Wybory prezydenckie

Każdy z kandydatów musi mieć swój komitet

Ci, którzy wspierają

Małgorzata Subotić

Co mają wspólnego Joanna Chmielewska, znana autorka popularnych książek, oraz Paweł Moczydłowski, były szef więziennictwa?

Oboje popierają kandydata na prezydenta w październikowych wyborach. Tylko że popularna pisarka - Janusza Korwin-Mikkego, a były szef więziennictwa - Andrzeja Olechowskiego. Podobna wspólnota zachodzi w przypadku noblisty, Czesława Miłosza oraz aktora Cezarego Pazury. Pierwszy z nich wspiera kandydaturę Olechowskiego, a drugi znalazł się w komitecie popierającym Aleksandra Kwaśniewskiego, obecnego prezydenta.

Lubi, szanuje...

Startujący w nadchodzących wyborach prezydenckich - a jest ich już piętnastu, tyle komitetów zarejestrowała Państwowa Komisja Wyborcza - starają się gromadzić wokół własnej kandydatury ludzi o znanych nazwiskach, zarówno lubianych, szanowanych, jak i kontrowersyjnych.

Formuła tego gromadzenia znakomitości jest rozmaita. Może to być komitet kandydata zarejestrowany przez PKW, jego sztab wyborczy, komitet honorowy lub "lista osób popierających".

Komitet zarejestrowany przez PKW jest najbardziej naturalnym rozwiązaniem - w tym sensie, że wynika wprost z ordynacji wyborczej. Pierwszym formalnym krokiem do ubiegania się o prezydenturę jest właśnie rejestracja komitetu, który musi liczyć co najmniej 15 osób. Ale tak naprawdę ważny jest tylko pełnomocnik tego komitetu, który dokonuje czynności prawnych związanych z kandydowaniem oraz pełnomocnik finansowy, który odpowiada za finanse kampanii i jej rozliczenie.

Dwa w jednym

Część kandydatów, na przykład Lech Wałęsa, tę samą osobę ustanowiła zarówno pełnomocnikiem komitetu, jak i szefem sztabu wyborczego. Takim "wash and go" jest Marek Gumowski, prezes Chrześcijańskiej Demokracji III RP - partii Wałęsy. Były prezydent jest zresztą konsekwentny, wybrał nie tylko najprostsze hasło ("białe jest białe, czarne jest czarne"), ale i najprostszą organizację komitetu-sztabu. Jego członkami są lokalni liderzy Chrześcijańskiej Demokracji, terenowi pełnomocnicy tej partii. Niewiele jest w tym dwudziestoczteroosobowym gronie znanych nazwisk, takich jak Marek Karpiński, były rzecznik prezydenta, czy Elżbieta Hibner, wiceminister zdrowia.

Między sztabem a komitetem

Natomiast Aleksander Kwaśniewski i Marian Krzaklewski wyraźnie rozgraniczyli komitet wyborczy i sztab.

W skład komitetu Mariana Krzaklewskiego wchodzą: przewodniczący wszystkich partii i środowisk tworzących AWS, m.in. Jerzy Buzek, Jan Maria Rokita, Stanisław Zając, Paweł Łączkowski, Janusz Śniadek. Pełnomocnikiem komitetu jest Andrzej Szkaradek, dotychczas odpowiedzialny za dyscyplinę w klubie AWS. Z kolei szefem kampanii prezydenckiej jest Wiesław Walendziak (jeden z liderów partii, która najbardziej sprzeciwiała się kandydaturze Krzaklewskiego, czyli SKL). Ważną rolę pełni Kajus Augustyniak, wcześniej rzecznik Komisji Krajowej "Solidarności", a przez najbliższe kilkanaście tygodni rzecznik kampanii Krzaklewskiego. Skład komitetu - z wyjątkiem jego pełnomocnika - jest raczej symboliczny, ma manifestować jedność AWS. A od kampanijnej pracy jest sztab.

Symboliczny charakter ma także komitet urzędującego prezydenta. Znalazły się w nim powszechnie znane osoby ze świata kultury i rozrywki: Cezary Pazura, Jerzy Hoffman, Xymena Zaniewska, Krystyna Kofta, Jerzy Duda Gracz, Magdalena Abakanowicz, Irena Santor, Czesław Lang. Ale także politycy SLD, byli premierzy: Włodzimierz Cimoszewicz i Józef Oleksy. Tych osób nie trzeba przedstawiać. Jeśli ktoś by nie wiedział, kto to jest Magdalena Abakanowicz bądź Duda Gracz, to na pewno będzie wiedział, kim jest Czesław Lang lub Cezary Pazura.

Jeśli lubi to wybierze

W przypadku Aleksandra Kwaśniewskiego rola komitetu jest symboliczna, więc zupełnie odmienna niż w przypadku Mariana Krzaklewskiego. Jeśli członkowie komitetu - ludzie, którzy budzą symapatię bądź szacunek - popierają Kwaśniewskiego, to zapewne warto to zrobić - na taką reakcję ze strony wyborców liczył zapewne prezydent, tworząc swój komitet. Wiara, że sympatia i szacunek, jaki wśród Polaków budzą osoby popierające, przeniesie się na pretendenta do prezydenckiego fotela, przyświeca wielu kandydatom konstruujących różnorakie "listy popierających".

Symbole, nawet najbardziej popularne, nie zastąpią ciężkiej pracy, jaką jest organizacja kampanii. Dlatego też szefem sztabu wyborczego Kwaśniewskiego został Ryszard Kalisz (do tej roli przygotowywał się od wielu miesięcy, z tego powodu był w tym czasie jedynie p.o. szefem prezydenckiej kancelarii), jego zastępcą jest Krzysztof Janik, a rzecznikiem prasowym Dariusz Szymczycha, były naczelny "Trybuny". W skład sztabu wchodzą też Aleksandra Jakubowska, Lech Nikolski (sekretarz stanu w kancelarii premiera, gdy rzecznikiem rządu była Jakubowska) oraz Tomasz Nałęcz (UP) i Edward Kuczera.

Wariant wojskowy i niespodzianka

Na wariant "wojskowy" poszedł kandydat Tadeusz Wilecki, generał, były szef sztabu generalnego Wojska Polskiego. W jego otoczeniu znalazło się czterech generałów, jeden wiceadmirał i kilku pułkowników. W skład komitetu Wileckiego weszli m.in: Bogusław Kowalski, Andrzej Horodecki, Marek Toczek, Bogdan Poręba, Peter Raina, Maciej Giertych. Ten skład dobrze chyba odzwierciedla treści, jakimi generał Wilecki będzie chciał pozyskać sympatyków: są tu osoby znane z nacjonalistycznych poglądów, wojskowi i znany z kontrowersyjnej działalności publicznej reżyser.

Prawdziwie miłą niespodziankę zaserwował swoim zwolennikom Janusz Korwin-Mikke. W komitecie, który liczy 23 osoby, są m.in. pisarka Joanna Chmielewska, autorka "Lesia" i profesor Marek Rocki, rektor warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej, najbardziej prestiżowej polskiej uczelni ekonomicznej. Pełnomocnikiem komitetu jest Stanisław Michalkiewicz, znany czytelnikom prawicowej prasy, a szefem sztabu wyborczego lidera Unii Polityki Realnej - Leszek Samborski.

Przy pomocy Gierka i bezrobotnego

Piotr Ikonowicz, przewodniczący Polskiej Partii Socjalistycznej, jak na obrońcę szańców lewicy przystało, zaprosił do pomocy w kandydowaniu lekarza Adama Gierka, syna Edwarda, oraz Janusza Rolickiego, poprzedniego naczelnego "Trybuny", który jako szef gazety socjaldemokracji był bardziej lewicowy niż lewica.

Znany niewielu osobom kandydat do roli głowy państwa, tarnowski radny Marek Ciesielczyk, ma w swym komitecie wyborczym ludzi jeszcze mniej znanych niż on sam. Pełnomocnikiem komitetu jest pani Helena Hołda, emerytka, a wcześniej pracownik biurowy. Wśród popierających Ciesielczyka są jeszcze dwie osoby z rodziny Hołdów: Wanda i Marek, student. Na zarejestrowanej w PKW liście znajdują się też nazwiska: bezrobotnego, meteorologa, nauczyciela, właściciela sklepu, inżyniera budownictwa, lekarza.

Jan Olszewski, wspólny kandydat ROP i PC, polityk przywiązany do tradycji, sięgnął po osoby bliskie mu politycznie od dawna. W skład jego komitetu wchodzi 39 osób, m.in. Ludwik Dorn z PC. Przewodniczącym komitetu wyborczego jest Henryk Lewczuk, a pełnomocnikiem - Stanisław Gogacz. Szefem sztabu został Wojciech Włodarczyk, najbliższy współpracownik Jana Olszewskiego, jeszcze z czasów, gdy kandydat był premierem. Włodarczyk pełnił wówczas funkcję szefa Urzędu Rady Ministrów.

Z robotnikiem-intelektualistą

Swoje komitety wyborcze mają oczywiście, bo taki jest wymóg ordynacji, także pozostali kandydaci, Dariusz Grabowski, Jarosław Kalinowski, Andrzej Lepper, Jan Łopuszański.

Ale całe to "zamieszanie" z gromadzeniem wokół siebie znanych nazwisk rozpoczął kilka miesięcy temu Andrzej Olechowski. Był pierwszym publicznie zgłoszonym kandydatem, choć nie był jeszcze wtedy znany ostateczny kształt ordynacji prezydenckiej. Głośny list z poparciem jego kandydatury wystosowała wtedy grupa krakowskich intelektualistów, z noblistą Czesławem Miłoszem i robotnikiem Maciejem Jankowskim, wtedy posłem AWS. Lista osób popierających dzisiaj Andrzeja Olechowskiego jest jeszcze dłuższa. Znajdują się na niej: profesorowie Jacek Szacki, Zyta Gilowska, Wiesław Wilczyńsk, ludzie filmu - Allan Starski, Kazimierz Kutz, a także Wojciech Mann, Marek Gaszyński, Stefan Stuligrosz, Andrzej J. Blikle, Grzegorz Markowski, lider Perfektu. Jednym słowem - dla każdego coś miłego.

Pierwszym sprawdzianem "siły rażenia" komitetów i list z nazwiskami osób popierających będzie to, którym kandydatom uda się zebrać 100 tys. podpisów. Jest to formalny warunek rejestracji kandydata.


