu. Fundamentalizm jest obcy tradycji ich rodziców i dziadków. Algierczycy są normalnymi ludźmi, bardzo otwartymi i przyjaznymi. 

Kiedy po raz pierwszy doszło do ataku na Kościół?

W 1993 r. grupa uzbrojonych ludzi weszła do klasztoru i domagała się od zakonników udzielania im stałej pomocy, w tym żywnościowej, a także płacenia haraczu. Chciano ich wystraszyć, zmusić do ucieczki. Ale zakonnicy zostali. Powiedzieli swoim prześladowcom, że oni mogą wyjechać, lecz wieśniacy, z którymi żyli na co dzień, nie uciekną, bo nie mają dokąd. Nigdy przedtem więzi przyjaźni między zakonnikami a miejscowymi ludźmi nie były tak serdeczne. Ale 27 marca 1996 r. zakonnicy zostali porwani i zamordowani. To spowodowało, że poczuliśmy się solidarni z tym cierpiącym narodem. Bycie w Algierii stało się naszym powołaniem. Solidarność - słowo tak dobrze znane w Polsce - w algierskiej codzienności nabrało nie mniej ważnego znaczenia.

Jeśli ktoś zagraża Kościołowi katolickiemu, to bojówki islamskie, które tak samo nastają na swoich. Żyjąc razem, w otoczeniu muzułmanów, dajemy światu świadectwo, że większość wyznawców islamu to tacy sami ludzie jak my, akceptujący ludzi innej wiary. Konflikt, który dotknął Algierię, paradoksalnie podkreślił wagę poszanowania innej wiary, innych ludzi - co nigdy dotąd w takim wymiarze nie miało miejsca.

Czy fundamentalizm w Algierii to rzeczywiście ideologia religijna, czy raczej gra polityczna, wykorzystywanie religii do wyeliminowania przeciwników?

Sprawa jest bardzo złożona. Pierwsze objawy niezadowolenia pojawiły się w końcu lat 80. Po trzydziestu latach życia w pseudosocjalizmie ludzie doszli do wniosku, że coś jest nie tak. Ci, którzy mówili im o skromności i konieczności poświęcania, rozbijali się luksusowymi samochodami i żyli w willach. Naród zaś był coraz biedniejszy, a tysiące młodych nie miały pracy.

Ten kryzys został umiejętnie wykorzystany przez grupy religijnej ekstremy. Wezwania do walki o zmiany usłyszano z meczetów. Walka o lepsze życie, o uwolnienie się od wszechwładnej partii Frontu Wyzwolenia Narodowego (FLN), to były nośne hasła. Dzięki nim stworzono masowy ruch poparcia dla zmian, a partia islamska bez problemu wygrała najpierw wybory lokalne, potem pierwszą turę wyborów parlamentarnych. Władze zareagowały, wprowadzając stan wyjątkowy, który mamy do dziś. 

Czy islamiści to jednak rzeczywiście radykalni wyznawcy islamu? Kiedy w imieniu Boga zabija się niewinnych, gwałci i morduje - jak można mówić o wierze?

Nie można im odmówić wiary w model społeczeństwa oparty na skrupulatnym przestrzeganiu nauk zapisanych w Koranie. Islamiści wierzą, że są sługami Allaha, że mordując niewiernych i tych muzułmanów, którzy tej ideologii nie akceptują, wypełniają jego misję. Obecnie mamy ramadan (muzułmański post) i cała Algieria mówi o wzroście zagrożenia ze strony islamistów. Bo oni uaktywniają się w tym okresie, podkładają bomby, mordują całe wsie. Ideolodzy takiego działania, autorzy piszący teksty wzywające do takich czynów, propagują taki model islamu. Nie zapominajmy, że w Kościele też była inkwizycja, torturowano i zmuszano ludzi do wyznawania nieprawdy. Błędy nie dotyczą tylko islamu. Ludzie się mylą i będą się mylić.

Jednak tak rozumiany islam odstręcza od religijnych fanatyków większość Algierczyków. Nie widzą oni w ekstremistach ludzi wiary.

Według czarnych scenariuszy dojdzie do wojny świata cywilizacji zachodniej, chrześcijańskiej, ze światem cywilizacji muzułmańskiej. Taką myśl zawiera między innymi praca Samuela Huntingtona. Jakie jest zdanie księdza biskupa w tej sprawie?

Refleksje profesora Huntingtona wywołały reakcję w Egipcie, Maroku, Algierii i Tunezji. Na niebezpieczeństwo islamskiej ekstremy zwrócili uwagę muzułmanie - przecież żyją oni w świecie, który staje się globalną wioską, i nie chcą być postrzegani jako ludzie pragnący powrotu do czasów średniowiecza. Większość dzisiejszych muzułmanów szuka porozumienia, a nie konfrontacji.

Nie doceniamy ich odwagi. Kiedy bojówki islamskie ogłosiły w 1998 r., że początek roku szkolnego należy zbojkotować, bo szkoła jest "niedobra", rodzice 7 milionów dzieci posłali do szkół. Były zamachy, bomby, zabijano nauczycieli, ale to nie islamiści wygrali. Wygrali Algierczycy.

Czy widzi ksiądz szansę na pokój w Algierii?

Ludzie dojrzewają, odwracają się od gwałtu i terroru. Prawda jest taka, że niektórzy z nich szukali w terrorze rozwiązania algierskich problemów. Gwałty, mordy popełniane przez islamistów zweryfikowały wiele ocen. Już niewielu Algierczyków akceptuje ekstremistów. Bez poparcia, które spada każdego dnia, nie mają oni szansy na przetrwanie. Jestem optymistą, wierzę w zakończenie dramatu.

Rozmawiał: Ryszard Malik

- W Algierii żyje kilka tysięcy katolików, pracuje 110 księży i zakonników oraz 170 zakonnic.

Zwłoki młodego żołnierza z podciętym gardłem zostały porzucone na górskiej drodze na wschód od Algieru. Wojskowy został zamordowany przez islamistów, gdy w niedzielę wieczorem wracał do miejsca zakwaterowania. Dzień wcześniej, w sobotę, czterech uzbrojonych bojowników islamskich zostało zabitych, a dziewięciu żołnierzy rannych podczas operacji przeprowadzonej przez siły bezpieczeństwa w okolicy miejscowości Boufarik, 35 km od stolicy. Tego samego dnia w różnych incydentach w tym samym regionie zginęło dziewięć innych osób. Aż trzydzieści osób zabili islamiści w piątek, zatrzymując samochody na głównej drodze Algier - Oran. Od początku tegorocznego ramadanu, miesiąca muzułmańskiego postu, islamiści zabili w Algierii 130 osób.	B.L., AFP


