ANALIZA

Ustawa antyaborcyjna w 1999 roku

Oficjalnie optymistycznie

Rekordowo niską liczbę zabiegów przerywania ciąży - 151 - wykonano w ubiegłym roku w publicznych szpitalach w Polsce. Gdyby wierzyć oficjalnym statystykom, można by śmiało powiedzieć, że po siedmiu latach obowiązywania tzw. ustawy antyaborcyjnej całkowicie uporaliśmy się z problemem niechcianych ciąż.

Tegoroczne rządowe sprawozdanie z realizacji ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży tchnie optymizmem. Liczba zabiegów przerywania ciąży spadła do 151 i w zasadzie wszystkie wykonano ze względów medycznych - przerwano tylko jedną ciążę będąca wynikiem przestępstwa (gwałtu lub kazirodztwa). Spadła liczba noworodków z niską wagą urodzeniową, obniżył się do 8,9 promila wskaźnik umieralności niemowląt, o rok wcześniej osiągnięto strategiczny cel, zakładając do 2000 roku zwiększenie do 94 procent odsetka noworodków karmionych piersią. Rozwijała się inicjatywa "szpital przyjazny dziecku" oraz idea porodów rodzinnych. Kobiety w ciąży będące w trudnej sytuacji otrzymywały wszechstronną pomoc - materialną, prawną, psychologiczną.

Wydaje się jednak, że obraz wyłaniający się ze sprawozdania rządowego słabo przystaje do rzeczywistości.

Rząd a przerywanie ciąży

Analizując kolejne sprawozdania z realizacji ustawy antyaborcyjnej, która obowiązuje od 1993 roku, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że liczba zabiegów przerywania ciąży w tajemniczy sposób jest związana ze światopoglądem ekipy rządzącej.

W latach 1993 - 1997, kiedy rządziły kolejne gabinety koalicji SLD - PSL, a za sprawy, w których światopogląd odgrywał istotną rolę, odpowiadali ministrowie z Sojuszu, liczba oficjalnie przeprowadzonych aborcji nie spadała poniżej 500. W 1997 roku, kiedy kobiety miały prawo do przerwania ciąży ze względów społecznych, takich zabiegów wykonano w publicznej służbie zdrowia przeszło trzy tysiące.

Rok później, gdy rządził gabinet AWS - UW reprezentujący światopogląd katolicki, w publicznych szpitalach wykonano dziesięć razy mniej zabiegów przerywania ciąży - 310. W ubiegłym roku przeprowadzono 151 zabiegów przerywania ciąży - dwadzieścia razy mniej niż w 1997 roku.

Dane te każą zastanowić się, jak to się dzieje, że w roku liberalizacji ustawy liczba aborcji wzrasta do trzech tysięcy, a rok później spada dziesięciokrotnie. Można oczywiście powiedzieć, że kobiety - jeżeli mogą - przerywają ciążę, jeżeli zaś nie mogą, bo prawo na to nie pozwala - rodzą dzieci.

Takiej interpretacji przeczy jednak stały, dynamiczny spadek urodzeń datujący się od początku lat dziewięćdziesiątych. W 1998 roku liczba urodzeń spadła po raz pierwszy trochę poniżej 400 tysięcy. Rok później w Polsce urodziło się zaledwie 382 tysiące dzieci. Zakaz aborcji nie ma więc żadnego wpływu na dzietność społeczeństwa.

Przemilczane podziemie

Malejącą liczbę aborcji można by też próbować wyjaśnić istnieniem podziemia aborcyjnego, tego jednak autorzy sprawozdania nie chcą.

- Na podstawie danych otrzymanych z poszczególnych resortów należy jednoznacznie stwierdzić, że efektem działania ustawy jest zmniejszenie się liczby dokonywanych aborcji, dalsza poprawa opieki nad matką i dzieckiem oraz rozbudowanie systemu wychowania przygotowującego do odpowiedzialnego rodzicielstwa - czytamy w sprawozdaniu.

Ale co ze statystyką kryminalną?

W ubiegłym roku policja ujawniła 99 przypadków nielegalnego usunięcia ciąży - rekordowo dużo w stosunku do poprzednich lat obowiązywania ustawy (rok wcześniej takich przypadków wykryto zaledwie 17). Może to świadczyć o większej skuteczności policji w zwalczaniu tego typu przestępstw lub o zwiększeniu się podziemia aborcyjnego - jak kto woli.

W pięćdziesięciu sprawach wszczęto postępowanie przygotowawcze. Czterdzieści spraw zakończono, z czego trzydzieści trzy umorzono w prokuraturze (do sądów skierowano sześć aktów oskarżenia przeciwko jedenastu osobom i jeden wniosek o umorzenie sprawy z powodu niepoczytalności sprawcy).

- Należy stwierdzić, że dane dotyczące liczby spraw i rodzaju podjętych w nich decyzji nie pozwalają na sformułowanie jednoznacznych ocen zarówno co do skali zjawiska, jak i wniosków dotyczących skuteczności samej ustawy oraz przepisów zawartych w kodeksie karnym w ograniczaniu rozmiarów nielegalnej aborcji - twierdzą ostrożnie autorzy sprawozdania.

Tajemnice statystyki

W rządowym sprawozdaniu jest więcej niewyjaśnionych zagadnień.

W ubiegłym roku wykonano 2204 badania prenatalne, choć liczba kobiet zagrożonych patologią płodu była prawie osiemnastokrotnie większa (w ubiegłym roku dzieci urodziło 38 tys. 647 kobiet w wieku 35 lat i starszych).

Dzięki badaniom prenatalnym wykryto 309 patologii płodu, jednak z tego względu usunięto zaledwie 50 ciąż.

Autorzy sprawozdania przechodzą niejako obok tego problemu.

- Pracownicy ośrodków przeprowadzających prenatalne badania inwazyjne nie zawsze dysponują informacją na temat sposobu zakończenia ciąży w przypadku stwierdzenia trwałej wady płodu - czytamy w sprawozdaniu.

Z dokumentu rządowego wynika, że najlepiej w naszym kraju rozwinięte jest wszelkiego rodzaju poradnictwo.

- Dostęp do informacji o możliwości uzyskania pomocy zarówno medycznej, jak i socjalnej czy prawnej z każdym rokiem poprawia się - czytamy. - Sytuacja ta wpływa na postawę matek w stosunku do własnej ciąży, porodu, a przede wszystkim dziecka, co znajduje odniesienie w liczbie dzieci pozostawionych przez matki w szpitalach.

Tymczasem z danych statystycznych, również zamieszczonych w sprawozdaniu, wynika, że w ubiegłym roku pozostawiono w szpitalach 737 dzieci. W przeliczeniu na 100 tysięcy żywych urodzeń daje to 193 noworodki - jest to wskaźnik najwyższy od 1995 roku. Czy większa liczba dzieci porzucanych w szpitalach jest rzeczywiście tym celem, który rząd planował osiągnąć poprzez rozwój poradnictwa?

Ze sprawozdania wynika, że edukacja dotycząca metod i środków świadomej prokreacji skupiała się przede wszystkim na tzw. metodach naturalnych. Autorzy dokumentu nie wyjaśnili, dlaczego postanowiono promować najbardziej zawodne metody przeciwdziałania niechcianej ciąży i co zamierzano dzięki temu osiągnąć.

Edukacja i jej skutki

Kontrowersyjną sprawą było i jest prowadzenie edukacji seksualnej w szkołach. Spór o treści, jakie powinno się przekazywać młodzieży, i o podręczniki trwa od wejścia w życie ustawy.

Ze sprawozdania dowiadujemy się, że MEN odniosło na tym polu wiele sukcesów. Autorzy pominęli milczeniem fakt, że w ubiegłym roku dziewczynki czternastoletnie i młodsze urodziły 69 dzieci (rok wcześniej było 70 takich przypadków).

Wspomniano natomiast nastolatki w wieku 15  - 19 lat, które urodziły w ubiegłym roku 28 tys. 700 dzieci, o 1713 mniej niż w 1998 roku. Tę informację podkreślają autorzy sprawozdania, choć zarazem przyznają, że "to zjawisko nadal wymaga zwiększonych działań wychowawczych".

Ustawa stanowi, że szkoła ma obowiązek udzielać uczennicy w ciąży urlopu oraz innej pomocy, tak aby mogła ukończyć edukację.

W sprawozdaniu czytamy, że władze szkolne służą uczennicom w ciąży "pomocą, zrozumieniem i należną opieką".

- Można zaobserwować dużą dozę wyrozumiałości i ofiarowanej pomocy psychologicznej ze strony władz szkoły - piszą autorzy sprawozdania.

Trudno zgadnąć, gdzie zaobserwowano ową wyrozumiałość i pomoc, skoro ze sprawozdania dowiadujemy się też, że ustawa o ochronie danych osobowych uniemożliwia dyrektorom szkół "prowadzenie i przekazywanie ewidencji" ciężarnych uczennic.

Od przemilczeń i wybiórczych informacji nie było wolne żadne sprawozdanie z realizacji ustawy antyaborcyjnej. Tegoroczne nie odbiega pod tym względem od innych. Biorąc pod uwagę sześć dotychczasowych sprawozdań, warto zadać pytanie, po co rokrocznie produkować dokumenty, które służą wyłącznie politykom do prowadzenia ideologicznych sporów.

Eliza Olczyk


