KASZMIR

Miejscowi muzułmanie zmienili się wraz z całym islamem - dziś wierzą, że mogą pokonać Indie

Strzelasz do nich, a oni idą

Indie podziękowały Talibom, że zajęli zdecydowane stanowisko wobec porywaczy i - między innymi dzięki demonstracji siły (zdjęcie) - pomogli w uwolnieniu zakładników

(C) REUTERS

KRZYSZTOF DĘBNICKI

Zakończony w sylwestra dramat pasażerów samolotu Indyjskich Linii Lotniczych po raz kolejny pokazał, jak poważnym problemem jest sprawa kaszmirska.

Porywacze, którzy najprawdopodobniej należeli do jednej z kaszmirskich organizacji separatystycznych, wsiedli na pokład w Nepalu, porwania dokonali w indyjskiej przestrzeni powietrznej. Samolot lądował w Indiach, Pakistanie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i Afganistanie - wszystkie te kraje, chociaż w różny sposób, są zaangażowane w problem kaszmirski. Pakistan i Indie ścierają się bezpośrednio. Afganistan jest sojusznikiem Pakistanu. Natomiast Nepal i Dubaj to miejsca, w których swoje sekretne gry prowadzą wywiady obydwu wrogich sobie państw.

Zdecydował radża

Kiedy Brytyjczycy opuszczali Indie w 1947 roku, jedną z najpoważniejszych kwestii było, w jaki sposób postąpić z pięciuset księstwami, które pod ich panowaniem cieszyły się statusem ograniczonej suwerenności. Ostatecznie uznano, że o przyłączeniu księstwa do Indii lub do Pakistanu zdecyduje władca. Było oczywiste, że władcy wyznający islam połączą się z Pakistanem, wyznający hinduizm z Indiami. Problem pojawił się, kiedy radża był muzułmaninem, a większość jego poddanych hindusami lub odwrotnie, a na dodatek księstwo znajdowało się na granicy obydwu krajów.

Tak właśnie było w przypadku Kaszmiru. Radża Hari Singh, który był hindusem, zdecydował przyłączyć stan do Indii. Muzułmańska większość mieszkańców nie była z tego zadowolona. Gdyby w 1948 roku zapytano ich, co wybierają, to najprawdopodobniej opowiedzieliby się za niepodległością albo przyłączeniem do Pakistanu. Niestety, ani Indie, ani Pakistan nie zdecydowały się na przeprowadzenie referendum. Zamiast tego wybrano rozwiązanie siłowe. Wojna, rozpoczęta w 1948 roku przez Pakistan, doprowadziła do podziału Kaszmiru. Większa część przypadła Indiom, mniejszą zabrał Pakistan. Od tego czasu granica indyjsko-pakistańska w tej części subkontynentu nie jest granicą, ale linią zawieszenia broni, która coraz częściej staje się linią frontu.

Człowiek z karabinem

Od dziesięciu lat w Kaszmirze toczy się brutalna wojna domowa między muzułmańskimi powstańcami i indyjskimi siłami bezpieczeństwa. Obydwie strony nie przebierają w środkach. Mudżahedini podkładają bomby, od których często giną niewinni cywile, nierzadko poza obszarem Kaszmiru, a nawet w Delhi. Władze indyjskie stosują tortury wobec podejrzanych o sprzyjanie separatystom. Wojska indyjskie były wielokrotnie oskarżane o grupowe gwałcenie Kaszmirek i zabijanie Kaszmirczyków. Według różnych źródeł konflikt pociągnął za sobą od 25 do 65 tysięcy ofiar, w większości cywilów.

Życie w Śrinagarze, stolicy stanu, to dnie pełne napięcia i noce z godziną policyjną. Można zginąć podczas wybuchu bomby podłożonej na targu warzywnym, tak jak osiemnaście osób kilka dni temu. Można mieć znajomego sympatyzującego z separatystami, co wystarczy, żeby trafić do "ośrodka przesłuchań" sił bezpieczeństwa, gdzie torturuje się podejrzanych. Można zostać zastrzelonym przez terrorystów, ponieważ sympatyzuje się z władzami albo ma się krewnego w policji lub wojsku. Albo dlatego tylko, że wyznaje się hinduizm, nie islam. Można po prostu zniknąć, jak pięciu zachodnich turystów, porwanych kilka lat temu przez którąś z organizacji podziemnych. Ślad po nich zaginął. Tylko jednego Szweda znaleziono w lesie zastrzelonego, z obciętą głową, którą trzymał w rękach.

Spytałem kiedyś Shabira Shaha, najbardziej znanego kaszmirskiego opozycjonistę, człowieka, który ponad dwadzieścia lat spędził w indyjskich więzieniach, kto naprawdę rządzi w Kaszmirze: Delhi, lokalne władze kaszmirskie, wojsko czy siły bezpieczeństwa? Odpowiedział: "człowiek z karabinem na rogu ulicy". To może być policjant, wojskowy albo terrorysta.

Islam triumfujący

Oficer indyjskiej policji, który wiele lat służył w Kaszmirze, opowiadał: "Kaszmirczycy zmienili się. W latach 70., kiedy w Śrinagarze dochodziło do demonstracji, wystarczyło raz wystrzelić z rewolweru w powietrze, żeby jej uczestnicy się rozbiegli. Teraz jest inaczej. Strzelasz w powietrze, a oni idą dalej, strzelasz do nich, a oni idą. Więc co mamy robić?"

Kaszmirczycy zmienili się wraz z całym islamem. Dwa wydarzenia, do jakich doszło w krajach leżących w pobliżu Kaszmiru - usunięcie szacha Iranu i pokonanie wojsk sowieckich w Afganistanie - wpłynęły na ich postępowanie. Ucieczkę szacha przyjęli jako klęskę Stanów Zjednoczonych, wielomiesięczne więzienie amerykańskich zakładników w Teheranie - jako upokorzenie Ameryki. Natomiast klęska ZSRR w Afganistanie była potwierdzeniem, że zwycięstwo nad wrogiem jest możliwe, nawet jeśli jest to wróg potężny. Jeżeli Irańczykom udało się pokonać taką potęgę jak Ameryka, a Afgańczykom taką jak Związek Sowiecki, to czy my nie pokonamy Indii? - słyszałem w Śrinagarze. Niemały wpływ na myślenie Kaszmirczyków wywarły też rozpad ZSRR, rozwiązanie Układu Warszawskiego i emancypacja krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Jeżeli udało się w Europie, to dlaczego u nas miałoby być inaczej? - mówili.

W latach 80. organizacje fundamentalistyczne prowadziły w Kaszmirze ożywioną działalność edukacyjną. Wędrowni mułłowie kształcili młodzież w meczetach i na tajnych kompletach. Krążyły kasety z nagraniami wzywającymi do wojny z niewiernymi Hindusami i przyłączenia Kaszmiru do Pakistanu. W duchu tych postulatów wyrosło całe pokolenie.

Władze indyjskie oskarżają Pakistan o to, że przyczyniły się do powstania ruchów dysydenckich, z których później rozwinęła się kaszmirska partyzantka. Udział Pakistanu w tym konflikcie jest oczywisty, ale można wątpić, czy komukolwiek udało się przez dziesięć lat utrzymywać zakrojone na szeroką skalę działania powstańcze bez poparcia miejscowej ludności. To poparcie wynikało z wielu czynników - korupcji rządzących, matactw wyborczych, trudności ekonomicznych. Ale najważniejsze było chyba rosnące poczucie własnej, islamskiej tożsamości, podobnie jak w Egipcie, Algierii, Sudanie czy Afganistanie. Kaszmir to jedynie część większego islamskiego problemu.

Sąsiad mojego sąsiada

Po 1947 roku konflikt indyjsko-pakistański określał w dużym stopniu system sojuszy w Azji Południowej. Zgodnie z zasadą, że "sąsiad mojego sąsiada jest moim sojusznikiem", Indie utrzymywały przyjazne stosunki z Afganistanem, z którym Pakistan graniczy od zachodu. Afganistan wysuwał roszczenia wobec Pakistanu, dotyczące obszarów zamieszkanych przez plemiona Pasztunów, stanowiących większość ludności Afganistanu. Jednocześnie Indie sprzymierzyły się z ZSRR, a ten sojusz, skierowany przeciwko Pakistanowi - sojusznikowi Stanów Zjednoczonych - wymierzony był również w Chiny. Indie stały się więc przyjacielem ZSRR oraz Afganistanu, Pakistan zaś - Ameryki i Chin.

W tej południowoazjatyckiej realpolitik wszystko zmieniła wojna w Afganistanie. Zachodnią i arabską pomoc dla mudżahedinów walczących przeciwko wojskom sowieckim dostarczano przez Pakistan. To wywiad pakistański w dużym stopniu decydował o tym, która organizacja afgańska otrzyma jakie zaopatrzenie. Kilka milionów afgańskich uchodźców znalazło w Pakistanie bezpieczne schronienie. 

Wpływ Islamabadu na rozwój sytuacji w Afganistanie był trudny do przecenienia. Jednocześnie zmieniały się stosunki między Pakistanem, Afganistanem i Indiami. Delhi popierało komunistyczne władze kabulskie i wspierające je wojska sowieckie, z którymi walczył cały naród afgański, chociaż podzielony na różne organizacje i frakcje. Afganistan i Indie zaczęły się od siebie oddalać zarówno politycznie, jak i emocjonalnie. Postępowało natomiast zbliżenie Islamabadu i Kabulu. Z krajów niezbyt sobie przyjaznych przekształciły się w sojuszników.

Negocjacje z Talibami

Zwycięstwo ugrupowania Talibów w wojnie domowej w Afganistanie było możliwe dzięki poparciu Pakistanu. Dlatego Islamabad ma w Afganistanie sojusznika, z którym łączą go ścisłe więzy wspólnej walki oraz religijnej tożsamości. Indie natomiast uznają za władze w Kabulu nie Talibów, lecz rząd byłego prezydenta Rabbaniego, związany z Sojuszem Północnym. Problem w tym, że Talibowie kontrolują dziś osiemdziesiąt pięć procent terytorium kraju, a Sojusz Północny - piętnaście. To Talibowie zatem sprawują realną władzę nad krajem.

Kiedy samolot Indyjskich Linii Lotniczych wylądował w Kandaharze, Indie stanęły przed koniecznością negocjowania z ludźmi, których nie uważają za pełnoprawnych reprezentantów ludności Afganistanu. Z punktu widzenia porwanych pasażerów Kandahar był jednak prawdopodobnie najlepszym miejscem, bo jeśli ktoś mógł mieć wpływ na zachowanie porywaczy - domagali się oni wypuszczenia z indyjskich więzień bojowników walczących o wyzwolenie Kaszmiru spod władzy indyjskiej - to byli to właśnie Talibowie. 

Zresztą negocjacje prowadzone w końcówce osobiście przez Jaswanta Singha, ministra spraw zagranicznych Indii, przebiegały nadspodziewanie dobrze. Strona indyjska z uznaniem wyrażała się o postawie Talibów i pomocy, jakiej udzielili przy uwalnianiu zakładników. Być może to dramatyczne wydarzenie przyczyni się do nawiązania bliższych kontaktów między rządem indyjskim i Talibami. Byłby to jedyny pozytywny skutek porwania samolotu Indian Airlines, lot IC-814.

Indie oskarżają Pakistan

Indyjskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało wczoraj o zatrzymaniu czterech członków separatystycznej organizacji kaszmirskiej, podejrzanych o przygotowanie porwania samolotu Airbus-300, który przez kilka dni był przetrzymywany na lotnisku w afgańskim Kandaharze. Aresztowani to dwaj Pakistańczycy oraz Hindus i Nepalczyk.

Rząd indyjski od początku uprowadzenia samolotu ze 160 osobami na pokładzie w Wigilię Bożego Narodzenia oskarżał Pakistan o współudział w tym akcie. W Delhi ocenia się, że aresztowanie ma przełomowe znaczenie dla wyjaśnienia okoliczności porwania. Indyjski minister spraw wewnętrznych Lal Krishna Advani twierdzi, że aresztowania dokonano pięć - sześć dni po porwaniu. Według niego z przesłuchań zatrzymanych wynika, że plan uprowadzenia samolotu został przygotowany przez wywiad pakistański, a w wykonaniu zadania pomogła organizacja separatystów kaszmirskich. Aresztowani mieli fotografie porywaczy i na tej podstawie zidentyfikowano terrorystów. Według ministra porywaczami było pięciu Pakistańczyków: Ibrahim Achtar, Szahid Achtar Sajed, Sunni Ahmed Qazi, Mistri Zahoor Ibrahim i Shaqir. 

Jak podała AFP, przywódca organizacji Harkat ul-Ansar, szejk Mulana Masud Azhar, uwolniony razem z dwoma innymi separatystami z indyjskiego więzienia w zamian za 160 zakładników, przemawiał w środę w centrum Kaszmiru. Szejk Azhar, nie pokazując się zgromadzonym, przez trzydzieści minut mówił o konieczności walki o wyzwolenie Kaszmiru spod "indyjskiej okupacji". - Powiedzcie hindusom, tym, którzy prześladują muzułmanów, że mudżahedini (islamscy bojownicy w Kaszmirze - przyp. R.M.) są wysłannikami Allaha i niedługo zawieszą islamską flagę nad światem - mówił szejk Azhar.

R.M. AFP



