ROSJA

Władimir Putin już teraz zdobył olbrzymi kredyt zaufania wśród przeciętnych Rosjan. Są regiony, w których poparcie dla niego deklaruje ok. 80 proc. wyborców.

Program twardego liberała

Władimir Putin budzi nadzieję

FOT. (C) REUTERS

SŁAWOMIR POPOWSKI

W Rosji rozpoczęła się kampania prezydencka, ale nikt nie ma najmniejszych wątpliwości, że faworytem jest Władimir Putin, którego Rosjanie - o czym świadczą wszystkie sondaże i badania opinii publicznej - pokochali, zanim przejął obowiązki od ustępującego prezydenta. To jeszcze nie jest tak wielka miłość jak ta, którą dziesięć lat wcześniej obdarzyli Borysa Jelcyna, ale mechanizm kreowania nowego charyzmatycznego przywódcy został już uruchomiony. Z jedną tylko różnicą: Jelcyna Rosjanie pokochali za to, że miał odwagę przeciwstawić się wszechwładnym rządom KPZR i jej aparatu. Putin budzi zaś nadzieję, że po latach chaosu uda mu się zaprowadzić w kraju porządek i przywrócić Rosji jej dawną wielkość.

Nadzieja Rosjan

Władimir Putin już teraz zdobył olbrzymi kredyt zaufania wśród przeciętnych Rosjan. Są regiony, w których poparcie dla niego deklaruje ok. 80 proc. wyborców. I chociaż mało kto ma złudzenia co do tego, jakie były rzeczywiste powody błyskawicznego awansu Putina (kontrolowane przekazanie rządów człowiekowi, który zapewni trwałość stworzonego przez Jelcyna systemu politycznego i wpływów związanych z nim klanów), to przecież wiara wyborców jest najważniejsza. A większość z nich chce wierzyć, że Władimir Putin przyszedł tylko po to, aby uratować państwo, i - jak twierdzą jego zwolennicy - już dokonał rzeczy niemożliwej. W czasie największego kryzysu i upadku pokazał, że można się odbić od dna i ponownie skonsolidować naród, przywrócić mu wiarę w jego zdolności i wielkość. Bo przecież - dowodzą - dysponująca tak olbrzymimi zasobami i potencjałem intelektualnym Rosja jest skazana na bycie mocarstwem. Inaczej grozi jej rozpad i degradcja.

- Rosja znowu musi stać się potężnym państwem, szanowanym na całym świecie. Ale aby to się spełniło, należy powstrzymać proces rozpadu, a zacząć trzeba od przywrócenia porządku na Kaukazie oraz likwidacji siedliska zarazy w Czeczenii - powtarza Putin. I tego oczekują od niego wyborcy. On sam ze swoim zachowaniem, z retoryką, niekiedy żołnierską, jest - jak słusznie zauważył Bartłomiej Sienkiewicz z Ośrodka Studiów Wschodnich w Warszawie - dokładnie taki, jakim chcą go widzieć Rosjanie. I to może jest najgroźniejsze.

Putin reformator

U schyłku wieku w Moskwie podjęto dwie wielkie próby reformatorskie. Pierwszą realizował Michaił Gorbaczow, który przegrał, ponieważ uwierzył, że można zbudować nowoczesne państwo z efektywną gospodarką, nie burząc systemu komunistycznego. Drugą próbę, o wiele bardziej udaną, podjął Borys Jelcyn, który wprawdzie bez wahania pożegnał się z komunizmem, ale uruchomił procesy, nad jakimi nie był w stanie zapanować. Stworzony przez niego system polityczny opiera się na procedurach demokratycznych, lecz jednocześnie - jak to określiła Lilia Szewcowa z moskiewskiej Fundacji Carnegie - jest to swego rodzaju "monarchia elekcyjna", w której parlament ma niewiele do powiedzenia, a cała władza pozostaje w rękach prezydenta odpowiedzialnego przed Bogiem i historią. Prawie całkiem nieskuteczne okazały się natomiast jelcynowskie reformy rynkowe. W rezultacie narodziła się hybryda - do cna skorumpowany system kapitalizmu politycznego, w którym kryzys ekonomiczny i chaos gospodarczy mają charakter chroniczny.

Teraz Władimir Putin zapowiada trzecią próbę, która ma być naprawą obu poprzednich. Po raz pierwszy od czasów Gorbaczowa (przed ogłoszeniem swojej pieriestrojki zorganizował on wielką naradę nad postępem naukowo-technicznym, której rezultatem była bardzo krytyczna ocena stanu państwa radzieckiego i jego szans w wyścigu technologicznym z Zachodem) Putin powołał specjalne Centrum Studiów Strategicznych, które ma przygotować kompleksową strategię rozwoju Rosji do roku 2015. Jednocześnie kilka dni przed nowym rokiem, ale - jak wynika z relacji samego Putina - już po tym, jak dowiedział się o planowanej dymisji Borysa Jelcyna, opublikował w Internecie swój artykuł programowy "Rosja na przełomie tysiącleci".

Jedni dostrzegli w nim wyłącznie wolę kontynuowania reform liberalnych i demokratycznych, lekceważąc etatystyczne i mocarstwowe ambicje jego autora, podczas gdy inni - przeciwnie - skoncentrowali się na krytyce tych ostatnich. Pierwsi zwracali uwagę przede wszystkim na współpracę Putina z liberalnym demokratycznym merem Petersburga Anatolijem Sobczakiem, podczas gdy dla drugich najważniejszy był okres służby w KGB.

Liberalna w formie,  narodowa w treści

Główną ideę artykułu - szeroko już prezentowanego w "Rz" - można sprowadzić do próby połączenia dwóch przeciwstawnych koncepcji: liberalizmu z rządami twardej ręki, tak jak to rozumieją Rosjanie. Z jednej więc strony Putin stwierdza, że Rosja nie ma innej drogi jak demokratyczna, ale z drugiej domaga się ustanowienia silnej władzy państwowej, gdyż - jak dowodzi - w warunkach rosyjskich jedynie państwo może być gwarantem porządku oraz główną siłą przemian i tylko taka prawdziwie silna władza może uchronić kraj przed kolejnymi kataklizmami i rewolucjami.

To bardzo niebezpieczne założenie, zwłaszcza że jednocześnie opowiada się on za utrzymaniem w niezmienionej postaci obowiązującej konstytucji rosyjskiej. Konstytucja ta - potocznie nazywana "jelcynowską" - była ustawą zasadniczą pisaną przez Jelcyna i właśnie za to krytykowaną, że pisano ją wyłącznie "pod niego". Gwarantuje ona prezydentowi niemal nieograniczoną władzę autorytarną - o ile w wydaniu Jelcyna autorytaryzm miał charakter "miękki", patriarchalny, o tyle w przypadku następcy może być już bardzo różnie. O Jelcynie - pisał komentator "Izwiestii" Jewgienij Krutikow - było wiadomo, że w żadnym razie nie przekroczy cienkiej linii oddzielającej prezydencką formę rządów od autorytarnej, a co wiemy o Putinie?

W jego artykule programowym zwraca uwagę jeszcze jedna teza. Putin uznaje uniwersalne wartości demokracji i gospodarki rynkowej, ale równocześnie domaga się ich dostosowania do realiów rosyjskich. Nie byłoby to jeszcze niepokojące, gdyby nie zawarte w artykule wyjaśnienie, o jakie realia rosyjskie chodzi. A chodzi o system, którego fundamentem mają być takie zasady, jak: patriotyzm, mocarstwowość, etatyzm i nadrzędność kategorii państwa, a wreszcie solidaryzm społeczny, przeciwstawiany zachodniemu indywidualizmowi. Mówiąc krótko, chodzi o stworzenie systemu, który byłby liberalny i demokratyczny w formie, za to bardzo narodowy w treści.

Wszystko to razem to nic innego jak próba powrotu - w innej postaci - do starej koncepcji "trzeciej drogi", o której marzyli kiedyś rosyjscy komuniści zapatrzeni w model chiński. Z tym, że o ile w ich wydaniu fundamentem miała być silna władza partii, o tyle teraz mówi się wyłącznie o silnej władzy państwowej, którą - zgodnie z konstytucją - w najszerszym zakresie zagwarantowano prezydentowi.

W gospodarce  bez odpowiedzi

Wreszcie gospodarka. Trzeba przyznać, że Putin w wyjątkowo otwarty i krytyczny sposób przedstawia jej stan po 10 latach reform. Ale poza hasłami i jasno formułowanymi celami nie podaje żadnych recept, jak je osiągnąć. - Rosja - pisze - przy 8-procentowym tempie wzrostu może za 15 lat dogonić Hiszpanię i Portugalię, a przy 10-procentowym w tym samym czasie doścignie Francję i Wielką Brytanię. Tylko jak tego dokonać, a jednocześnie zachować poparcie generałów domagających się pieniędzy na armię i inwestowania w przemysł zbrojeniowy. Jak zdobyć nowe kredyty zagraniczne, skoro już na spłatę dotychczas zaciągniętych brakuje pieniędzy (tegoroczna rata wynosi 9 mld dolarów). Jednocześnie - zgodnie z oczekiwaniami wyborców - podkreśla się mocarstwowe ambicje Rosji i próbuje prowadzić politykę, w najlepszym razie, "zimnego pokoju" z Zachodem. Wreszcie, jak dokonać potrzebnej restrukturyzacji rosyjskiej gospodarki bez naruszenia żywotnych interesów i sfer wpływu potężnych monopolistów oraz grup finansowych, co może wywołać potężny opór tych ostatnich. Putin obiecuje, że będzie "regulować działalność monopoli", ale co to znaczy w praktyce, np. w odniesieniu do "Gazpromu" albo baronów naftowych? - Na razie na te pytania brak jakiejkolwiek odpowiedzi.

Cztery scenariusze

Rosyjscy komentatorzy przewidują teraz różne scenariusze rozwoju sytuacji w Rosji w razie zwycięstwa wyborczego Putina, które - jak pisał w "Rz" Zdzisław Raczyński - obecnie może mu odebrać tylko jakiś kataklizm. Może to być kolejny wariant rosyjskiego jedynowładztwa, jeśli przyszły prezydent, jak zwykle otoczony pochlebcami i wspierany przez armię, uwierzy we własną nieomylność; ale możliwy jest też model Pinocheta: "białego" dyktatora, który żelazną ręką dokonuje liberalnych reform rynkowych. Możliwy jest wreszcie scenariusz, określany jako południowokoreański albo latynoamerykański, sprowadzający się do tego, że kilkadziesiąt największych korporacji będzie korzystało z poparcia państwa i wszelkich możliwych ulg, podczas gdy reszta zostanie skazana na wegetację. I na koniec czwarty scenariusz - uznawany za najbardziej realistyczny - będący mieszaniną elementów każdego z wcześniej wymienionych.

Który z tych scenariuszy wybierze Władimir Putin, pokaże przyszłość. Teraz jego najważniejszym zadaniem jest zwycięstwo już w pierwszej turze wyborów prezydenckich i uzyskanie jak najwyższego poparcia wyborców, bo tylko takie wyniki mogą mu zapewnić legitymację podobną do tej, którą na początku lat 90. cieszył się Jelcyn po złożeniu Rosjanom obietnicy wielkiej transformacji. W tym sensie marcowe głosowanie będzie raczej plebiscytem popularności Putina aniżeli rzeczywistymi wyborami. Potem będzie to, co zwykle: nowy prezydent, który do niedawna występował w roli namiestnika Borysa Jelcyna i "wybrańca" tzw. rodziny, zapewne zacznie się dystansować od dawnych popleczników, aż dojdzie do całkowitego zerwania, i za wszelką cenę będzie budować własną pozycję, jako w pełni samodzielnego niezależnego prezydenta. W pierwszym etapie zapewne do tego będzie się sprowadzać hasło budowania silnej władzy państwowej, które już wysunął. Dopiero wtedy okaże się też w praktyce, jak silny jest Putin i czy będzie go jeszcze stać na podjęcie obiecywanej kolejnej próby programowego reformowania Rosji, czy ponownie wszystko pozostanie na łasce żywiołu.


