ROZMOWA

Wolfgang Schussel, kanclerz Austrii

Śpię spokojnie

Wolfgang Schussel. FOT. (C) AP

Rz: - Czy koalicja z Wolnościową Partią Austrii była "małżeństwem z rozsądku"?

WOLFGANG SCHUSSEL: - Poszukiwaliśmy możliwości współpracy z socjaldemokratami (SP). Wynegocjowaliśmy nowoczesną umowę koalicyjną - 110 stron tekstu. Kiedy wszystko zostało uzgodnione, SPzerwała rozmowy. Podpisaniu umowy sprzeciwiła się zachowawcza frakcja tej partii i socjaldemokratyczne związki zawodowe. Przeciwnicy koalicji uzyskali przewagę w radzie SP. Za opowiedziało się tylko dwóch członków ścisłego gremium, m. in. kanclerz Viktor Klima.

Socjaldemokraci nie zgadzali się na odejście od zasady proporcjonalnego obsadzania stanowisk urzędników państwowych oraz opóźnienie wieku przechodzenia na emeryturę - w Austrii kobiety mogą to zrobić już w wieku 55 lat. Takie zmiany przeprowadzono we wszystkich krajach europejskich. Ponadto zaproponowałem socjaldemokratom, by w wielu resortach pojawiły się nowe twarze. A SPupierała się przy starej obsadzie stanowisk. Socjaldemokraci nie byli w stanie zaakceptować ambitnego programu reform. Sądzę, że przejście do opozycji stworzy dla tej partii szansę wewnętrznych przeobrażeń.

Czy po 2O stycznia nie było innej alternatywy?

Nie. Alternatywą były nowe wybory, które mógł wygrać Haider. Teraz jego partia będzie zmuszona przejąć odpowiedzialność także za mało popularne posunięcia rządu. Nowa konstelacja polityczna staje się dla FPwyzwaniem. Nasi partnerzy wyszli z cienia opozycji. Haider nie może wypowiadać się teraz przeciw rozszerzeniu Unii. Musi zmienić zdanie. I zmienia je. Niektórych wypowiedzi Haidera nie można rzeczywiście zaakceptować. Ale on zdystansował się już publicznie w listopadzie 1999 roku wobec swoich wcześniejszych oświadczeń rehabilitujących III Rzeszę. Bez tego nie utworzylibyśmy koalicji z FP.

Partnerstwo z FPzostało wzmocnione precyzyjnym podziałem ról. Stworzyliśmy dobry zespół. Nie możemy powtórzyć błędu, który popełniali socjaldemokraci. Oni nigdy nie uznawali swojego partnera za równoprawnego.

Niektórzy politolodzy tłumaczą sukces wyborczy Haidera przywoływaniem nazistowskiej przeszłości. Twierdzą, że Austria, inaczej niż Niemcy, nie rozliczyła się z tej przeszłości?

To nieprawda. W Austrii odbyło się więcej procesów funkcjonariuszy hitlerowskich niż w Niemczech. Mieliśmy o wiele więcej zakazów wykonywania zawodu. Uczyniliśmy naprawdę dużo, jeśli chodzi o sprawy odszkodowań socjalnych dla austriackich ofiar reżimu nazistowskiego.

Sukcesu Haidera nie należy rozpatrywać w kategorii zwycięstwa partii odwołującej się do nazistowskich resentymentów, ale jako wyraz protestu obywatelskiego. Austrią przez wiele lat kierowali socjaldemokraci, a od 30 lat kanclerzem był socjalista. Był to jedyny kraj w Europie, w którym całe dziesięciolecia rządziło jedno ugrupowanie, a całe życie społeczne zostało uregulowane i zaprogramowane. Wiele konfliktów nie może się uzewnętrznić. Ludzie chcieli zmiany. To nie ma nic wspólnego z polityką.

Czy zaakceptowałby pan rządy skrajnej prawicy w innym kraju?

Oczywiście. Jeśli jakaś partia respektuje reguły demokracji i ubiega się o głosy wyborców, to trzeba traktować ją poważnie, bez względu na to, czy życzymy sobie jej sukcesu czy też nie. Najbliżsi mojej orientacji są chadecy, ale muszę respektować fakt, że dziś w Europie jest wiele partii, w których skład wchodzą byli komuniści. Politycy, którzy kiedyś demonstrowali przeciw NATO, są dziś ministrami spraw zagranicznych. Nie należy kierować się uprzedzeniami. Stare austriackie przysłowie mówi, że "ten, kto się boi, jest już na poły martwy". A ja się nie boję.

Demonstracje na ulicach austriackich miast ciągną się jednak nieprzerwanie, a organizacje obywatelskie zapowiedziały, że "nie ustąpią, póki ta koalicja nie upadnie". Jak wyobraża pan sobie powrót do normalności?

Austria jest krajem demokratycznym. Jeśli ktoś chce wyjść na ulicę, aby demonstrować, to jest to jego sprawa. Niedawno protestowało w Wiedniu sto tysięcy ludzi, ale proszę pamiętać, że jesteśmy ośmiomilionowym narodem i że 7 mln 900 tysięcy obywateli pozostało w domach. Nie wszyscy są entuzjastami nowego rządu. To prawda. Ja to rozumiem, ale nie widzę powodu, aby dyskutować na ten temat tak emocjonalnie. Zawsze będą nas krytykować socjaldemokraci, ponieważ nie mogą pogodzić się z utratą władzy. Otrzymujemy jednak bardzo dużo przejawów poparcia. Jestem otwarty na dialog z organizacjami obywatelskimi. Śpię spokojnie. Protesty tego rządu z całą pewnością nie obalą.

Ale protestuje również zagranica. Oczekiwał pan takiej reakcji Unii Europejskiej?

Oczekiwałem krytycznych pytań i sceptycznego nastawienia, ale posunięcia państw UE były dla mnie szokujące. Sankcje bez ostrzeżenia to coś nienormalnego. Taka reakcja przeczy duchowi europejskiej solidarności. Przed zaprzysiężeniem mojego rządu Unia zagroziła sankcjami, a potem nagle je wprowadziła. Ale kiedy Klima próbował wcześniej sformować mniejszościowy rząd i prosił FPo wsparcie dwóch lub trzech niezależnych ekspertów, Unia milczała.

Austria nigdy nie dała powodu do obaw. Zawsze wypełnialiśmy swoje zobowiązania wobec Unii. Austria wpłacała do wspólnej kasy więcej, niż otrzymywała. Była krajem postępowym, jeśli chodzi o kwestię rozszerzania Unii. Dlatego posunięcia Brukseli nie są uczciwe.

Jak to możliwe, że do Brukseli zaprasza się dyktatora libijskiego, ale odmawia się kontaktów z austriackim ministrem? Urzędnicy Unii nie wahają się podać ręki afrykańskiemu dyktatorowi, ale odrzucają wyciągniętą dłoń przedstawiciela demokratycznego austriackiego rządu. Kryteria Unii są dla mnie niezrozumiałe, ponieważ prawa człowieka stanowią wartość globalną i niepodzielną. Jeśli ktoś broni demokracji, nie może czynić tego środkami niedemokratycznymi i stosować wyjątków.

Nie może być tak, że inne rządy będą decydować o tym, jak powinna wyglądać koalicja stworzona na podstawie demokratycznych wyborów. Jako szef dyplomacji byłem na co dzień konfrontowany z sytuacją na Słowacji, gdzie działał rząd, z którego absolutnie nie mogłem się cieszyć. A jednak utrzymywałem z Mecziarem poprawne stosunki.

Polska opinia społeczna jest zaniepokojona rozwojem sytuacji na austriackiej scenie politycznej.

Nie widzę powodów do obaw. Austria jest stabilnym i otwartym krajem. Przejmowaliśmy przewodnictwo w Unii, kiedy rozpoczynały się negocjacje z Polską. Pamiętam, że wiele krajów Unii krytykowało nas wówczas, że chcemy zacząć rozmowy tak szybko. Polska i Austria mają podobną historię. Popieramy i akceptujemy wejście Polski do Unii.

Gregor Woschnagg, ambasador Austrii przy UE, oznajmił jednak w rozmowie z "Rz", że pański rząd dopuszcza utrzymanie kontroli granicznej między Polską a krajami UE w pierwszych latach naszego członkostwa. Zapowiedział też włączenie do negocjacji kwestii reprywatyzacji i wystąpienie o odłożenie prawa Polaków do podejmowania pracy i świadczenia usług w krajach Unii nawet po przystąpieniu do UE.

Nie wiem, jaką wypowiedź pan cytuje. W przypadku Polski nie będziemy stawiać żadnych dodatkowych warunków, ponieważ nie widzimy żadnego problemu. Natomiast, jeśli chodzi generalnie o sprawę rozszerzenia UE, to jest to inna sprawa. Są pewne szczególnie "czułe" obszary. Na przykład przywódcy małych państw, takich jak Słowenia czy Czechy, zamierzają wynegocjować okres przejściowy w nabywaniu własności ziemi, co uznaję za oczywiste. Musimy zatem uzgodnić terminy przejściowe. Otwarte postawienie problemów pomoże obu stronom.

Naszym problemem są obcokrajowcy dojeżdżający do pracy. Jesteśmy małym krajem z 3-milionowym rynkiem pracy. Tymczasem 2 mln cudzoziemców przekracza każdego dnia naszą granicę i wieczorem wraca do siebie. Dlatego będziemy robić wszystko, by uzyskać przejściową regulację tych spraw.

Sądzi pan, że to dobre rozwiązanie?

Tak, ponieważ okresy przejściowe przyśpieszą proces rozszerzania. Alternatywą byłoby zablokowanie tego procesu, a my tego nie chcemy. Chodzi nie tylko o ochronę naszego rynku pracy. Takie działania leżą również w interesie Polski - pierwszymi, którzy chcieliby opuścić kraj w poszukiwaniu lepszego wynagrodzenia, byliby najbardziej wykwalifikowani pracownicy, menedżerowie, ludzie na stanowiskach kierowniczych.

Sensowniej byłoby zatem przystąpić do Unii szybciej i wyznaczyć długie okresy regulacji najbardziej drażliwych obszarów. Co 3-5 lat można by kontrolować, czy okres przejściowy jest nadal potrzebny. W ten sposób postąpiono w przypadku Hiszpanii czy Portugalii. Wynikiem tego procesu było skrócenie okresu przejściowego. Gwarantuję panu, że Austria nie będzie tu problemem. Dużo większy kłopot będzie miała Polska z Niemcami. Z innymi krajami Unii będziecie musieli prowadzić dłuższe negocjacje niż z nami.

Sami Austriacy są jednak sceptyczni, jeśli chodzi o proces rozszerzenia.

Większość naszych obywateli sądzi, że również kraje byłego ZSRR wejdą do Unii. I to jest zasadnicza przyczyna nieporozumienia.

Rozmawiał w Wiedniu  Andrzej Niewiadowski





