Magdalena Ikonowicz-Gessler i Piotr Ikonowicz

Po pierwsze ekspansywność

Brat Magdy Gessler, jak na socjalistę przystało, mieszka na czterdziestu siedmiu metrach kwadratowych, w bloku 

FOT. MICHAŁ SADOWSKI

MAŁGORZATA SUBOTIĆ

Sposób, w jaki człowiek zaspokaja głód bycia ważnym, najlepiej pozwala poznać jego charakter. Tak mówią znawcy ludzkiej duszy. On, czyli Piotr Ikonowicz, zaspokaja ten głód w polityce - jako radykalny socjalista i "zadymiarz", któremu bliscy są Che Guevara i Fidel Castro. Ona, czyli Magda Ikonowicz-Gessler, syci swój głód, karmiąc innych. Jest restauratorką, właścicielką m.in "Fukiera", lokalu znanego nie tylko z pięknych wnętrz i znakomitej kuchni, ale także niebotycznych cen.

"Nie ma sensu straszyć dzieci socjalizmem, bo wprawdzie wiadomo, że socjaliści zjadają dzieci na śniadanie, ale za to kapitaliści zjadają śniadanie dzieciom". (Piotr Ikonowicz, "Wprost" 1992 r.)

"Uważam, że jeśli ktoś jest zdolniejszy, to ma większe prawa. Dlaczego ma się dzielić swoimi pieniędzmi z nieudacznikami? Nie jestem przekonana, by to było właściwe". (Magda Gessler)

Zagorzały socjalista, który chce przywrócić w polskim życiu publicznym słowo "towarzysz", oraz sprawna kapitalistka, która w artystycznej aurze zarabia spore pieniądze. Taki jest publiczny image rodzeństwa Ikonowiczów. Brat musi dbać o wyborców, a siostra o swoich gości. To determinuje ich zachowania na użytek zewnętrzny.

Kuba pachnąca  tropikiem i szczęściem

Magda i Piotr to dzieci Mirosława Ikonowicza, wieloletniego korespondenta Polskiej Agencji Prasowej, m.in. na Kubie i w Hiszpanii. Dla tych, którzy nie pamiętają: w czasach PRL mieć paszport do "innego świata" to było coś. A Mirosław Ikonowicz, gdy pojechał w 1956 roku do Bułgarii, był najmłodszym korespondentem PAP w peerelowskiej historii tej Agencji. Miał wtedy dwadzieścia kilka lat. I już dwójkę dzieci. Syn był jeszcze niemowlakiem.

Ojciec Ikonowicz dziennikarską karierę rozpoczął bardzo wcześnie - dwa lata przed maturą w regionalnym "Kurierze Słupskim". Później trafił do PAP. Pobytu w Bułgarii dzieci nie pamiętają. Pamiętają natomiast doskonale Hawanę. Z najciekawszego okresu, bo z lat 1963 - 1969. Wtedy ojciec był korespondentem. Mirosław Ikonowicz do fascynacji Kubą wprost się przyznaje, nawet dzisiaj wspomina: - Poetyka rewolucji kubańskiej to było coś niezwykłego, a na dodatek jeszcze zostały po Amerykanach dobra materialne.

Magda i Piotr jednoznacznie oceniają, że pobyt na Kubie był niezwykłym okresem w ich życiu.

Magda Gessler: "Co pamiętam z Kuby? Luksus. To był pierwszy luksus, z którym zetknęłam się w życiu. Miałam służącą, była ładna pogoda, słońce, radośni ludzie. I poczucie absolutnego szczęścia, cieszyłam się z małych rzeczy. Miałam świadomość, że tak niewiele potrzeba mi do szczęścia".

Piotr Ikonowicz: "Pobyt na Kubie to był bardzo jasny okres w moim życiu. Pamiętam bardzo intensywny zapach. Gdy po latach wylądowałem w tropikach, wysiadając z samolotu, poczułem zapach dzieciństwa. A w Polsce było wtedy szaro, buro i biednie. Próbowano przedstawić życie narodu pod rządami Castro jako dramat, ale ja widziałem uśmiechnięte twarze ludzi, ich spontaniczną radość życia. Na Kubie może nie było demokracji, ale był zbiorowy entuzjazm. Nie czułem się tak bardzo uprzywilejowany. Co prawda mieszkaliśmy w ponadstumetrowym mieszkaniu, ale pod nami w taki samym mieszkaniu mieszkał robotnik inwalida".

Mimo diametralnie odmiennych ról, które odgrywają dzisiaj w życiu publicznym, ich fascynacja Kubą jest podobna. Dla nich był to niemal rajski świat. Zresztą wbrew pozorom łączy ich dużo więcej.

Mają w sobie to coś, co potocznie nazywa się werwą. Jakiś życiowy napęd, który nie pozwala im zakopać się w domowych pieleszach. Ekspansywność. A także skłonność do przebywania w świetle jupiterów, bycia osobami znanymi. Takimi, o których się mówi i o których pisze prasa. Bardzo dbają o swój wizerunek. On - agresywnego obrońcy pokrzywdzonych i ciemiężonych, niemal rewolucjonisty. Ona - fascynującej kobiety, estetki, która potrafi malować, tańczyć i rewelacyjnie gotować. Magda Gessler zawsze zgadza się na spotkanie z dziennikarzami: "Podstawą wszystkiego jest dobra reklama, dlatego nigdy nie odmawiam wywiadów". A brat nie poprzestaje na tym, co proponują mu dziennikarze, zamieszcza własne teksty, przede wszystkim w "Trybunie".

Jeśli chodzi o reklamę, to mają ułatwione zadanie. Publicznie znane fakty z ich życia mogłyby być materiałem na przynajmniej dwa filmowe scenariusze. Bo robią rzeczy widowiskowe, będące zaprzeczeniem małej mieszczańskiej stabilizacji.

Wspólny mianownik

Wyczucie mediów mają najprawdopodobniej po ojcu. Podobnie jak życiową energię. Jeśli szukać wspólnego mianownika, to był nim ojciec.

Jak zgodnie twierdzą ci, którzy go znają, Mirosław Ikonowicz to człowiek kontaktowy, dowcipny, pogodny. Z kindersztubą. Operatywny, a według niektórych także sprytny. Potrafi błyskawicznie przejść z kimś na ty. Umie dbać o własny wizerunek. Uczy się języków niemal jak papuga, ma świetną pamięć. Gdy był korespondentem, miał opinię świetnego dziennikarza. Ale jak ocenia część jego kolegów, był tylko bardzo sprawnym rzemieślnikiem, dobrym kompilatorem agencyjnych depesz. W PAP do dzisiaj krążą anegdoty o tym, jak spóźniał się z przesłaniem korespondencji, a jako wytłumaczenie podawał awarię dalekopisu albo inny podobny, zmyślony kataklizm. Był dobrym kolegą, jeśli nie naruszało to jego interesów. Dzisiaj jest współpracownikiem "Przeglądu" i PAP.

Cechy osobiste - łatwość nawiązywania kontaktów i osobisty wdzięk - ułatwiły mu zawodową karierę.

Wiele tych właściwości ojca odziedziczyły dzieci. W tym umiejętność szybkiej nauki języków obcych oraz tak zwaną skłonność do płci przeciwnej.

Ale także potrzebę posiadania szerszej publiczności. - Każdy dziennikarz jest próżny, chce, by jego nazwisko funkcjonowało publicznie. Miarą zawodowego powodzenia jest, czy dziennikarz jest znany - przekonywał mnie niedawno Ikonowicz senior.

Pytany o dzieci, mówi o nich z lekko skrywaną dumą. Łatwiej wypowiada się o córce, chociaż potwierdza, że bliższe są mu poglądy polityczne syna. "Ogromna energia i wrażliwość, fantazja tak daleko posunięta, że to, co sobie wyobraża, uznaje za prawdę" - taką podaje najkrótszą charakterystykę córki. Dodaje też, że wszystkie kobiety w jego rodzinie świetnie gotowały. Mirosław Ikonowicz zgadza się z opinią, że Piotr to mamy synek. Córka z matką mają dużo gorsze relacje. Ale gdy są razem w kuchni, nie mają sobie równych.

- Zarówno córka, jak i syn stwarzali ogromne kłopoty wychowawcze. Jedno i drugie potrafiło uparcie obstawać przy swoim, nie byli dziećmi plastycznymi - wspomina Ikonowicz senior.

Według relacji innych osób, we wczesnym dzieciństwie Piotr wymagał od gosposi, aby przytrzymywała mu nocniki, a Magda miała zwyczaj oświadczania, że ją zwalnia.

Magda

Ci, którzy mieli kontakt z Magdą Gessler, mówią zgodnie: Idzie do przodu jak burza. Nie ma wahań, obaw, wątpliwości. Stwarza wrażenie osoby, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Może to brak wyobraźni - zastanawiają się ci, którzy ją znają, próbując wyjaśnić ten fenomen. Ale energii, którą wkłada w swoją życiową aktywność, nikt jej nie odmawia.

Wydaje się, że lubi zaklinać rzeczywistość. I jest chyba z rzeczywistością bardziej na ty niż jej brat.

Próbuje zaklinać rzeczywistość także w takiej sprawie jak własny wiek. Nie bacząc na to, że ma brata polityka, którego data urodzenia musi być znana wyborcom, i że żyje sporo osób, które znały rodzeństwo Ikonowiczów jako dzieci. Piotr Ikonowicz powiedział mi, że "pod karą chłosty bądź innych tortur" nie może podawać żadnych informacji o wieku siostry. Gdy mi to mówił, minę miał tak poważną, jak gdyby wyobrażał sobie, że jest tym torturom poddawany.

Magda - co podkreślają jej znajomi - potrafi podnosić się z trudnych życiowych sytuacji. Gdy umarł jej pierwszy mąż, Volfhart Mueller, hiszpański korespondent niemieckiego "Spiegla", skutecznie próbowała utrzymać się na powierzchni.

- Wytrzymałam w Hiszpanii jeszcze rok po śmierci męża. Finansowo i zawodowo powodziło mi się bardzo dobrze. Zaczęłam gotować dla króla Hiszpanii, organizować przyjęcia dla dwustu, trzystu osób. Miałam tylko kierowcę, bo nie prowadzę samochodu, i gosposię. A kuchnia miała czterdzieści metrów. Przyjechałam do Polski na wakacje i stwierdziłam, że dopiero tu jest pole do popisu. W samym Madrycie jest chyba sto tysięcy restauracji. A w Polsce dziesięć lat temu nie było nic - wspomina dzisiaj.

Gdy w połowie lat siedemdziesiątych wyjechała z rodzicami do Madrytu, miała za sobą nieudany start na warszawską ASP. W Madrycie do Akademii zdała za pierwszym podejściem, mimo olbrzymiej konkurencji. Jak wspomina ojciec, już na pierwszym roku sprzedawała gliniane rzeźby, by zarobić trochę pieniędzy, a pod koniec studiów większość prac, które prezentowała na wystawach, znajdowała nabywców.

Żywot malarki w Madrycie musiał jednak nie być usłany różami, bo jeszcze podczas małżeństwa z Volfhartem Muellerem zaczęła zawodowo zajmować się organizacją przyjęć. Zapewne wiedziała, co jest jej silną stroną, bo powtarzała później wielokrotnie w licznych wywiadach, że zajmuje się malowaniem na talerzu.

O tym, że ma plastyczne zdolności, świadczą dobitnie wystroje wnętrz w restauracjach i "malarskość stołów", które przygotowuje. W rodzinie Ikonowiczów takie zdolności miał stryj ojca - Mirosław, dość znany malarz.

Magda ma dwie restauracje - "Fukiera" i "Tsarinę" - oraz sklep z artykułami wnętrzarskimi, także cukiernię przy ulicy Mokotowskiej w Warszawie.

Magda Gessler: "Lubię realizować pewne iluzje, bajki. ÇTsarinaČ (rosyjska restauracja na warszawskim Starym Mieście) jest taką bajką o Rosji, której nigdy nie było i nie będzie. Moje podejście do przedsięwzięć jest mało biznesowe, podchodzę do nich jak do kolejnego obrazu, który trzeba zrealizować.

Ktoś, kto wchodzi do restauracji, powinien mieć poczucie, że nie jest oszukiwany. Jedzenie musi być dopasowane do klasy wnętrza, nie może być tak, że w środku jest pięknie, a dostaje się bardzo złe jedzenie.

Bardzo ważny jest sposób, w jaki się przyjmuje gości. Staram się, by wszyscy czuli, że jestem wszechobecna. Muszę być widziana wieczorem w swoich restauracjach, a rano muszę być w kuchni. Kontroluję każdy sos, każdą rzecz, którą kucharze tworzą. Można ich przeszkolić? To jest w Polsce niemożliwe. Bardzo trudno jest utrzymać stałą jakość. Bo ludzie robią ten sam żurek od ośmiu czy dziewięciu lat, a któregoś dnia zdarzy się, że jest po prostu niejadalny. Jeśli mnie nie ma, to następnego dnia też jest niejadalny".

Siostra Piotra Ikonowicza przekonuje, że nie jest business woman, ale artystką. Zdaje się to być bardzo prawdopodobne, ponieważ w szkole, jak powiedziały mi jej koleżanki, miała kłopoty z arytmetyką. Poważną trudność sprawiały jej nawet cztery podstawowe działania. Pytanie więc, kto odpowiada za rachunkową stronę interesów? Najprawdopodobniej mąż, Piotr Gessler, który razem z bratem Adamem rozpoczął działalność restauratorską, zanim Magda wróciła do Polski. Teraz brat Adam pracuje na własny rachunek, podobnie jak pierwsza żona Piotra, Marta Gessler (właścicielka m.in. Quchni Artystycznej i autorka kulinarnych przepisów w "Wysokich Obcasach").

Magda Gessler: "Może pani w to nie uwierzy, ale żyję jedzeniem. Nie mogę dużo jeść, bo tyję, więc nie jem. Ale marzę o smakach cały dzień. Rano marzę o obiedzie, w porze obiadu o kolacji, której nie jem, bo nie mogę. Marzę więc o śniadaniu, białym serze, wspaniałej bułce. Kompozytorzy myślą o muzyce, w ten sposób ją piszą, tworzą. A ja myślę o smakach. O kolorach, o formie podania potraw, rozważam, co by było, gdyby położyć taki kwiatek, zmienić sos".

Dodaje jednak jak typowa business woman: "Miałam to szczęście, że się zaprzyjaźniłam z Hanią Suchocką, która przyprowadzała mi swoich bardzo ważnych gości, królów, królowe". W jej restauracjach bywa finansowa elita i politycy z pierwszych stron gazet. Magda Gessler organizuje przyjęcia m.in. dla Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich.

Rodzina Gesslerów, Magda i jej mąż Piotr oraz dzieci - siedemnastoletni syn Tadeusz z pierwszego małżeństwa (z Volfhartem Muellerem) i dziesięcioletnia Laura - mieszkają w domu pod Warszawą. Mimo że ma on powierzchnię "tylko" trzystu pięćdziesięciu metrów kwadratowych, w środku wygląda niemal jak bajkowy pałac. Jest urządzony ze smakiem właściwym artystycznym duszom.

Magda Gessler: "To obrastanie w rzeczy materialne wcale szczęściu nie sprzyja. Bardzo często jest tak, że człowiek się przeprowadza z ukochaną osobą do nowego domu i wtedy szczęście znika. Nikt nie wie, dlaczego. Człowiek dąży do czegoś, osiąga swój cel i nie bardzo wtedy wie, co z tym zrobić. Bo nie można opierać swojego szczęścia na celach materialnych. Mogłabym mieszkać na trzydziestu metrach kwadratowych i też byłoby mi dobrze. Byle na wsi".

Sama przyznaje jednak, że jest hedonistką. I za socjalistkę żadną miarą nie chce uchodzić. "Gdy jeszcze w Hiszpanii za czasów Franco proponowano mi wstąpienie do partii komunistycznej, mówiłam, że jestem czerwoną burżujką. I tak się czułam. Mogę powiedzieć, że było tak dlatego, iż mój ojciec był znakomitym dziennikarzem. Wiem też, że kobieta powinna pracować. Jeśli nie będzie pracować, to skazuje się na mężczyznę, a to nie jest dobry pomysł na życie".

Piotr

Brat Magdy Gessler, jak na socjalistę przystało, mieszka na czterdziestu siedmiu metrach kwadratowych, w bloku przy ulicy Czerniakowskiej w Warszawie. Z żoną Zuzanną Dąbrowską, dziennikarką "Trybuny". I z dwójką dzieci. Syn Karol ma kilka tygodni. Z metrażu swojego mieszkania nie jest zadowolony. Podkreśla, że poselska pensja, wbrew temu, co się na ten temat mówi, nie stwarza nadziei na rychłe zwiększenie metrażu.

Piotr Ikonowicz: "Że mówią o mnie młody zdolny, mimo iż jestem już po czterdziestce? (Ma czterdzieści trzy lata). Będę młody, nawet jak będę miał sześćdziesiąt lat. Młody duchem, czyli niedojrzały? Nie zgadzam się. Tyle w człowieku jest dziecka, ile ma zdolności dziwienia się. Inaczej staje się zgorzkniały i ma poczucie bezsilności. Świat jest taki, jaki jest, trzeba się przystosować.

Jeśli ktoś mówi, że nie ma zgody na irracjonalny kapitalizm, to nazywany jest idiotą. Tak określił mnie niedawno podczas publicznej dyskusji Janusz Lewandowski, były minister przekształceń własnościowych".

Jest posłem, który wszedł do Sejmu z list SLD. Po raz drugi. Pierwszy raz zdecydował się na ten krok w 1993 roku. I po raz drugi podczas trwania kadencji wystąpił z Klubu SLD.

W latach osiemdziesiątych znany był jako główny "zadymiarz". Uczestniczył w wielu demonstracjach stanu wojennego.

Ale wcześniej, w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, uczył się samodzielnego życia.

Nie pojechał z rodzicami do Hiszpanii. Był w ostatniej klasie liceum. Potem studiował na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. "Rodzice wywarli na mnie presję ekonomiczną, musiałem zarobić na siebie. Zaczynałem od łopaty, z czasem miałem lepsze zajęcia, byłem m.in. pilotem wycieczek zagranicznych. (Piotr Ikonowicz zna pięć języków).

Dlaczego nie pojechał? Relacja siostry: "Zakochał się w swojej przyszłej żonie. Mieszkał z naszą babcią, a wkrótce także ze swoją pierwszą żoną, uroczą panią".

Prowadził wtedy bujny żywot studencki. Gdy miał dużo pieniędzy, szybko je wydawał w towarzystwie. Lubił "balangować".

- Lewicowe poglądy miał już w czasach studenckich, czyli w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Uważał wtedy opowieści o Katyniu za produkt antykomunistycznej propagandy, a stalinizm za wypaczenie systemu. - wspomina Henryk Kozłowski, kolega z grupy studenckiej.

Ale zawsze stawał po stronie biednych i ciemiężonych, także w czasie stanu wojennego. A w młodzieńczych dyskusjach uprawiał demagogię. Inteligentny i bardzo ambitny. Podobno w dzieciństwie zjadł szkolną cenzurkę - tak nie podobały mu się widniejące na niej oceny.

Piotr Ikonowicz lubi wygody i komfort życiowy. "Komfort non stop jest nudny. Docenia się zmianę, na przykład pobyt w luksusowym hotelu, jeśli się wcześniej spędziło czas pod namiotem" - to opinia samego zainteresowanego.

Ale gdy w stanie wojennym wybierał się na spotkanie z robotnikami - a takie dyskusje były zazwyczaj "zakrapiane" - chciał zabrać ze sobą butelkę "Johny Walkera" i paczkę cameli. Dopiero koledzy wytłumaczyli mu, że to po prostu nie wypada. Że rozsądniej jest przynieść pół litra czystej i na przykład radomskie.

Zawsze traktował politykę jako sposób na życie. Jakakolwiek praca na etacie nigdy go nie kusiła.

Starał się być tak zwaną duszą towarzystwa, numer jeden w dowolnej grupie. Towarzyszyła temu skłonność do koloryzowania. Opowiadał na przykład, że ubek podbił mu oko, a była to zwykła bójka w klubie studenckim. Lubi być pierwszy i znajdować się na świeczniku.

Na demonstracjach i zadymach czuł się niczym ryba w wodzie. Po 1989 roku konsekwentnie wiódł prym w manifestacjach pierwszomajowych. Zawsze miał jakąś spektakularną i demagogiczną niespodziankę. Ale równie aktywny był w stanie wojennym, gdy udział w demonstracjach groził nie tylko aresztowaniem, ale i utratą życia. Wykazywał się odwagą, a nawet brawurą. Czasami nieadekwatną do sytuacji desperacją.

W 1987 roku reaktywował razem z Janem Józefem Lipskim Polską Partię Socjalistyczną.

Jak został socjalistą?

Jak sam mówi, podczas poznawania świata. Jeździł autostopem po Europie. Wykorzystywał rodzinny paszport. Był w Portugalii w czasie rewolucji goździków, w dwa tygodnie po przewrocie: "Chyba właśnie w Lizbonie zostałem socjalistą. Oni zapisali w konstytucji, że zrobią socjalizm, ale to nie jest takie proste. W Polsce brakowało mi demokracji, na Kubie też nie było demokracji, ale był zbiorowy entuzjazm. Okres Gierka był dla mnie koszmarem. W latach siedemdziesiątych tkwiła we mnie chęć, by coś się wreszcie zmieniło".

I gdy przyszedł Sierpień '80 zaczął działać w Regionie Mazowsze. Współredagował Serwis Informacyjny Mazowsza. Później redagował podziemnego "Robotnika". Uważa, że nie było to prawdziwe dziennikarstwo. Byle się ukazało - to było istotne. Kontestował porozumienia Okrągłego Stołu, wiódł o to spór z Janem Józefem Lipskim. Nie przeszkodziło mu to w 1993 roku zawrzeć wyborcze porozumienie z SLD. Dzięki temu trzech działaczy PPS, w tym sam Ikonowicz, znalazło się w Sejmie.

Uważa, że kompromis z SLD był niezbędny, by pozostać w polityce, a robienie polityki poza parlamentem to zajęcie dość jałowe.

W 1990 roku w wypowiedzi dla "Rzeczpospolitej" oceniał SLD, że to "dęta, nieautentyczna lewica, która blokuje miejsca w Sejmie. Nie widzimy możliwości współpracy z formacjami postpezetpeerowskimi". Kilka lat później powiedział: "Urbana kiedyś szczerze nienawidziłem, teraz się z nim przyjaźnię". Mimo tej przyjaźni liderzy SLD mają z Ikonowiczem kłopoty. Zapewne z trudem poddaje się jakiejkolwiek dyscyplinie. Ostatnio, będąc liderem PPS, nie wszedł do nowo stworzonej partii SLD.

Piotr Ikonowicz: "Że bywam agresywny? Mam dużo złości na nieprawość i nikczemność. Bardzo zresztą pracuję nad tym, by nie być odbieranym jako osoba agresywna. Czasami szybciej mówię, niż myślę".

Za swoje najlepsze wystąpienie sejmowe uważa głos w debacie konstytucyjnej (na początku 1997 roku). Wtedy starł się z gościnnie przemawiającym w Sejmie Marianem Krzaklewskim. Zarzucił mu, że "przyszedł z Panem Bogiem pod rękę". Najbardziej znany jest z kilkuminutowego milczenia na trybunie sejmowej. Chociaż niemal nikt nie pamięta, w jakiej sprawie milczał. (Było to przy okazji sejmowej debaty nad ratyfikacją konkordatu).

Brat Magdy Gessler jest bohaterem spektakularnych akcji. Po Okrągłym Stole wspiął się na gmach KC PZPR, na wysokość mniej więcej siódmego piętra, by zamocować tam transparent PPS. Przez kilkanaście minut transparent tkwił tam zamocowany. Gdy prezydent Lech Wałęsa w 1993 roku groził, że rozwiąże parlament, Piotr Ikonowicz podjechał przed Sejm żukiem załadowanym styropianem. Do gmachu udało mu się wnieść jeden kawałek, ale przekonywał dziennikarzy, że do "spania na styropianie" to mu wystarczy.

Ostatnim marzeniem Piotra Ikonowicza jest kierowanie gazetą, chciałby być redaktorem naczelnym.

Siostra i brat - interakcja

Magda Gessler: "Uważam, że Piotr jest bardzo konsekwentny w tym, co robi. Tak samo myśli moja mama. Dlaczego miałby tak nie myśleć mój brat. Oni są ze sobą bardzo zżyci, bardzo się kochają. I doskonale rozumieją. Ja ich nigdy nie rozumiałam. Brat jest totalnym hedonistą. Chyba ma złudzenie, że można być hedonistą-socjalistą. Ale to jest nieprawda. On bardzo lubi życie, i to życie dobrej jakości. Nie bardzo rozumiem, jak to wszystko ma się do siebie. Przypuszczam, że czuje się w obowiązku pomagać ludziom, którymi nikt się teraz nie opiekuje. Ale to, co planuje, wydaje mi się utopijne. Jak można pomóc bez pieniędzy? Dlaczego nie próbuje przełożyć tego na coś praktyczniejszego. Uważam, że polityk powinien robić politykę, a nie ideologię. Będąc politykiem, nie można być do końca idealistą, to bzdura. Polityk idzie na kompromisy, by dojść do władzy. Brat więcej by zrobił, gdyby był w innej partii. Sądzę, że dużo bliższa jest mu chyba Unia Wolności, ta jej lewicowa część, niż SLD. Chociaż bardzo gwałtownie temu zaprzecza".

Piotr Ikonowicz: "Siostra jest osobą o silnej osobowości. Odkąd pamiętam, zawsze najbardziej lubiła dwie rzeczy: malowanie i gotowanie. Potrafiła to, co zaobserwowała z kultury materialnej Hiszpanii, przenieść na polski grunt. Wie, jak to ma być. W jej karierze finansowej widać wiele uporczywej pracy. Jako socjaliście trudno mi jest coś jej zarzucić. Półżartem mówiłem, że trzeba u niej założyć związki zawodowe, ale widzę, iż nie ma takiej potrzeby. Wolałem swoją siostrę, gdy malowała obrazy.

Nie zdarza się, byśmy rozmawiali o jej działalności gospodarczej ani mojej politycznej. Byłoby to dla nas nawzajem nudne. Widujemy się rzadko".

Nieco inaczej rodzinno-polityczne dyskusje przedstawia Magda Gessler: "Zdrowiej jest nie rozmawiać o tym. Jednak gdy jesteśmy razem na wigilii, często się zdarza, że rozmawiamy. Ale bez krzyków i awantur. Brat jest wobec mnie bardzo tolerancyjny, ale chyba jestem jedyną osobą, w stosunku do której jest tolerancyjny".

Siostra Piotra Ikonowicza nie zgadza się też ze stwierdzeniem brata, że nie interesuje jej polityka. "Jeżeli prowadzi się restaurację, to jak może człowieka nie interesować polityka. Musi wiedzieć, co dzieje się w kraju. Świat polityki jest zresztą bardzo fascynujący, choć niezbyt ładny.

Cenię prawicę - choć niekoniecznie AWS - która dobrze rządzi, w której są ludzie zamożni od urodzenia".

Gdyby Piotr i Magda zamienili się rolami, które odgrywają w życiu publiczno-zawodowym?

- Nie jestem pewien, czy byłaby dobrym politykiem. Jest dobra w promocji, a to w polityce bardzo ważne, ale jest też skoncentrowana na własnych przeżyciach - tak ocenia polityczne predyspozycje siostry brat.

Opinia Magdy Gessler: "Może Piotr miałby restaurację podobną do ÇChłopskiego JadłaČ w Krakowie (bardzo lubię tę restaurację). Na pewno przychodziłoby do niego wiele osób, by dyskutować o różnych sprawach. Musiałby jednak wynająć kucharkę. Ale nie wiem, czy to by się udało. Bo wydaje mi się, że Piotr nie bardzo by potrafił rządzić pieniędzmi. Zapraszałby wszystkich, rozdawałby wszystko - restauracja by splajtowała".

W przeciwieństwie do brata Magda Gessler byłaby gotowa zamienić się rolami: "Wiem, co bym robiła: byłabym ministrem turystyki. Polska nie ma pieniędzy i nie potrafi ich zrobić. A bardzo łatwo zrobić z Polski kraj, który będzie na turystyce zarabiał, tak jak Szwajcaria. Mam na to swój plan. Myślę, że wcześniej czy później go zrealizuję".


