ROZMOWA

Jirzi Menzel, reżyser: Wolę dziś pracować w teatrze

Nie potrafię żebrać

FOT. (C) ONDREJ NEMEC

Rz: W czeskim wydaniu "Księgi Guinnessa 20 stulecia" zapisano wybitne osiągnięcia ludzi naszego wieku. Oscar dla filmu "Pociągi pod specjalnym nadzorem" według prozy Hrabala był "wyczynem", który uczynił pana sławnym. Jak czuje się pan wśród rekordzistów XX w.?

JIRZI MENZEL: Dla mnie to niespodzianka. Nie uznaję rekordów, nie piję piwa. Ale wiem, że taki zapis to dobry trick reklamowy.

W lipcu objął pan kierownictwo artystyczne jednego z najbardziej znanych praskich teatrów, Divadlo na Vinohradach. Z czym wiąże się ta decyzja i jak pan widzi najbliższy sezon?

Przede wszystkim będę musiał długo siedzieć w teatrze i martwić się, jak wszystkim dogodzić. Chciałbym, aby członkowie zespołu, a głównie aktorzy czuli się tam dobrze, żeby każdy z nich miał co grać. Wpływ na repertuar będę oczywiście miał, ale będzie on, nie ma co ukrywać, ograniczony możliwościami finansowymi, zainteresowaniem widzów, poziomem zaangażowanych reżyserów. W sumie widzę ten sezon jak szaradę, w której trzeba poukładać teksty, ludzi i sytuacje.

Jakie są plany repertuarowe?

Zaczynamy od "Igraszek z diabłem" Jana Drdy, potem chcemy przygotować adaptację "Stu lat samotności" Marqueza. W następnej sztuce "Niech żyje królowa" - angielskiego pisarza Roberta Bolta powróci na scenę Dagmar Havlova w roli Marii Stuart.

Na stałe, czy tylko do tej sztuki?

Pani prezydentowa nigdy nie przestała być członkiem zespołu, korzystała tylko z bezpłatnego urlopu i teraz postanowiła wrócić na scenę. Premierę planujemy na koniec lutego 2001.

Przed i krótko po wyjściu za mąż za Vaclava Havla, w styczniu 1997, Dagmar Havlova grała główną rolę Królowej Krystyny w sztuce Strindberga, teraz wraca również do królewskiej roli Marii Stuart. Małżonka prezydenta znajduje się stale w centrum uwagi dziennikarzy, nie zawsze dla niej życzliwych. Nie obawia się pan trochę tego come backu i naporu publiczności, gdy znowu pojawi się na scenie?

Nie. Ona jest w porządku. Nieprzyjemni mogą być tylko niektórzy dziennikarze i dla nich Divadlo na Vinohradach będzie musiało pozostać zamknięte.

Pracowaliście już kiedyś razem?

Graliśmy w dwóch filmach, w teatrze nie pracowaliśmy. Kiedy zacząłem reżyserować w Divadle na Vinohradach, Dagmar kręciła serial telewizyjny i nie mogłem jej w niczym obsadzić, bo ciągle nie zgadzały się nam terminy. No, a potem przerwała pracę.

Czy szef artystyczny i reżyser zamierza również grać? Niedawno otrzymał pan od Włochów nagrodę za osiągnięcia aktorskie.

Moja pozycja aktora w praskim zespole jest szczególna. Gdy ktoś zachoruje, a inny z kolegów nie ma ochoty lub odwagi go zastępować, robię to ja. W ten sposób zagrałem już sporo ról. Można powiedzieć, że lubię to robić. Nie jestem zawodowym aktorem i pewnie przedstawienia ze mną nie są tak dobre jak z aktorem, który przygotował rolę, ale w sytuacji awaryjnej najważniejsze jest, aby w ogóle sztuka mogła być grana.

Odtwórczyni głównej roli w pana "Postrzyżynach" wg Hrabala, Magda Vaszaryova, jest teraz ambasadorem Słowacji w Warszawie. Spodziewał się pan, że zrobi karierę polityczną?

Nie, ale mnie to nie zaskoczyło. Znam ją od lat i wiem, że nie miała wielkich artystycznych ambicji. Można powiedzieć, że aktorką stała się przypadkowo. Z wykształcenia jest socjologiem. Studia skończyła w 1968 roku, w chwili gdy po sierpniowej inwazji wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji nie można było u nas uprawiać zawodu socjologa. A ponieważ wcześniej wystąpiła w filmie, zaproponowano jej, by przyszła do teatru, gdzie, mimo braku studiów aktorskich, zagrała wiele pięknych ról. Potem dalej występowała w filmie, m.in. w moich "Postrzyżynach".

Bohumil Hrabal pozostaje pana ulubionym autorem. Dwa lata temu na MFF w Karlowych Warach  publicznie wychłostał pan rózgą producenta, który ponoć ukradł panu prawa do nakręcenia filmu według opowiadania "Obsługiwałem angielskiego króla". Jak z tymi prawami naprawdę było?

Chodziło o pana Sirotka, któremu nie chciałbym już robić większej reklamy. On mi tych praw nie ukradł, ale dzięki mnie je uzyskał, a następnie za moimi plecami je sprzedał, co było nie fair. Dlatego dostał.

Czy kręci ktoś ten film?

Stale trwają kłótnie, kto ma go reżyserować, ale ja już w tym nie uczestniczę.

A nie ma pan ochoty na swoją wersję "Obsługiwałem angielskiego króla" w teatrze lub na inne pozostawione przez Hrabala utwory?

Teatralną adaptację tego opowiadania zrobili już inni. Ja też mógłbym, ale musiałbym być przekonany, że kogoś to naprawdę interesuje. Nie należę do reżyserów, którzy biegają i szukają sponsorów żebrząc o pieniądze. Zawsze pracowałem, gdy mnie o to ktoś poprosił. Tylko praca w godnych warunkach ma sens. Teraz, niestety, albo nikt mnie nie potrzebuje, albo propozycje, które dostaję, nie odpowiadają moim wymaganiom.

Przed 10 laty nakręcił pan "Operę żebraczą" według sztuki Vaclava Havla. Trzy lata później "Życie i niezwykłe przygody wojaka Ivana Czonkina". Od 1994 roku reżyseruje pan głównie w teatrach. Dlaczego odsunął się pan od filmu?

"Czonkin" nie był dobrze przyjęty. Doszedłem więc do wniosku, że gust widzów jest inny od mojego i że nie ma sensu z tym walczyć. A ponieważ zapraszano mnie do reżyserowania w teatrach, chętnie się tego podejmowałem. Pracowałem w teatrach czeskich i zagranicznych, m.in. we Włoszech, w Bułgarii, Chorwacji, Francji. Niedawno moja inscenizacja "Chorego z urojenia" Moliera dostała w Chorwacji nagrodę za najlepsze przedstawienie roku. W Czechach o tym nie napisali ani słowa.

Zmiany polityczne po listopadowej rewolucji '89 i zmiany w finansowaniu kultury narodowej stworzyły nową jakościowo sytuację w czeskim kinie. Pojawili się nowi twórcy. Kto dzisiaj tworzy nowe oblicze czeskiego filmu?

Istnieje wielu naprawdę dobrych reżyserów: Jan Hrzebejk ("Pielesze", "Musimy sobie pomagać"), Jan Sverak ("Kola"), Sasza Gedeon ("Powrót Idioty").

Nie ma mecenasów kultury, są sponsorzy. Czy trudno zdobyć pieniądze na film?

Sądząc po liczbie kręconych filmów, nietrudno. Ale, jak już powiedziałem, nie potrafię żebrać. Jeśli mi ktoś coś zaproponuje i da pieniądze, a ja uznam, że z tego może być dobry film, zrobię go. Dotąd projekty przedstawiane mi tego nie gwarantowały. Albo były to rzeczy bez wartości, albo takie, których dzisiejszy, młody widz wychowany na zachodnich filmach, nie chce oglądać.

Jaki jest gust młodej czeskiej widowni?

Coraz bardziej prymitywny. Kiedyś na filmy Felliniego były wyprzedane wszystkie bilety, dzisiaj już by tak nie było. To o czymś świadczy, nieprawdaż? 

Rozmawiała Barbara Sierszuła

Gdy za okupacyjną tragikomedię "Pociągi pod specjalnym nadzorem" Jirzi Menzel dostał w 1966 roku Oscara, krytycy pisali, że zmysł ciętej obserwacji, poczucie humoru i filmowego skrótu doprowadził w tym filmie do perfekcji. Kiedy w 1980 roku sfilmował "Postrzyżyny", okrzyknięto go specjalistą od filmowych adaptacji prozy Bohumila Hrabala. Po śmierci pisarza, w 1997 r., jeszcze raz próbował to udowodnić, starając się o uzyskanie praw do nakręcenia filmu wg opowiadania "Obsługiwałem angielskiego króla". Nieuczciwi konkurenci sprawili, że nie dostał.  Wziął więc rózgę do ręki i publicznie jednego z nich wychłostał. Dzisiaj Jirzi Menzel (ur. 1938) nie kręci filmów, reżyseruje głównie w teatrach.


