Broń

Pistolety i karabiny dla Jugosławii, Somalii i międzynarodowych gangów

Szmugiel z Polski

Sześć osób zamieszanych w nielegalny handel bronią w latach 1992 - 1996 stanie przed sądem - poinformowano w środę, 5 stycznia, na wspólnej konferencji prasowej delegatury UOP w Gdańsku, tamtejszej Prokuratury Okręgowej i estońskich służb specjalnych. Jedna z polskich firm współpracowała m.in. ze znanym międzynarodowym handlarzem bronią Monzerem Al Kassarem, podejrzewanym też o terroryzm.

O popełnienie 211 przestępstw oskarżono byłych dyrektorów warszawskiej spółki Cenrex, Jerzego D. i Marka C., jego zastępcę Janusza G., pracownika tej firmy Zbigniewa L., Edmunda O. - jedynego wspólnika spółki Steo z Warszawy, oraz majora Krzysztofa D. - krewnego Jerzego D.

- Broń i amunicję z Polski przemycano przez port w Gdyni na Łotwę i do Estonii dla międzynarodowych organizacji przestępczych oraz do byłej Jugosławii i Somalii, czyli w rejony światowych konfliktów objętych międzynarodowym embargiem - poinformowali prokurator Mariusz Marciniak i kapitan Stanisław Kamiński.

Wykorzystując legalnie działające spółki prawa handlowego Polski, Łotwy i Estonii, nielegalnie wywieziono 24,6 tys. sztuk pistoletów TT, 8 tys. pepesz, 401 kałasznikowów, 660 granatników, sto rewolwerów "Taurus", karabinki strzelca wyborowego, tysiąc granatów, 9 tys. pocisków moździeżowych, ponad 36 mln sztuk amunicji karabinowej i pistoletowej. Łączna wartość według faktur wywozowych wyniosła ponad 4,5 mln dolarów.

Wpadli Estończycy

Na ślad dużej międzynarodowej, jak się później okazało, afery wpadła w 1996 roku Policja Bezpieczeństwa Estonii. Wtedy na łotewsko-estońskiej granicy znaleziono w 1,6 tys. ukrytych w makaronie, a pochodzących z Polski, pistoletów TT. - O przemycie powiadomiono polskich kolegów - powiedział komisarz Haines Kont, przedstawiciel estońskich służb specjalnych. - Dopiero po żmudnym porównaniu wielu dokumentów polskich, łotewskich i estońskich okazało się, że wszystkie transporty są nielegalne - dodali Kamiński i Marciniak.

Głównym organizatorem przedsięwzięcia i koordynatorem działań był oddelegowany do pracy poza wojskiem podpułkownik Jerzy D. Do pracy w Cenreksie przeszedł z ówczesnego Centralnego Zarządu Inżynierii Ministerstwa Współpracy Gospodarczej z Zagranicą. Wcześniej, w latach osiemdziesiątych, był w Libii attache handlowym.

Pod koniec lat osiemdziesiątych Jerzy D. poznał międzynarodowego pośrednika w handlu bronią Meznera Gauliona vel Monzera Al Kassar, wstępującego jako przedstawiciel ministerstw obrony Jemenu i Algierii.

Znajomość zaowocowała w 1992 roku kontraktami. Pierwszy transport miał być przeznaczony dla Jemenu. Al Kassar przedstawił dokumenty wystawione przez Ludowo-Demokratyczną Republikę Jemenu, która wówczas już od dwóch lat nie istniała, i podpisał umowę. Statek z bronią zamiast w Jemenie skończył rejs w jednym z państw byłej Jugosławii.

Przez Łotwę

Po powodzeniu tej operacji Gaulion vel Al Kassar chciał rozszerzyć współpracę z Cenreksem. Do kontraktu nie doszło. Kiedy Cenrex złożył w MWGZ wniosek o pozwolenie wywozu broni i amunicji, wątpliwości urzędników wzbudziły załączone dokumenty nieistniejącego państwa. Tymczasem w gdyńskim porcie już leżała zakupiona w MON i MSW broń, a statek czekał na załadunek. Na konta Cenreksu w Luksemburgu wpłynęły pieniądze od Al Kassara. Czas upływał.

Jerzy D. wykorzystał znajomość z pułkownikiem Janisem D., wysokim ragą urzędnikiem łotewskiego MON. Uzgodnili, że zawrą fikcyjny kontrakt na dostawę broni z Polski dla Łotwy. Powstała podwójna dokumentacja, umożliwiająca dostarczenie przesyłki na miejsce wskazane przez jej rzeczywistego odbiorcę.

Z Gdyni do Łotwy statkiem popłynął pracownik Cenreksu. Dostarczył Janisowi D. papiery umożliwiające wysyłkę broni z Łotwy do Jemenu. Statek zaraz wypłynął z łotewskiego portu. Zgodnie z dokumentami - do Jemenu. W rzeczywistości transport został przeładowany przy brzegach Somalii na inny frachtowiec.

Wykorzystując kontakt łotewski, Cenrex sam dostarcza broń i amunicję do objętej embargiem Chorwacji. Jerzy D. nie mógł już korzystać z pomocy Gauliona vel Al Kassara, ponieważ ten został aresztowany w Hiszpanii pod zarzutem przemytu, usiłowania morderstwa, porwania i za inne przestępstwa, które popełnił jako członek organizacji terrorystycznych. Nazwisko Kassar przewijało się na przykład w śledztwie prowadzonym w sprawie porwania w październiku 1985 roku statku wycieczkowego "Achille Lauro".

Nowy dyrektor, stary szmugiel

W 1993 roku z powodu wykrytych nieprawidłowości Jerzy D. przestał być dyrektorem Cenreksu. Jego następcą został Marek C., którego zastępcą został Janusz G.

Cenrex prowadzi początkowo legalne interesy z estońską spółką Arguste, sprzedając jej pistolety TT.

Później Estończycy postanowili importowaną z Polski broń nielegalnie wywozić na chłonny rynek rosyjski. Transporty płynęły na niewielkich frachtowcach eksploatowanych w bankrutujących sowchozach rybackich. Broń miała być rozładowywana na pełnym morzu lub w małych portach rybackich na estońskich wysepkach. W nocy wywożono ją z portów.

Arguste stracił licencję na obrót bronią, więc Marek C. i Janusz G. odnawiają kontakty z Łotyszem Janisem G. Nie pracuje on już w tamtejszym MON, ale w firmie handlującej bronią. Broń przewożona jest niby na Łotwę, ale naprawdę do Estonii.

Niezależnie broń i amunicję dla grup przestępczych w Estonii, wykorzystując łotewski Arnex, dostarczała warszawska spółka Steo, w której pracę, jako konsultant handlu bronią, podjął Jerzy D., wcześniej zwolniony z Cenreksu.

W Gdyni ładowano na przykład kontenery z cukrem czy cebulą przeznaczone dla nieistniejących spółek i jeden kontener z bronią przeznaczony dla Łotyszy. Na morzu pod kontrolą konwojentów estońskich broń przeładowywano do kontenera z żywnością.

Zarabiali wszyscy

Problem pojawił się, gdy jeden z kapitanów statku nie zgodził się na nielegalny przeładunek pistoletów na inny statek i broń trzeba było złożyć na składzie celnym w Rydze. W lipcu 1996 roku zalegająca od prawie dwóch lat broń powróciła do Polski. Z Gdyni wysłano ją ponownie. Tym razem z makaronem. Całość rozładowano w Rydze. Później nastąpiła wpadka na granicy łotewsko-estońskiej.

Pistolety TT trafiły na międzynarodowy czarny rynek bronią. Odnajduje się je w Rosji, Niemczech, Japonii. Także w Polsce.

Zdaniem UOP i prokuratury mimo wysokich kosztów dodatkowych (30 tys. dolarów łapówki dla Marka C. i Janusza G. za każdą dostawę) oraz konieczności opłacenia transportu, import broni był dla Estończyków opłacalny, gdyż zakupione w Cenreksie pistolety po 48 dolarów za sztukę w Rosji i Estonii sprzedawano po 190, a nawet po 250 dolarów. Również dla Cereksu sprzedaż broni była opłacalna. Kupował ją z rezerw polskiego wojska, płacąc po 25 dolarów za sztukę.

Kulawe prawo

W Estonii w tej sprawie na kary od ośmiu do dziesięciu lat skazano szesnaście osób. Na Łotwie sprawa ciągnie się. Zamieszane są w nią osoby z byłego kierownictwa tamtejszego MON oraz były komendant główny łotewskiej policji.

W Polsce wspomnianych sześć osób nie można było oskarżyć o przemyt broni, bo - jak wyjaśnił prokurator Marciniak - "w momencie popełnienia przestępstwa polskie prawo nie przewidywało penalizacji postępowania, jakie wystąpiło w sprawie Cenreksu i Steo".

Oskarżeni będą odpowiadać zatem m.in. za fałszowanie dokumentów i przyjmowanie łapówek, za co grozi kara od trzech do dwunastu lat pozbawienia wolności.

Piotr Adamowicz


