GÓRNICTWO

Lobby górnicze wie, że kopalnie czeka umorzenie długów

Jak sprywatyzować polski węgiel

RYS. ROBERT DĄBROWSKI

BARBARA CIESZEWSKA

Prywatyzacja górnictwa będzie jednym z najtrudniejszych zadań. Jeśli nie uda się jej przeprowadzić obecnemu rządowi, to w przypadku przegranej w wyborach SLD-owski nie przeprowadzi jej także. Będzie to zadanie trudne również ze względów politycznych i ekonomicznych. Nie uda się uniknąć zarzutów związkowców i lewicy, mówiących o wyprzedaży narodowych bogactw i narażaniu bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Właśnie dlatego, że problem jest tak trudny, powinno się dyskutować o nim publicznie. Ostatnio ministrowie: gospodarki, finansów, pracy i ochrony środowiska otrzymali od Banku Światowego wstępny raport, który powstał po ubiegłorocznej misji brytyjskich ekspertów. Zauważa się w nim pewne analogie pomiędzy brytyjską a polską sytuacją górnictwa węglowego, ale też wskazuje na spore różnice. Eksperci brytyjscy proponują ich uwagi traktować jako wkład do dyskusji o prywatyzacji polskiego górnictwa.

Na razie polski rząd zdecydował o przygotowaniach do sprzedaży dwóch kopalń, jedynej rentownej lubelskiej Bogdanki i najmłodszej - Budryka (za który budżet jeszcze długo będzie spłacał kredyty). Wstrzymano natomiast przygotowania do prywatyzacji dwóch spółek węglowych. Rząd uznał, chyba słusznie, że najpierw powinna powstać spójna strategia prywatyzacji. I tu właśnie zaczynają się schody. Bo jak podejść do prywatyzacji, skoro chce się zapewnić państwu stabilnego dostawcę energii, a także zadowolić potężne i liczne związki zawodowe? A przede wszystkim, co zrobić, aby państwo nie musiało wydawać co roku z budżetu miliardów złotych na: pokrywanie strat, likwidację kopalń, osłony dla górników itp.

Istnieją dziś trzy metody prywatyzacji polskiego górnictwa węglowego: wolna - polegająca na sprzedaży zakładów po uzyskaniu przez nie rentowności; zapewniająca średnie tempo przekształceń - sprzedajemy co najlepsze i szybka - sprzedaż wszystkiego.

Najpierw rentowność

Do tej pory wydaje się, że rząd realizuje metodę wolnej prywatyzacji. Najpierw chce przeprowadzić reformę branży. Zamyka trwale nierentowne kopalnie, redukuje zatrudnienie. Kiedy branża osiągnie rentowność, rozpocznie się prywatyzację kopalń, bo można mieć nadzieję, że znajdą się chętni, którzy zechcą zainwestować w rentowne już zakłady. "Z grubsza biorąc, jest to metoda, jaką przyjął rząd brytyjski. W najlepszym przypadku będzie trwała długo" - piszą autorzy wspominanego raportu. Problem tkwi właśnie w tym, że nikt nie jest dziś w stanie powiedzieć, kiedy uda się doprowadzić górnictwo do rentowności. Rudzka Spółka Węglowa, którą odwiedziła brytyjska misja, nie spodziewa się prywatyzacji przed 2003 rokiem. 

Zwykle bywa tak i zdarzyło się to także w Wielkiej Brytanii, że państwowe spółki określają czas dochodzenia do rentowności, po czym realizują to dużo później. Jeśli przyjrzeć się sytuacji finansowej polskich spółek węglowych, z ich kompletnym brakiem płynności finansowej, można spodziewać się, że osiąganie rentowności potrwa sporo lat. Prywatyzacja odbyłaby się więc nie tak szybko. Można przypuszczać, że jest to scenariusz najbardziej wygodny dla związków zawodowych, bo nie mają one nic przeciwko dotowaniu branży przez budżet.

Pozbyć się najlepszych

Kolejna metoda (średnie tempo), częściowo także realizowana obecnie, to przygotowywanie do prywatyzacji najbardziej rentownych, samodzielnych kopalń (choć kopalni Budryk do rentowności dość jeszcze daleko). Przygotowania do prywatyzacji Bogdanki są już tak daleko posunięte, że prawdopodobnie nastąpi to w najbliższych miesiącach. Jest to kopalnia szczególna, samodzielna, z dala od węglowych ośrodków, można więc chyba potraktować ją nieco inaczej.

Eksperci przestrzegają jednak, że oddzielne sprzedawanie poszczególnych kopalń niesie dla państwa spore ryzyko. Jeśli po prywatyzacji dobrych kopalń na rynku pozostaną państwowe, nierentowne i dotowane, wówczas spółki węglowe mogą mieć spore problemy ze sprzedażą węgla. Bardzo prawdopodobne, że będą zmuszone sprzedawać go poniżej kosztów produkcji. Z punktu widzenia rządu utrata najlepszych kopalń musi zatem pogorszyć sytuację tych, które pozostaną państwowe. Trudniej będzie wtedy doprowadzić je do rentowności i trudniej sprywatyzować. W efekcie dojdzie do sytuacji, w której sprywatyzowana zostanie mniejsza część branży, niż chciałby rząd.

Poza tym sprzedawane w ten sposób kopalnie będą - już jako firmy prywatne - przedsiębiorstwami stosunkowo małymi, wrażliwymi na ryzyko związane z eksploatacją węgla, na zmiany na rynku, a także na konkurencję ze strony dotowanych, jeszcze państwowych spółek. Im mniejsza sprywatyzowana kopalnia czy spółka węglowa, tym większe ryzyko, że problem powróci do rządu, bo firmy mogą zbankrutować, a wtedy państwo ponosi koszty zamykania kopalni, odpraw dla zwalnianych i przejąć musi opiekę nad bezrobotnymi - zwracają uwagę brytyjscy eksperci.

Wszystko na sprzedaż

Rząd może też podejść do sprawy inaczej. Nie czekać, aż górnictwo uzyska rentowność i nie sprzedawać na początku najbardziej rentownych kopalń. Zamiast tego mógłby szukać inwestorów strategicznych dla całego sektora lub jego części - można podzielić przemysł węglowy tak, jak uczynili to Brytyjczycy. Mógłby to być podział ze względu na węgiel energetyczny, węgiel koksujący albo na dobre i nieco słabsze kopalnie. Trzeba byłoby jednocześnie w przyspieszonym tempie realizować program zamykania nierentownych kopalń, głównie dlatego, żeby dostosować potencjał produkcyjny do popytu. Chodzi o to, aby przemysł ten był jak najbardziej atrakcyjny dla potencjalnych inwestorów strategicznych.

Kopalnie mogłyby być grupowane wokół trzech najlepszych spośród siedmiu spółek węglowych - sugerują eksperci - a nie w drodze kolejnych zmian organizacyjnych. Do trzech najlepszych spółek można by dołączyć aktywa pozostałych. Wtedy to inwestorzy strategiczni musieliby utworzyć rentowne spółki, jednak już w sektorze prywatnym. Mieliby oni wówczas pewność, że nierentowne, dotowane przez państwo kopalnie nie produkowałyby węgla, by podcinać ich pozycję na rynku.

Inwestorzy potrzebowaliby jednak - piszą w raporcie eksperci - pomocy ze strony państwa w finansowaniu zamykania kopalń i zwalniania pracowników. Zwracają jednocześnie uwagę, że koszt zamykania kopalń już prywatnych jest dużo mniejszy niż jeszcze państwowych.

W Wielkiej Brytanii fizyczne zamknięcie kopalni kosztuje około 5 mln dolarów (ok. 20 mln zł). W skorygowanym już programie rządowym zapisano, że na likwidację kopalń w latach 2000 - 2002 przeznacza się ok. 4,5 mld zł. W tym czasie zlikwidowanych ma być 8 kopalń całkowicie i 4 kopalnie częściowo, co oznacza, że na likwidację każdej z nich przeznacza się w ciągu 3 lat około 374 mln zł. Zdaniem autorów raportu, likwidację kopalń mogliby współfinansować użytkownicy energii, oczywiście "...jeżeli rząd ustali odpowiednie kontakty pomiędzy spółkami węglowymi a przemysłem energetycznym". Wiadomo jednak, że może to być niesłychanie trudne.

Jeśli szybka prywatyzacja byłaby możliwa do zrealizowania, wówczas byłoby kilka korzyści:

- prywatyzacja przeprowadzona byłaby znacznie szybciej, a problem górnictwa wcześniej przestałby być problemem rządu i kieszeni podatnika;

- metoda ta sprawiłaby, że sektor sprowadzony zostałby do racjonalnych rozmiarów;

- decyzję o zamykaniu nierentownych kopalń podejmowałby inwestor strategiczny, a nie rząd, co ma znaczenie polityczne.

Zapobiec  narastaniu długów

Prywatyzacyjna operacja, bez względu na metodę, wymagać będzie dodatkowych zabezpieczeń. Węgiel nadal stanowi najważniejsze źródło energii w kraju (choć z całą pewnością jego udział będzie maleć). Należałoby zatem utworzyć, tak jak w Wielkiej Brytanii, odpowiedni urząd regulacyjny, który w imieniu państwa utrzymuje własność zasobów węgla, wydaje i monitoruje koncesje na eksploatację, a także nadzoruje bezpieczeństwo pracy. Wydaje się zresztą, że rolę taką mógłby pełnić, przyjmując część nowych obowiązków, istniejący Wyższy Urząd Górniczy.

Aby uniknąć brytyjskich problemów z prywatyzacją górnictwa, trzeba przewidzieć i przygotować się na oczywiste zagrożenia. Poza problemem społecznym, siłą związków zawodowych jest też kwestia zapewnienia potencjalnym inwestorom możliwości zawierania kontraktów na dostawy węgla dla krajowej energetyki. W Wielkiej Brytanii energetykę sprywatyzowano przed górnictwem. Polska jest pod tym względem w lepszej sytuacji.

Warto też pamiętać, że przy prywatyzacji górnictwa nawet liberalny ówczesny rząd brytyjski musiał umorzyć jego długi. W Polsce jest to kwota ok. 15 mld zł, jednak w programie reformy branży przewidziano, że około połowy tych długów zostanie umorzonych, a spłata połowy -odroczona, nie jest to więc problem nowy.

Nikt na razie nie jest w stanie powiedzieć, ile wart jest polski sektor węglowy (wpływy z prywatyzacji brytyjskiego węgla wyniosły 1 mld 300 mln dolarów). Nie wiadomo więc, w jakim stopniu wpływy ze sprzedaży pokryją umorzone długi.

Lobby górnicze doskonale zdaje sobie sprawę, że przy sprzedaży kopalń długi będą umarzane. Jeśli nie chcemy pozwalać na produkowanie kolejnych długów w górnictwie, warto przyspieszyć proces jego prywatyzacji.

Istotną wadą polskiego sektora węglowego jest poza tym, zdaniem ekspertów, brak płynności finansowej, czego nie może już nawet zrekompensować stopniowa poprawa wyników samej działalności wydobywczej. Płynność górnictwa pogarsza się z miesiąca na miesiąc. Dawno już wpadło ono w spiralę zadłużenia i coraz bardziej pogrąża je konieczność spłaty coraz większych odsetek od kredytów i od nieregulowanych zobowiązań. Prywatyzacja jest sposobem wyjścia z pułapki. Kwestią otwartą jest jednak, jak widać, metoda jej przeprowadzenia. Niebawem podpisany ma zostać kontrakt z firmą, która dla polskiego rządu opracuje strategię prywatyzacyjną górnictwa. Można spodziewać się, że bez względu na to, jaka ona będzie, wzbudzi ogromne emocje.


