ETYKA PRACY

Zachowania etyczne Polaków w życiu zawodowym rozmijają się z uznawanym systemem wartości

Wybór czy zaniedbanie

Rys. Robert Dąbrowski

EWA K. CZACZKOWSKA

Kościół w Polsce boi się mówić o etyce pracy. Mówi o transcendencji, ale nie o tym, że korupcja, nepotyzm to grzech - taką uwagą podzielił się Tadeusz Syryjczyk, minister transportu i polityk UW, z uczestnikami konferencji "Jaki kapitalizm dla Polski", zorganizowanej jakiś czas temu przez KAI i "Przegląd Katolicki". W sytuacji, w której wśród coraz większego grona naukowców i praktyków panuje zgodność, że do przetrwania demokracji liberalnej potrzeba nie tylko efektywności gospodarowania, ale podstaw moralnych, to stwierdzenie nabiera głębszego znaczenia.

Na uwagę ministra Syryjczyka można by od razu odpowiedzieć, że jest tylko częściowo uzasadniona. Można mieć pretensje do Kościoła, ale i do samych polityków, których zachowania, chcą tego czy nie, są przykładem albo nawet zachętą dla innych do nieetycznych zachowań w życiu społecznym. To właśnie od polityków można by wymagać inicjatyw ustawodawczych zmieniających takie przepisy prawa, które jednych zachęcają, a innych zmuszają do korupcji. Zatrważające było również twierdzenie ministra Syryjczyka, iż zna polityków mieniących się chrześcijańskimi, którzy w ogóle nie uświadamiają sobie istnienia związku między wyznawaną wiarą a sposobem uczestniczenia w polityce. Na pewno nie zawsze jest to cynizm, ale po prostu brak właściwej formacji. W tym świetle inaczej brzmi pytanie o prawdziwość pierwszej konstatacji. Czy w istocie Kościół koncentruje się na transcendencji i unika mówienia o etyce pracy?

Co w centrum

Bez wątpienia właśnie kwestia pracy człowieka, jej moralnego wymiaru, a także słusznej płacy, sposobu korzystania z własności są najistotniejszą częścią nauki społecznej Kościoła. Nauki, której systematyzacja rozpoczęła się dopiero przed stu laty - w wyniku zderzenia dwóch sprzecznych systemów: kapitalizmu i socjalizmu, choć kwestia pracy od samego początku znajduje się w chrześcijańskim nauczaniu. To przecież święty Paweł mówił: "Kto nie chce pracować, niech też nie je". Obrona praw człowieka, także praw wynikających z pracy, stoi w centrum społecznych zainteresowań Kościoła od czasu Soboru Watykańskiego II. Ich rozwinięcie nastąpiło w nauczaniu Jana Pawła II. Zagadnieniom m.in. treści i sensu pracy, jej moralnej wartości ("Praca jest po to, by bardziej stać się człowiekiem, jest drogą ku Bogu"), humanizacji warunków pracy papież poświęcił encyklikę "Laborem exercens", częściowo "Centesimus annus", a także wiele homilii i katechez.

- Podstawowym obowiązkiem Kościoła jest budzenie zmysłu transcendencji. Dopiero z tego wynikają konsekwencje natury etycznej - mówi profesor Aniela Dylus, kierownik Katedry Etyki Gospodarczej Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Pani profesor nie odmawia Kościołowi kompetencji mówienia o etyce pracy, ale podkreśla, iż bez realizacji podstawowego zadania, czyli budzenia zmysłu transcendencji, łatwo jest popaść w pułapkę moralizatorstwa - bądźcie oszczędni, pracowici.

Biskup Piotr Jarecki, uczestnik wspomnianej konferencji, uważa natomiast, że to właśnie Kościół musi uświadamiać, że właściwa koncepcja pracy jest konsekwencją problemów transcedentnych, prawdziwej wizji człowieka. Dzielenie problemu uznaje więc za sztuczne: potrzebne jest i jedno, i drugie.  - To tak, jakby zapytać, czy reformować człowieka, czy struktury? Jeśli człowiek jest zły, nie stworzy dobrych struktur, a nawet jeżeli utworzy je dla niego ktoś inny, to one mogą mu uniemożliwić czynienie części zła, ale nadal będą generować zło.

O polskiej chorobie

Każdy, kto obserwuje życie Kościoła, musi się zgodzić ze stwierdzeniem ministra Syryjczyka, iż zbyt mało uwagi poświęca on w swoim nauczaniu szeroko pojętym wymogom etycznym pracy, co niezmiennie nadrabia podczas każdej pielgrzymki do Polski Jan Paweł II. Sytuacja ta wynika raczej z zaniedbania niż ze świadomego wyboru.

- Są różnego rodzaju uwarunkowania historyczne, które sprawiają, że Kościół - w homiliach, na katechezie - może zbyt rzadko porusza temat społecznych konsekwencji wiary katolickiej. Jest to wynik mentalności ukształtowanej w poprzednim systemie, która musiała także dotknąć księży - mówi biskup Jarecki.

Profesor Aniela Dylus: - W poprzednim systemie nawoływanie do dobrej pracy przyjmowano często z dużym dystansem, gdyż ocierało się o kolaborację: im bardziej będziemy bohaterami dobrej pracy, tym bardziej będziemy popierać system. Nie na tym koncentrowano uwagę i ta postawa przetrwała do dziś.

Nie będzie przesadą dodanie, że zła praca była dość powszechnie akceptowaną normą społeczną.

Właśnie Kościół jako pierwszy zaczął mówić o chorej polskiej pracy, to stąd wyszło wołanie o przywrócenie pracy jej właściwego znaczenia i sensu. Mimo wcześniejszych rozważań na ten temat kardynała Stefana Wyszyńskiego, właściwa "praca nad pracą" rozpoczęła się w 1981 roku wraz z powstaniem "Solidarności" i serią katechez wygłoszonych na pierwszym zjeździe związku przez księdza Józefa Tischnera. Wielu chyba dopiero wtedy odkryło głęboki sens pracy ("...praca jest wzajemnością, jest porozumieniem, jest należnością, jest budowaniem wspólnoty; praca nad pracą to klucz do niepodległości") i społeczne skutki chorej pracy. Opatrznościowym wydarzeniem było ogłoszenie w owym roku encykliki "Laborem exercens".

Przełożeniem zaś owych rozważań na poziom duszpasterski było obchodzenie 1 maja wspomnienia św. Józefa Robotnika, co miało być przeciwwagą dla pierwszomajowych pochodów chwalących socjalistyczną robotę. Święto to jednak nie weszło na trwałe do tradycji i świadomości wierzących. W przeciwieństwie do śląskiego sanktuarium ludzi pracy, którym - w dużej mierze za sprawą biskupa Henryka Bednorza - stały się Piekary Śląskie.

Duszpasterskie braki

Po 1989 roku dyskurs intelektualny w Kościele na temat etyki pracy był kontynuowany, ale na pewno w stopniu niewystarczającym. Na pewno nie miał też szczególnego odbicia ani w homiliach, ani w pracy duszpasterskiej. Również Konferencja Episkopatu Polski nie wydała znaczących na ten temat dokumentów, które byłyby przedstawieniem stanowiska nauki społecznej Kościoła w konkretnych kwestiach społecznych (oprócz dokumentu z 1995 roku na temat sytuacji wsi i małych miast). Próbę aplikowania wartości chrześcijańskich  do życia społecznego podjęła reaktywowana przed kilku laty Akcja Katolicka. Ale w istocie jest tak, że największe katechezy społeczne, także na temat pracy, wygłasza w czasie pielgrzymek po Polsce Jan Paweł II.

Bez wątpienia nie jest to bez znaczenia dla naszego, bądź co bądź ciągle słabego, systemu społeczno-politycznego. Tym bardziej że na świecie coraz więcej teoretyków, ale i praktyków podkreśla, iż nie może istnieć demokratyczny kapitalizm bez kultury moralnej, opartej na wartościach. W XIX stuleciu Charles Alexis de Tocqueville mówił: "Wolność nie może istnieć bez moralności, a żadna moralność bez wiary". Kilka miesięcy temu w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Michael Novak, znany amerykański naukowiec i publicysta, powiedział: "Wierzę, że aby w dalszej perspektywie mogła istnieć republika, potrzebna jest religia po to, aby utrzymać cnotę. Bez religii cnota staje się samolubna, a w końcu utylitarna". Natomiast profesor Aniela Dylus podkreśla, iż życie gospodarcze może czerpać rezerwy moralne także z innych, pozareligijnych źródeł kulturowych.

Widzieć jaśniej

Rozmijanie się zachowań etycznych Polaków w życiu społecznym, w tym szczególnie w życiu zawodowym, z uznawanym, przynajmniej deklaratywnie, systemem wartości budzi coraz większy niepokój. Mimo zmiany systemu nasza praca jest ciągle chora. Braki etyczne dotyczą zarówno zachowań pracowników, choć wydawać by się mogło, że bezrobocie wymusi lepszą pracę, oraz pracodawców, z których wielu pragnie wyłącznie zrobić szybkie pieniądze albo utrzymuje się na rynku za cenę uczciwości.

Jednym z mierników naszej choroby jest stopień korupcji (czterdzieste miejsce w światowym rankingu Transparency International). Profesor Aniela Dylus uważa, iż ocenianie korupcji z punktu widzenia moralności indywidualnej jest błędne. - Chcemy bohaterów, herosów moralności, gdy są sprawy, które można rozwiązać strukturalnie, rozsądnym prawodawstwem i jego egzekucją. Jeśli zła jest struktura czy prawo, powinnością obywatelską jest organizowanie się, by je zmienić.

Wojciech Włodarczyk, od dwudziestu lat przedsiębiorca, obecnie w branży meblarskiej, a od pięciu lat związany z duszpasterstwem przedsiębiorców, uważa jednak, iż "nawet w naszym systemie prawnym, który nie ułatwia rozwoju małym i średnim przedsiębiorcom, co więcej, nie tworzy wolnego rynku, można zachowywać cnoty chrześcijańskie". - To nie znaczy, że człowiek nie ma się prawa potknąć, że jest kryształowy, ale może się trzymać określonej linii postępowania. W jego opinii najważniejszym problemem, z punktu widzenia chrześcijańskiego, jest to, iż praca wciąż nie jest miejscem wspólnego funkcjonowania pracownika i pracodawcy. Nie ma wspólnej płaszczyzny porozumienia, istnieje ciągła walka dwóch stron i trudna do przebicia mentalna bariera.

Problemy z etyką pracy sprawiają, że oczekuje się od Kościoła większej aktywności w przekładaniu chrześcijańskiej inspiracji na zachowania etyczne. Odpowiedzią na te oczekiwania są na przykład dokumenty II Ogólnopolskiego Synodu Plenarnego, który po przypomina, co to są grzechy "gospodarcze", oraz zachęca do tworzenia duszpasterstw ludzi pracy i duszpasterstw przedsiębiorców. Dotychczasowe doświadczenia wskazują, iż jest duże zainteresowanie tą formą pracy. 

Ksiądz Wiesław Ojrzyński wspomina, że kiedy kilka lat temu szukał u przedsiębiorców wsparcia finansowego dla ośrodka rekolekcyjnego w Magdalence, okazało się, iż większej pomocy potrzebują... przedsiębiorcy. Oczywiście pomocy duchowej. Od tamtej pory przez duszpasterstwo przedsiębiorców skupione wokół księdza Ojrzyńskiego przewinęło się około dziewięciuset osób z całej Polski (ponadto działa kilka innych grup, w tym Polskie Stowarzyszenie Chrześcijańskich Przedsiębiorców). Z duszpasterstwem księdza Ojrzyńskiego od pięciu lat związany jest właśnie Wojciech Włodarczyk, który nazywa się chrześcijaninem-przedsiębiorcą. - Liczba problemów, szczególnie w kwestiach moralnych, jest tak wielka, że samemu trudno sobie poradzić. Zdarzają się sytuacje, że wybór jest bardzo trudny, a wytyczenie czarno-białej granicy jest prawie niemożliwe. Ale dzięki duszpasterstwu mam większą jasność co do generalnej linii postępowania.



